Gdy wstałam rano, Ani w łóżku już nie było. Spotkałyśmy
się dopiero na śniadaniu. Pierwsze słowa jakie usłyszałam były dosyć ciekawe.
- Julka! Czy Tobie już się w głowie poprzewracało!
Przecież Ci pisałam, że dzisiaj pójdziemy tam razem!
- Przecież dzieckiem nie jestem- powiedziałam spokojnie-
a poza tym skąd wiesz, że poszłam tam?
- Bo gdy nadeszła godzina, o której powinnaś już była
wrócić z parku to Ciebie nie było. No i później też.
- Ty mi tu mówisz, że poszłam tam sama, a to Ty znikasz
na cały wieczór i poranek. Gdzie Ty byłaś?
- O tym nie tutaj. Pogadamy później na osobności. Lepiej
powiedz, czy udało ci się coś ustalić.
- W sumie to nie, ale rozmawiałam z tą kobietą i myślę,
że jest coś na rzeczy. Wtedy, gdy wspomniałam o Klarze, trochę się
podenerwowała i zaczęła na mnie krzyczeć. Do tego trzeba podejść spokojnie i z
dystansem.
- I co chcesz iść dzisiaj tam po raz kolejny?
- A mam inne wyjście? Myślę, że Klara tam gdzieś jest.
- Nie wiem, czy lepiej żeby tam była, czy żeby jej tam
nie było?
- Chodź, zbieramy się. Dzisiaj w tym samym miejscu o tej
samej porze?
- Dobra, to do zobaczenia?
- Do zobaczenia.
Zabrałam swój plecak i poszłam do szkoły. W sumie to
chyba zrezygnuję dzisiaj z tej wizyty i pójdę prosto do tej kobiety. Muszę z
nią porozmawiać. Nie mam innego wyjścia, idę tam i koniec.
Stojąc za tym samym drzewem co wczoraj obserwowałam mój
cel. Odważyłam się i gdy doszłam do
furtki zadzwoniłam dzwonkiem. W drzwiach ukazała mi się oczekiwana przeze mnie
postać.
- W czym mogę jeszcze pomóc. Mówiłam pani, że nie mam nic
do powiedzenia w sprawie tej dziewczynki.
Kobieta zaczęła zamykać drzwi, ale ja postanowiłam, że
się nie poddam.
- Proszę chwilkę poczekać. Niech pani nie zamyka drzwi.
Nie mam złych intencji.
Zobaczyłam jak zastygły one w miejscu i ponownie się
otworzyły.
- Proszę, niech pani wejdzie do środka.
Na chwiejnych nogach weszłam po schodkach do
przestrzennego holu.
- Zapraszam. Herbaty?
- Nie dziękuję. Nie zajmę pani dużo czasu. Chciałabym z
panią porozmawiać.
- Słucham. Na jaki temat chciałabyś pomówić młoda damo.
- Pani chyba dobrze wie na jaki, prawda?
- Nie bardzo rozumiem.
- O tej dziewczynce. Ja wiem, że pani ma coś wspólnego z
tą sprawą. Nie ma się czym martwić, ja nie chcę dla nikogo źle. Chcę ją po
prostu znaleźć. Boję się o nią.
Nastąpiła chwila ciszy. Chyba nie było sensu w
przychodzeniu tutaj. Ta kobieta nic nie powie. Chyba jednak się pomyliłam, lecz
po chwili usłyszałam jej cichy głos.
- Masz rację, mam coś wspólnego z tą sprawą. Ja… ja
- Niech pani będzie spokojna, nikomu nic nie powiem.
- No bo ja jestem, ja… ja jestem jej babcią.
Zamurowało mnie. W tym momencie pogubiłam się całkowicie.
- Jak to?! Pani jest jej babcią? Z tego co słyszałam to
straciła rodzinę.
- Tak. Lecz z tym wiąże się długa historia. Przepraszam,
że tak nakrzyczałam na Ciebie wtedy, ale ja myślałam, że jesteś kolejną osobą,
która tylko chce mi ją odebrać.
- Co sprawiło, że jednak dzisiaj pani mnie przyjęła?
- Pewien młodzieniec mi powiedział, że Ty chcesz dla niej
dobrze.
- Młodzieniec? Filip?
- Tak, właśnie tak miał na imię.
Któżby pomyślał, że jednak będą jego dłużniczką. Dzięki niemu
ta pani mnie przyjęła, dzięki niemu dowiedziałam się gdzie jest Klara. Właśnie,
gdzie teraz ona jest?
- Gdzie jest teraz Klara?
- Moja wnuczka jest teraz z dziadkiem na małym spacerze. Nic się nie bój jest całkowicie
bezpieczna.
- A właściwie jak ona tu trafiła?
- To się wiąże z tą długą historia, o której Ci wcześniej
wspominałam.
- Mogłaby mi pani ją opowiedzieć?
- Jeśli chcesz to oczywiście. Kilkanaście lat temu,
pokłóciłam się ze swoją córką.
Czemu wszystkie długie historie zaczynają się podobnie?
- Nie odzywałyśmy się do siebie kilka lat. I właśnie po
tak długim okresie czasu postanowiłam się z nią spotkać i wyjaśnić sobie
wszystko. Jednak ostatecznie spotkałyśmy się w szpitalu. Moja córka była w
stanie krytycznym. Podczas tego, gdy wszystko sobie wyjaśniłyśmy, powiedziała
mi, że jestem babcią od pięciu lat. Niestety dowiedziałam się także, że jest
ona w domu dziecka właśnie tutaj. Nie zdążyłam tylko usłyszeć dlaczego tak
trafiła.
- A jej tata?
- Jej tata zmarł dzień wcześniej na miejscu wypadku.
- Oni mieli wypadek?
- Z tego co mi wiadomo to tak, niestety nie poznałam
szczegółów, a może sama już nie chciałam ich znać, bo w sumie nie to jest
najważniejsze. Wtedy z moim mężem
znaleźliśmy ten domek i odwiedziliśmy Klarę tam gdzie mieliśmy ją zastać.
Niestety pani dyrektor powiedziała, że niemożliwym jest to, abyśmy ją zabrali
ze sobą, ze względu na nasz wiek. Zaakceptowaliśmy to. Odwiedzaliśmy ją często
jednak nie codziennie. Gdy nie mieliśmy szansy zobaczenia się z naszą wnuczką
przez dłuższy okres czasu ona sama mnie znalazła w parku. Wtedy zabrałam ją do
domu, żeby zastanowić się z mężem co zrobimy. Postanowiliśmy, że odprowadzimy
ją do jej ,,domu’’ i postaramy się ją odzyskać, jednak ona nie chciała tam
wracać. Właśnie miałam iść dzisiaj do waszej pani dyrektor, ale ty uprzedziłaś
mnie swoją wizytą. No i teraz już nie wiem co mam robić, bo Klara nie chce
wrócić, a ja jej zmusić nie mogę. Może masz jakiś pomysł?
- Niech pani się niczym nie przejmuje. Wymyślę coś i
wrócę tu. Dziękuję bardzo za poświęcony czas i obiecuję pomoc ze swojej strony.
- Mam nadzieje do zobaczenia?
- Do zobaczenia.
Muszę jakoś pomóc tej staruszce, ale sama nie za bardzo
wiem jak. Do kogo ja się mogę zwrócić po pomoc? Tak już wiem! To teraz na
przystanek. Zastanawiała mnie Tylko jedna rzecz: dlaczego policja nie zajrzała
tutaj?
Cudem trafiłam do domu moich rodziców. Nie bardzo
wiedziałam jak tam dojechać, doszło do paru błędów, ale ostatecznie dojechałam.
Zadzwoniłam i długo nie czekałam na jakiś ruch. Tak jak się domyślałam, mama
się mocno zdziwiła, widząc mnie o tej porze przed jej domem.
- Co Ty tu robisz? Czy coś się stało?
- Mamo spokojnie, nic się nie stało. Bynajmniej mi.
- Czemu nie jesteś w szkole?
- Nie to jest najważniejsze. Posłuchaj potrzebuje twojej
pomocy.
- No dobrze, ale wejdź do środka, przecież nie będziemy
tutaj rozmawiać.
Usiadłyśmy przy kuchennym stole. Mama przyglądała mi się
bardzo dziwnie. Na pewno ją bardzo zaskoczyłam, co zresztą przewidywałam.
- Gdzie jest tata?
- Tata śpi. Ostatnio bardzo dużo czasu tak spędza.
Regeneruje się. No, ale nie przejechałaś tutaj taki kawał drogi, żeby tylko
zapytać o zdrowie Twojego taty co?
- Racja, racja. Już przechodzę do sprawy.
Bez żadnych problemów opowiedziałam całą historie Klary.
Ciekawa byłam co mama o tym sądzi.
- Dosyć dziwna sprawa, bo ta babcia od razu powinna
zgłosić się do waszej pani dyrektor, ale kierowała się dzieckiem. W sumie to musze pomyśleć. To nie jest takie
proste, bo trzeba mieć wzgląd i na dziadków i na dobro dziecka. Hm, myślę, że jednak ta babcia musi
powiedzieć to któremuś z wychowawców, bo w sumie cała policja szuka Klary bez
skutków. To będzie pierwsze działanie, a później jakoś samo wszystko pójdzie.
- A jak myślisz, jeśli ci dziadkowie, będą bardzo chcieli
ją zaadoptować, to sąd, dyrekcja się zgodzi?
- Chyba nie będą mieli wyjścia.
Mój wzrok napotkał zegar.
- To już tak późno?! Muszę lecieć mamo i dziękuję Ci za
pomoc.
- Ale gdzie Ty tak biegniesz? Poczekaj odwiozę Cię.
- Nie trzeba, poradzę sobie.
- Nie marudź i wsiadaj do samochodu, a ja już schodzę.
Co ja bym bez niej zrobiła? Teraz szybko do parku, a
później trzeba jakoś wytłumaczyć wagary p. Beacie. Oj tam, damy radę. Spotkam
się z Anią i pójdziemy do babci Klary namówimy ją, a później wrócimy do domu.
Do parku przyjechałyśmy szybciej niż myślałam. Pożegnałam
się z mamą i poszłam na umówioną ławkę. Zobaczyłam, że ktoś na niej siedzi. To
był ten pan od dziwnych słów. W chwili gdy mnie zobaczył, wstał i zaczął
odchodzić. Chciałam coś krzyknąć, ale nie mogłam wydobyć głosu.
- Znowu się spotykamy- usłyszałam głos za plecami. Nie
musiałam się oglądać, żeby wiedzieć kto to jest- pogadałaś w końcu z tą
kobietą?
- To nie Twoja sprawa.
- A może jednak moja?
- Dobrze, dziękuję Ci, ze przekonałeś tą panią, żeby ze
mną pogadała, ale na tym koniec. Sprawa rozwiązana i nasze drogi się rozchodzą.
- A co jeśli ja nie chcę, żeby to był koniec naszych
relacji?
- To wtedy masz problem.
- A wiesz, że jesteś moją dłużniczką i musisz zrobić coś
czego będę chciał?
- To czego chcesz?
- Pogadaj ze mną normalnie co?
- Haha, tylko to?
- Nie. Chcę żebyś poszła ze mną na spacer.
- Teraz nie mogę jestem umówiona.
- Nie musi być dzisiaj, teraz. Kiedy tylko zechcesz.
Dostosuje się.
- Niech ci będzie. Sobota o piętnastej, pasuje?
- Może być. Tutaj tak?
- Dobra.
Zobaczyłam z daleka idącą Anię, więc rzuciłam ostatnie
słowa i poszłam. Nie wiem co sądzić o tym spotkaniu. Może lepiej na nie nie
pójść, przecież jak się dowie, że mieszkam tam gdzie mieszkam to i tak zerwie
nasz kontakt, a jeśli ja je zerwę teraz to będzie mniejszy ból niż później.
Zobaczymy co z tego wyjdzie.
weekend*_*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz