niedziela, 24 lutego 2013

rozdział XIII


No i przyszedł czas na to spotkanie. Nie wiem czego mam się spodziewać. Nie wiem, czy w ogóle mam dalej ciągnąć naszą znajomość lub czymkolwiek to jest. Zawdzięczam mu bardzo wiele i właśnie może też dlatego czuję niepokój. Oczywiście cieszę się, że mi pomógł i chwała mu za to, ale ja kończąc tą znajomość będę miała w pewnym sensie wyrzuty sumienia. Ciężka sprawa. Najpierw muszę pójść na to spotkanie i chyba dopiero później będę mogła myśleć co dalej. Będzie co ma być. Niekoniecznie decyzje, które będę musiała podjąć będą łatwe no, ale które kiedykolwiek były? Przed wyjściem odbyłam jeszcze krótką rozmowę z Anią i ruszyłam w kierunku parku.
Każdy krok stawał się coraz trudniejszy, a w mojej głowie ciągle rodziło się coraz więcej wątpliwości. Iść dalej, czy nie? No, ale jak się już powiedziało A to trzeba powiedzieć B. Taka jest kolej rzeczy. No i jakoś dziwnie bym się czuła jakbym go wystawiła. Zaczęłam się trochę obawiać, gdyż nie podświadomie chyba nie mogłam tak po prostu olać tego chłopaka. ZACZĘŁO MI NA NIM ZALEŻEĆ.
Doszłam na umówione miejsce i usiadłam na dobrze mi znanej ławce. Przyszłam trochę wcześniej, gdyż nie chciałam się spóźnić( często mi się to zdarza). Pozory muszą zostać zachowane. Było już lekko po piętnastej i zaczęłam się zastanawiać, czy czasem nie pomyliłam godziny. Nagle w oddali zobaczyłam biegnącego Filipa. Chyba jednak w głębi nie chciałam, żeby przychodził. Myślałam, że to kobiety mają w zwyczaju się spóźniać, ale jednak się myliłam. Byłam ciekawa jak się wytłumaczy.
- Przepraszam- wydyszał zmęczony- naprawdę przepraszam, ale w szpitalu był mały problem i nie mogłem być wcześniej. Długo czekasz?
Tak, szpital. Przynajmniej ma dobre wytłumaczenie.
- Trochę.
- Strasznie Cię przepraszam.
- Powtarzasz się. Przyjęłam za pierwszym razem- powiedziałam uśmiechając się- idziemy się przejść tak jak się umówiliśmy, czy będziemy tu tak stać i znowu będziesz mnie przepraszał.
- A chcesz iść w jakieś konkretne miejsce?
- Niekoniecznie. Prowadź gdzie chcesz. Zdaję się na Ciebie.
- A więc zaprowadzę Cię w jedno miejsce.
- To chodźmy
Przez pierwsze pięć minut szliśmy w ciszy. Ogólnie panowała dziwna atmosfera. Postanowiłam zacząć jakąś rozmowę, bo nie ukrywając ta cisza zaczęła mi przeszkadzać.
- To co Cię zatrzymało w tym szpitalu?
Na dźwięk mojego głosu lekko się wystraszył i chyba zdziwił. Chciało mi się śmiać, ale o dziwo opanowałam się i nie wybuchłam.
- A wiesz, są te operacje, cały czas kogoś przywożą no i każda para rąk jest tam potrzebna.
- Tak w ogóle to dlaczego jesteś tam tym wolontariuszem?
- Bo chciałem.
- Tyle to się sama domyśliłam, ale dlaczego? Masz jakiś konkretny powód?
- Hmm… powiem tak. Ta ,,praca’’ jest niezwykle satysfakcjonująca. Masz poczucie, że robisz coś dobrego, że możesz cos zrobić dla bliźniego.
- No tak, ale musisz patrzeć jak inni cierpią, a to przecież nie jest piękny widok.
- Fakt, piękny nie jest, ale to podbudowuje Cię do dalszej pracy, do wysiłku, który być może pomoże tej osobie. Starasz się włożyć w to całego siebie i nie odpuszczasz, walczysz do końca. To jest najlepsze w tej pracy.
- Masz dosyć ciekawe podejście do tego wszystkiego.
- Czy ja wiem. Nie tylko ja tak sądzę. Zapytaj któregoś z lekarzy, też Ci tak powie.
- I tylko dlatego to robisz?
- Jest jeszcze coś, ale nie wiem…- uciął w połowie. Nie wiedziałam czy się odezwać, czy zachować milczenie. Postanowiłam poczekać, aż sam będzie gotowy dokończyć. Długo to ta cisza nie potrwała, bo już po chwili ciągnął- dwa lata temu, mój dziadek zmarł. Był mi bardzo bliski.
Tak, teraz zrozumiałam dlaczego potrzebował chwili. Czyli nie miał ojca. Dobrze go rozumiem. Sama nie miałam go przez większość czasu.
- Lekarze… nie, nie mogę ich winić za to co się stało, bo wiem, że zrobili tyle ile mogli, ale ja nie mogłem patrzeć jak on cierpi. Obiecałem sobie, że ja nie pozwolę, aby inni tak cierpieli jak on wtedy. To był koszmar.
- Przykro mi.
Tyle tylko mogłam powiedzieć bo zabrakło mi słów. On jest całkiem innym człowiekiem niż mi się wydawało. Zależy mu na innych, chyba bardziej niż na sobie.
- Tak, ale nie spotkaliśmy się tutaj, żeby rozmawiać o moich rodzinnych tragediach- uśmiechnął się- Jak ta mała dziewczynka? Wróciła?
- A, Klara? Tak, wróciła i ma się całkiem dobrze. Spotkałam jej babcię i powiedziała mi, że stara się o adopcję, ale nie wie czy się uda, bo jest już w podeszłym wieku i ci wszyscy ludzie mówią, że sobie nie poradzi, ale ja wierzę, że da radę. W końcu Klara to jej wnuczka, córka jej córki. Za bardzo kocha by odpuścić.
W chwili gdy to powiedziałam, moim oczom ukazał się najpiękniejszy krajobraz jaki widziałam do tej pory. Tego chyba nawet za bardzo nie da się opisać. Płynąca rzeka, mnóstwo różnokolorowych i pachnących drzew i jeszcze ta polanka. Filip zauważył moje osłupienie.
- Pięknie co?
- Pięknie?! To jest najwspanialsze miejsce jakie w życiu widziałam!
- Wiedziałem, że Ci się spodoba.
- Czemu tu nikogo nie ma? Przecież tu jest idealnie.
- Nikogo nie ma bo tylko parę osób wie o istnieniu tego miejsca. Wbrew pozorom nie łatwo jest je znaleźć.
- No w sumie racja. Nigdy też nie zapuszczałam się w te rejony.
- I takim sposobem nikt prawie nie wie , że jest coś takiego jak to- wyszczerzył zęby w uśmiechu- chodź usiądziemy tu.
Filip przytrzymał mnie i pomógł wejść na konar jednego z drzew będącego nisko nad ziemią.
- Bardzo często widywałem Ciebie w tym parku. Czemu tak bardzo lubisz to miejsce?
- Mam do niego jakiś sentyment. Sama nie wiem, zawsze jakimś cudem do niego trafiam. To takie miejsce, które chyba wie o mnie wszystko, tam zostawiam wszystkie swoje smutki i żale.
- Widziałem. Co się wtedy stało?
- Jak się zobaczyliśmy?
- Tak, właśnie wtedy. Czemu uciekłaś.
- Nie pamiętam tego zbyt dobrze. A uciekłam bo nie miałam ochoty na rozmowę.
- Nie udawaj, no powiedz, że nie chciałaś się ze mną spotkać? Przyznaj, że przyszłaś dzisiaj tylko z litości i dlatego, że jesteś mi coś winna, no i że nie lubisz gości, którzy Ci się narzucają?- powiedział żartobliwie, lekko szturchając mnie w ramie.
- Przestań. Nie serio, przecież ja nie kłamię- zaśmiałam się.
- A to się jeszcze okaże, czy nie masz w zwyczaju mijać się z prawdą- powiedział równie zabawnie.
- Dobra, a tak na serio, to miałam wątpliwości co do dzisiejszego spotkania i co do naszych dalszych kontaktów.
- Aaa, czyli nie chcesz się dalej ze mną spotykać?
- Nie mówiłam, że nie chce, a czy z tego będzie jakiś ciąg dalszy nie zależy tylko ode mnie, ale także i od Ciebie.
- Wiedz, że Cię nie zawiodę- ten chłopak chyba nigdy nie jest poważny, bo nawet to powiedział z jakimś rozbawieniem.
Nagle wstał podszedł do brzegu rzeczki i mnie ochlapał. Postanowiłam nie dać za wygraną i powtórzyłam jego czynność. Zaczęliśmy się przepychać niczym dzieci z podstawówki i wpychać do wody. Ostatecznie oboje byliśmy cali mokrzy. Dobrze, że słońce świeciło dosyć mocno, gdyż dawało to szanse na szybkie wyschnięcie. Rozmowa ciągle się rozkręcała, a ja coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że nie będę żałowała mojej decyzji o przyjściu na to spotkanie.
- Mogę zadać Ci jedno pytanie?- zapytał.
- Jasne, pytaj.
- Ty pracujesz jakoś w domu dziecka czy coś, bo dosyć mocno przejęłaś się tą dziewczynką?
Tak no i chyba cały dobry humor prysł. Nasze spotkanie dobiegło końca. Nie tylko spotkanie, ale i chyba ta cała nasza znajomość. Przyszedł czas na prawdę.
- A czemu pytasz?
- Ciekawy jestem.
- Tylko dlatego?
- Tak, a czy to jakaś tajemnica? Przecież nie musisz się wstydzić, że tam pracujesz. To jest piękne, że pomagasz innym.
No i koniec mojej tajemnicy.
- W tym rzecz, że ja tam nie pracuje.
- To co tam….
Mówiąc to, chyba zrozumiał CO JA TAM ROBIĘ.
- Ty tam…
- Tak, ja tam mieszkam.
Zamurowało go. Patrzył się na mnie jak na jakieś Ufo. Tak, no to pora na mnie. Wkurzyłam się. Ale z drugiej strony spodziewałam się takiej reakcji. Przecież nikt nie chce się zadawać z dziećmi, którymi nie ma kto się zająć. No to koniec zabawy. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie. Zorientowałam się, że nie wiem skąd przyszliśmy, ale zignorowałam to i dalej kroczyłam przed siebie. Słyszałam jak coś krzyczał za moimi plecami, ale zignorowałam to. Nagle usłyszałam, że Filip za mną biegnie. Po chwili złapał mnie za rękę i obrócił twarzą do siebie.
- Idziesz w złą stronę- powiedział z zatroskaną miną.
- No i co? Przecież takie osoby jak ja są głupie i inne.
- Tego nie powiedziałem.
- Ale pewnie tak myślisz. Puść mnie! Oszczędź mi tych długich przemówień o tym jakbyś chciał się ze mną spotykać itd., ale nie możesz bo tu nie chodzi o mnie, ale o Ciebie. Ja wiem jaka jest prawda. Wszystkim zawsze przeszkadza to, ze mieszkam w domu dziecka!
- Posłuchaj mnie! Dasz mi w końcu coś powiedzieć?- wedle polecenia zamknęłam już otwarte usta- nie obchodzi mnie to, że mieszkasz tam, gdzie mieszkasz. Zależy mi na Tobie, a nie na twoim domu, czy czym tam innym. Byłaś dla mnie ważna, ale po dzisiejszych rozmowach i czasie spędzonym razem stwierdziłem, że nie będę w stanie Ciebie opuścić. Chcę być przy Tobie zawsze kiedy będziesz mnie potrzebowała, ale też wtedy kiedy nie będę Ci potrzebny. Nie musimy być razem. Ja chcę być Twoim przyjacielem.
Teraz to mnie zamurowało. Stałam i patrzyłam na niego z wytrzeszczonymi oczami. Usta miałam lekko rozchylone, jakbym miała coś powiedzieć, ale  nie wydobywał się z nich żaden dźwięk. Może na serio jest tak jak mówi, że zależy mu na mnie itp. Piękne, ale nie wiem czy będę w stanie kiedykolwiek w to uwierzyć.
- Powiedz coś, bo wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha- zaśmiał się.
Chyba się już ocknęłam bo usłyszałam swój głos.
- Rozumiem, ale nie wiem, czy będę w stanie w to uwierzyć.
- To co ja mam zrobić, żebyś mi zaufała.
- Nie wiem. Wykaż się- powiedziałam z uśmiechem na twarzy- dobrze, że przyjąłeś to tak, bo nie wiem czy dałabym radę zapomnieć o Tobie i o dzisiejszym dniu.
- Cieszę się i obiecuję, ze Cię nie zawiodę. Chodź wracajmy, bo jeszcze nie pozwolą Ci później wyjść, gdyż wracasz za późno.
-  Ha, ha, ha- powiedziałam z irytacją- mam więcej czasu niż Ci się wydaje.
- Dobra dobra. Bo jeszcze mi się dostanie. Mógłbym zadać Ci ponownie kolejne pytanie?
- Ludzie, co Ty masz z tymi pytaniami? No, ale dawaj.
- Obiecuje to już dzisiaj ostatnie.
- Trzymam Cię za słowo. Mów, mów bo zaraz nie zdążysz.
- Skoro mieszkasz w tym domu, to ten facet, który był w szpitalu to, to nie jest twój tata?
- To jest mój tata.
- Czegoś tu nie rozumiem.
- I nawet wiem cze gonie rozumiesz. To jest mój tata w 100%. Mieszkam tam gdzie mieszkam, bo swoich rodziców spotkałam dopiero kilka miesięcy temu.
- Dlaczego?
- To już jest kolejne pytanie. Resztę z nich zachowaj na następne spotkanie. Jak powiem Ci teraz za dużo to o czym będziemy gadać później?
- Znalazłoby się coś.
Doszliśmy już do parku, gdzie mieliśmy się rozstać, lecz Filip zaproponował, że odprowadzi mnie pod same drzwi. Nie sprzeciwiłam się, gdyż nie chciało mi się samej wracać. Tematów do rozmów nie brakowało, jednak musieliśmy je skończyć gdyż zaleźliśmy się przed moim ,,domem’’.
- Dziękuję Ci za bardzo miłe popołudnie.
- Czyli podobało Ci się?
- Pytanie! Było cudownie. Wiesz co cieszę się, że przyszłam.
- Spotkamy się jutro o jedenastej?
- Jutro?! Już mnie przytłaczasz- zauważyłam, że lekko spochmurniał- żartowałam przecież. Jasne, że się spotkamy.
- Nie ładnie tak żartować- zaśmiał się.
- Dobra ja lece, bo na kolację się spóźnię.
- Idź, idź.
- A i dziękuję za list. Był piękny i szczery, doceniam to.
Dałam mu buziaka w policzek, obróciłam się i wpadłam przez drzwi na hol. Czuję się jak w niebie. Szczęśliwsza byłam chyba tylko wtedy jak się dowiedziałam o prawdopodobnej przeprowadzce do rodziców. Szybko pobiegłam na górę by podzielić się wieściami z Anią. Zastałam ją siedzącą na łóżku. Wyglądała jakby była trupem. I już wiedziałam, że stało się coś niedobrego.