sobota, 8 grudnia 2012

X rozdział


Gdy wstałam rano, Ani w łóżku już nie było. Spotkałyśmy się dopiero na śniadaniu. Pierwsze słowa jakie usłyszałam były dosyć ciekawe.
- Julka! Czy Tobie już się w głowie poprzewracało! Przecież Ci pisałam, że dzisiaj pójdziemy tam razem!
- Przecież dzieckiem nie jestem- powiedziałam spokojnie- a poza tym skąd wiesz, że poszłam tam?
- Bo gdy nadeszła godzina, o której powinnaś już była wrócić z parku to Ciebie nie było. No i później też.
- Ty mi tu mówisz, że poszłam tam sama, a to Ty znikasz na cały wieczór i poranek. Gdzie Ty byłaś?
- O tym nie tutaj. Pogadamy później na osobności. Lepiej powiedz, czy udało ci się coś ustalić.
- W sumie to nie, ale rozmawiałam z tą kobietą i myślę, że jest coś na rzeczy. Wtedy, gdy wspomniałam o Klarze, trochę się podenerwowała i zaczęła na mnie krzyczeć. Do tego trzeba podejść spokojnie i z dystansem.
- I co chcesz iść dzisiaj tam po raz kolejny?
- A mam inne wyjście? Myślę, że Klara tam gdzieś jest.
- Nie wiem, czy lepiej żeby tam była, czy żeby jej tam nie było?
- Chodź, zbieramy się. Dzisiaj w tym samym miejscu o tej samej porze?
- Dobra, to do zobaczenia?
- Do zobaczenia.
Zabrałam swój plecak i poszłam do szkoły. W sumie to chyba zrezygnuję dzisiaj z tej wizyty i pójdę prosto do tej kobiety. Muszę z nią porozmawiać. Nie mam innego wyjścia, idę tam i koniec.
Stojąc za tym samym drzewem co wczoraj obserwowałam mój cel. Odważyłam  się i gdy doszłam do furtki zadzwoniłam dzwonkiem. W drzwiach ukazała mi się oczekiwana przeze mnie postać.
- W czym mogę jeszcze pomóc. Mówiłam pani, że nie mam nic do powiedzenia w sprawie tej dziewczynki.
Kobieta zaczęła zamykać drzwi, ale ja postanowiłam, że się nie poddam.
- Proszę chwilkę poczekać. Niech pani nie zamyka drzwi. Nie mam złych intencji.
Zobaczyłam jak zastygły one w miejscu i ponownie się otworzyły.
- Proszę, niech pani wejdzie do środka.
Na chwiejnych nogach weszłam po schodkach do przestrzennego holu.
- Zapraszam. Herbaty?
- Nie dziękuję. Nie zajmę pani dużo czasu. Chciałabym z panią porozmawiać.
- Słucham. Na jaki temat chciałabyś pomówić młoda damo.
- Pani chyba dobrze wie na jaki, prawda?
- Nie bardzo rozumiem.
- O tej dziewczynce. Ja wiem, że pani ma coś wspólnego z tą sprawą. Nie ma się czym martwić, ja nie chcę dla nikogo źle. Chcę ją po prostu znaleźć. Boję się o nią.
Nastąpiła chwila ciszy. Chyba nie było sensu w przychodzeniu tutaj. Ta kobieta nic nie powie. Chyba jednak się pomyliłam, lecz po chwili usłyszałam jej cichy głos.
- Masz rację, mam coś wspólnego z tą sprawą. Ja… ja
- Niech pani będzie spokojna, nikomu nic nie powiem.
- No bo ja jestem, ja… ja jestem jej babcią.
Zamurowało mnie. W tym momencie pogubiłam się całkowicie.
- Jak to?! Pani jest jej babcią? Z tego co słyszałam to straciła rodzinę.
- Tak. Lecz z tym wiąże się długa historia. Przepraszam, że tak nakrzyczałam na Ciebie wtedy, ale ja myślałam, że jesteś kolejną osobą, która tylko chce mi ją odebrać.
- Co sprawiło, że jednak dzisiaj pani mnie przyjęła?
- Pewien młodzieniec mi powiedział, że Ty chcesz dla niej dobrze.
- Młodzieniec? Filip?
- Tak, właśnie tak miał na imię.
Któżby pomyślał, że jednak będą jego dłużniczką. Dzięki niemu ta pani mnie przyjęła, dzięki niemu dowiedziałam się gdzie jest Klara. Właśnie, gdzie teraz ona jest?
- Gdzie jest teraz Klara?
- Moja wnuczka jest teraz z dziadkiem na małym  spacerze. Nic się nie bój jest całkowicie bezpieczna.
- A właściwie jak ona tu trafiła?
- To się wiąże z tą długą historia, o której Ci wcześniej wspominałam.
- Mogłaby mi pani ją opowiedzieć?
- Jeśli chcesz to oczywiście. Kilkanaście lat temu, pokłóciłam się ze swoją córką.
Czemu wszystkie długie historie zaczynają się podobnie?
- Nie odzywałyśmy się do siebie kilka lat. I właśnie po tak długim okresie czasu postanowiłam się z nią spotkać i wyjaśnić sobie wszystko. Jednak ostatecznie spotkałyśmy się w szpitalu. Moja córka była w stanie krytycznym. Podczas tego, gdy wszystko sobie wyjaśniłyśmy, powiedziała mi, że jestem babcią od pięciu lat. Niestety dowiedziałam się także, że jest ona w domu dziecka właśnie tutaj. Nie zdążyłam tylko usłyszeć dlaczego tak trafiła.
- A jej tata?
- Jej tata zmarł dzień wcześniej na miejscu wypadku.
- Oni mieli wypadek?
- Z tego co mi wiadomo to tak, niestety nie poznałam szczegółów, a może sama już nie chciałam ich znać, bo w sumie nie to jest najważniejsze. Wtedy z moim  mężem znaleźliśmy ten domek i odwiedziliśmy Klarę tam gdzie mieliśmy ją zastać. Niestety pani dyrektor powiedziała, że niemożliwym jest to, abyśmy ją zabrali ze sobą, ze względu na nasz wiek. Zaakceptowaliśmy to. Odwiedzaliśmy ją często jednak nie codziennie. Gdy nie mieliśmy szansy zobaczenia się z naszą wnuczką przez dłuższy okres czasu ona sama mnie znalazła w parku. Wtedy zabrałam ją do domu, żeby zastanowić się z mężem co zrobimy. Postanowiliśmy, że odprowadzimy ją do jej ,,domu’’ i postaramy się ją odzyskać, jednak ona nie chciała tam wracać. Właśnie miałam iść dzisiaj do waszej pani dyrektor, ale ty uprzedziłaś mnie swoją wizytą. No i teraz już nie wiem co mam robić, bo Klara nie chce wrócić, a ja jej zmusić nie mogę. Może masz jakiś pomysł?
- Niech pani się niczym nie przejmuje. Wymyślę coś i wrócę tu. Dziękuję bardzo za poświęcony czas i obiecuję pomoc ze swojej strony.
- Mam nadzieje do zobaczenia?
- Do zobaczenia.
Muszę jakoś pomóc tej staruszce, ale sama nie za bardzo wiem jak. Do kogo ja się mogę zwrócić po pomoc? Tak już wiem! To teraz na przystanek. Zastanawiała mnie Tylko jedna rzecz: dlaczego policja nie zajrzała tutaj?
Cudem trafiłam do domu moich rodziców. Nie bardzo wiedziałam jak tam dojechać, doszło do paru błędów, ale ostatecznie dojechałam. Zadzwoniłam i długo nie czekałam na jakiś ruch. Tak jak się domyślałam, mama się mocno zdziwiła, widząc mnie o tej porze przed jej domem.
- Co Ty tu robisz? Czy coś się stało?
- Mamo spokojnie, nic się nie stało. Bynajmniej mi.
- Czemu nie jesteś w szkole?
- Nie to jest najważniejsze. Posłuchaj potrzebuje twojej pomocy.
- No dobrze, ale wejdź do środka, przecież nie będziemy tutaj rozmawiać.
Usiadłyśmy przy kuchennym stole. Mama przyglądała mi się bardzo dziwnie. Na pewno ją bardzo zaskoczyłam, co zresztą przewidywałam.
- Gdzie jest tata?
- Tata śpi. Ostatnio bardzo dużo czasu tak spędza. Regeneruje się. No, ale nie przejechałaś tutaj taki kawał drogi, żeby tylko zapytać o zdrowie Twojego taty co?
- Racja, racja. Już przechodzę do sprawy.
Bez żadnych problemów opowiedziałam całą historie Klary. Ciekawa byłam co mama o tym sądzi.
- Dosyć dziwna sprawa, bo ta babcia od razu powinna zgłosić się do waszej pani dyrektor, ale kierowała się dzieckiem. W  sumie to musze pomyśleć. To nie jest takie proste, bo trzeba mieć wzgląd i na dziadków i na dobro dziecka.  Hm, myślę, że jednak ta babcia musi powiedzieć to któremuś z wychowawców, bo w sumie cała policja szuka Klary bez skutków. To będzie pierwsze działanie, a później jakoś samo wszystko pójdzie.
- A jak myślisz, jeśli ci dziadkowie, będą bardzo chcieli ją zaadoptować, to sąd, dyrekcja się zgodzi?
- Chyba nie będą mieli wyjścia.
Mój wzrok napotkał zegar.
- To już tak późno?! Muszę lecieć mamo i dziękuję Ci za pomoc.
- Ale gdzie Ty tak biegniesz? Poczekaj odwiozę Cię.
- Nie trzeba, poradzę sobie.
- Nie marudź i wsiadaj do samochodu, a ja już schodzę.
Co ja bym bez niej zrobiła? Teraz szybko do parku, a później trzeba jakoś wytłumaczyć wagary p. Beacie. Oj tam, damy radę. Spotkam się z Anią i pójdziemy do babci Klary namówimy ją, a później wrócimy do domu.
Do parku przyjechałyśmy szybciej niż myślałam. Pożegnałam się z mamą i poszłam na umówioną ławkę. Zobaczyłam, że ktoś na niej siedzi. To był ten pan od dziwnych słów. W chwili gdy mnie zobaczył, wstał i zaczął odchodzić. Chciałam coś krzyknąć, ale nie mogłam wydobyć głosu.
- Znowu się spotykamy- usłyszałam głos za plecami. Nie musiałam się oglądać, żeby wiedzieć kto to jest- pogadałaś w końcu z tą kobietą?
- To nie Twoja sprawa.
- A może jednak moja?
- Dobrze, dziękuję Ci, ze przekonałeś tą panią, żeby ze mną pogadała, ale na tym koniec. Sprawa rozwiązana i nasze drogi się rozchodzą.
- A co jeśli ja nie chcę, żeby to był koniec naszych relacji?
- To wtedy masz problem.
- A wiesz, że jesteś moją dłużniczką i musisz zrobić coś czego będę chciał?
- To czego chcesz?
- Pogadaj ze mną normalnie co?
- Haha, tylko to?
- Nie. Chcę żebyś poszła ze mną na spacer.
- Teraz nie mogę jestem umówiona.
- Nie musi być dzisiaj, teraz. Kiedy tylko zechcesz. Dostosuje się.
- Niech ci będzie. Sobota o piętnastej, pasuje?
- Może być. Tutaj tak?
- Dobra.
Zobaczyłam z daleka idącą Anię, więc rzuciłam ostatnie słowa i poszłam. Nie wiem co sądzić o tym spotkaniu. Może lepiej na nie nie pójść, przecież jak się dowie, że mieszkam tam gdzie mieszkam to i tak zerwie nasz kontakt, a jeśli ja je zerwę teraz to będzie mniejszy ból niż później. Zobaczymy co  z tego wyjdzie.

weekend*_*

niedziela, 2 grudnia 2012

IX rozdział


- Może ona już nie przyjdzie?
-  Nawet tak nie mów. Przychodziła tu tak często, więc nawet nie dopuszczam myśli, że się tu już nie pojawi.
Niestety takie myśli się wkradały, a ja nic nie mogłam na to poradzić. A jeśli Ania ma rację, to co ja zrobię. Ta kobieta to jedyny ślad, jedyny ratunek. Pozostaje wyrzucić to co złe i być pozytywnie nastawionym. Stwierdziłam, że nie wysiedzę tak dłużej, więc wstałam. Czułam na sobie zdziwione spojrzenie mojej towarzyszki.
- Chyba nie chcesz się poddać?- usłyszałam.
- A ty myślisz, że po tylu godzinach tego siedzenia się poddam? Po prostu znudziło mi się i postanowiłam, że powinnyśmy się trochę poruszać.
- Wiesz co, zrobiłam się głodna. Może pójdę do sklepu?
- No dobra, ale wracaj szybko.
- Będę za niedługo.
Minęłam plac zabaw i nagle zobaczyłam osobę, której nie chciałam spotkać. Miałam nadzieje, że jeszcze nie zdążył mnie zobaczyć. Szybko ukryłam się za pobliskim drzewem. Zauważyłam, że z kimś rozmawiał. Lekko się wychyliłam i osłupiałam. Otóż osobą, z którą rozmawiał okazała się kobieta, poszukiwana przeze mnie od ponad kilku dni. Chciałam podejść, lecz jakaś wewnętrzna siła mnie powstrzymała. Poczekałam chwilę i gdy zobaczyłam, że się rozstają dyskretnie poszłam w tym samym kierunku co tajemnicza kobieta. Po kilkudziesięciu metrach znowu ją zgubiłam. Strasznie się wkurzyłam bo byłam już tak blisko i nic. Zastanawiało mnie jedno: po co ten Filip rozmawiał z nią i o czym? Może są w jakiejś zmowie czy czymś? A może on ją zna?! Spojrzałam przed siebie. Stwierdziłam, że dużo do stracenia nie mam jeśli pójdę dalej tą drogą, a może trafię na jakiś ślad. Zrobiłam tak jak postanowiłam. Minęło jakieś dziesięć minut odkąd zaczęłam iść. Nagle przed pobliskim domkiem ujrzałam poszukiwaną osobę. Chciałam już tam podejść, jednak zatrzymała mnie myśl. Co ja powiem, jak tam pójdę? Że przyszłam po dziewczynkę? A jak Filip się pomylił i to nie o nią chodziło? Muszę pogadać z Anią ona będzie wiedziała co zrobić.
- O nie!- powiedziałam na głos. Ona pewnie teraz mnie szuka i zastanawia się gdzie przepadłam w tak krótkim  czasie. Ruszyłam biegiem ponownie do parku. Miałam pewnie trudności w przypomnieniu sobie drogi powrotnej, jednak nie zgubiłam się. Z dala zobaczyłam zdenerwowaną przyjaciółkę.
- Ania!- zawołałam.
- Julka! Gdzieś Ty się podziewała. Nie wiedziałam co się z Tobą stało. Naprawdę się wystraszyłam.
- Znalazłam tą kobietę.
- Co?!
- Tak, dobrze słyszałaś. Widziałam ją przed jej domkiem.
- Jej domkiem? Co Ty gadasz?
- Tak wiem. Zobaczyłam ją jak rozmawiała z Filipem.
- Czekaj, czekaj. Z tym Filipem, o którym myślę?
- Tak, tak. I uprzedzę Twoje pytanie, nie wiem o czym rozmawiali. No, ale wracając do tematu to chciałam tam do niej podejść, ale stwierdziłam, że nie wiem co jej powiem. No i chciałam poczekać na Ciebie.
- Pamiętasz gdzie ona mieszka?
- Nie bardzo, ale powinnam tam dotrzeć jeśli pójdziemy tamtą drogą. To co idziemy?
- Teraz?! Ty chyba oszalałaś! Robi się ciemno. Poczekaj z tym do jutra. Mi też zależy na tym, żeby ją znaleźć bo mam dość tego siedzenia tutaj w parku - powiedziała z uśmiechem- serio zależy mi na tym, ja także się o nią boję, ale nie róbmy tego dzisiaj.
- No dobra. Ale jutro tam idziemy?
- Załatwione, ale pomyśl o co chcesz zapytać. Bo co walniesz tak prosto z mostu: porwała pani dziewczynkę, czy coś koło tego? Musisz wszystko dokładnie przemyśleć.
- Ja wiem. O to się nie martw- zaśmiałam się. Z zakrętu wyszedł mój serdeczny kolega.- O nie! Chodź, musimy już iść- łapiąc Anię za rękaw pociągnęłam ją w kierunku naszego ,,domu’’. Ostatnie na co miałam ochotę to właśnie na to spotkanie. Dziwne, że coraz częściej zdarza nam się widywać przypadkiem. Czy on mnie czasem nie śledzi? A w sumie nie bardzo mnie to teraz obchodzi, nie to jest najważniejsze.
Postanowiłam, że nikomu nie będę opowiadać o kolejnych śladach w sprawie. Pewnie i tak by pomyśleli, że wymyślam i tak dalej. Wiem, że teraz, jak już jestem tak blisko to nie odpuszczę. Muszę ją znaleźć. Jutro pójdziemy razem do tego domu i zobaczymy jak wyjdzie. Mam nadzieję, że ta kobieta jest ostatnim śladem, który da koniec sprawie. Mam też nadzieję, że Klarze nic się nie stało.
Rano umówiłyśmy się z Anią, że spotkamy się w parku po moich lekcjach i razem tam pójdziemy. W sumie z jednej strony się boję, a z drugiej chcę odzyskać naszą zgubę i nic mnie przed tym nie powstrzyma.
Lekcje minęły szybko, z czego byłam bardzo zadowolona. Zaskoczył mnie fakt, że nawet uważałam na lekcjach pomimo tego co ma się zaraz wydarzyć. Usiadłam na tej samej ławce co zawsze. Mijały kolejne minuty, a ja zaczęłam się coraz bardziej denerwować. Nagle dostałam wiadomość:
Przepraszam Cię, ale nie dam rady dzisiaj z Tobą tam pójść. Ważna sprawa. Nigdzie nie idź, załatwimy to jutro. Pogadamy jak się spotkamy. Jeszcze raz przepraszam.
Kurczę, a ja tak się nastawiłam na ta akcję, myślałam, że dzisiaj znajdziemy Klarę. Ale no nie mogę odpuścić i iść jutro. Obiecałam sobie, że przed niczym się nie cofnę, więc jak mam iść sama to pójdę. Ruszyłam ścieżką prowadzącą do tajemniczego domku. Po kilkunastu minutach marszu od domu dzieliło mnie zaledwie pięćdziesiąt metrów. Spojrzałam i zobaczyłam, że w ogródku ktoś jest. Domyśliłam się, że to pewnie ta kobieta. Nie pomyliłam się. Obok niej na krześle siedział mężczyzna w sędziwym wieku. Ukryłam się za drzewem, chcąc chwilkę ich poobserwować. Może po pewnym czasie na dwór by wyszła i dziewczynka. Stałam tak dosyć długo.
- Co Ty tu robisz?
Podskoczyłam jak oparzona. Odwróciłam się i znowu go zobaczyłam. Strasznie się zdenerwowałam.
- Głupi jesteś?! Chcesz żebym zawału dostała?!
- Przepraszam, ale to nie ja skradam się za drzewami. Co tu robisz?
- To samo pytanie mogę zadać i Tobie.
- Ale to ja pierwszy spytałem.
- A co? Ty nigdy nie skradasz się za drzewami?
- Dobra, dobra. Skąd wiedziałaś, że ona tu mieszka.
Popatrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami udając zdziwioną.
- Daj spokój, przecież wiem, że to dlatego tak się ukrywasz. Obserwujesz ich.
- A to coś złego?
- Nie, tak tylko pytam. No to skąd?
- Nie twoja sprawa.
- Może i nie moja, ale chcę Ci pomóc.
- Tą pomoc to możesz sobie wsadzić gdzieś. Nie potrzebuję jej.
- Jesteś pewna?
- Tak, a teraz możesz już sobie iść.
Sama już nie wiem czy chcę, żeby sobie poszedł. Nawet jak chciałam to nie mogę o nim zapomnieć. Na moje nieszczęście chyba zaczynam coś do niego czuć. Jak głupia myślę, że będąc taka dla niego to te uczucia tak po prostu znikną. Idiotka! Chwila, chwila. Przecież on rozmawiał wcześniej  ta panią. Na śmierć o tym zapomniałam. Lecz na razie zostawię to. Najpierw muszę pogadać z kobietą. Zorientowałam się, że Filip nadal zajmuje swoje miejsce i nie ruszył się  z niego nawet o milimetr.
- Czy ja się nie wyraziłam zbyt jasno?- zapytałam ostro.
- Jesteś pewna?
- Na sto procent. Do widzenia.
I poszedł. Jednak widziałam tą niepewność w jego ruchach. Wahał się czy mnie posłuchać, czy nie. Nie zastanawiając się długo, ruszyłam przed siebie. Gdy stanęłam przed furtką, kobieta podniosła wzrok. Wystraszyła się. Pewnie mnie pamiętała jeszcze z parku.
- Czy mogę Ci w czymś pomóc młoda damo?
- Oczywiście. Czy mogłybyśmy porozmawiać?
- Obawiam się, że teraz będzie to niemożliwe. Lecz na jaki temat chciałabyś pomówić?
- Hm, dosyć dziwna sprawa. Poszukuję małej dziewczynki- wyraźnie się skrępowała i tak jakby wystraszyła, ale postanowiłam kontynuować- zniknęła ona z domu dziecka kilka dni temu. Jest bardzo nieśmiała i…
- Nie ma tu żadnej dziewczynki-przerwała mi- nie widziałam jej, ani o niej nie słyszałam, a teraz przepraszam, ale nie mam czasu. Do widzenia.
Odwróciła się i poszła. Wiedziałam, że niczego już się nie dowiem, więc ruszyłam w swoim kierunku. Jest coś na rzeczy, bo kobieta, która nie miałaby nic na sumieniu tak by się nie zachowała i nie spławiła by mnie tak szybko. Spojrzałam jeszcze raz na dom i szepnęłam:
- Jeszcze tu wrócę.
Nie wiem  jak, ale dziwnym trafem dosyć szybko znalazłam się w moim budynku mieszkalnym. Ani nigdzie nie było, więc wzięłam się za lekcje. Skończywszy je, zeszłam na dół na kolację. Ani znowu nigdzie nie widziałam. Zaczęłam się zastanawiać, co ona miała takiego ważnego. Wiem tylko, że to coś zajmuje jej dużo czasu. Po kolacji postanowiłam się czymś zająć, a najlepszą rzeczą jaką można robić, aby nie myśleć, to zabawa z dziećmi.
Po godzinie zabawy stwierdziłam, że zajmują mi one myśli, ale też męczą. Idąc do pokoju miałam nadzieję, że spotkam tam Anię, ale zawiodłam się. Zapytałam się Gosi, czy ją widziała, ale ona też jej nigdzie nie widziała. Przyznam, że troszkę zaczynam się martwić. No cóż zobaczymy rano jak to wszystko się ułoży, a tymczasem, ja jestem zmęczona i nie mam na nic siły. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.