niedziela, 24 lutego 2013

rozdział XIII


No i przyszedł czas na to spotkanie. Nie wiem czego mam się spodziewać. Nie wiem, czy w ogóle mam dalej ciągnąć naszą znajomość lub czymkolwiek to jest. Zawdzięczam mu bardzo wiele i właśnie może też dlatego czuję niepokój. Oczywiście cieszę się, że mi pomógł i chwała mu za to, ale ja kończąc tą znajomość będę miała w pewnym sensie wyrzuty sumienia. Ciężka sprawa. Najpierw muszę pójść na to spotkanie i chyba dopiero później będę mogła myśleć co dalej. Będzie co ma być. Niekoniecznie decyzje, które będę musiała podjąć będą łatwe no, ale które kiedykolwiek były? Przed wyjściem odbyłam jeszcze krótką rozmowę z Anią i ruszyłam w kierunku parku.
Każdy krok stawał się coraz trudniejszy, a w mojej głowie ciągle rodziło się coraz więcej wątpliwości. Iść dalej, czy nie? No, ale jak się już powiedziało A to trzeba powiedzieć B. Taka jest kolej rzeczy. No i jakoś dziwnie bym się czuła jakbym go wystawiła. Zaczęłam się trochę obawiać, gdyż nie podświadomie chyba nie mogłam tak po prostu olać tego chłopaka. ZACZĘŁO MI NA NIM ZALEŻEĆ.
Doszłam na umówione miejsce i usiadłam na dobrze mi znanej ławce. Przyszłam trochę wcześniej, gdyż nie chciałam się spóźnić( często mi się to zdarza). Pozory muszą zostać zachowane. Było już lekko po piętnastej i zaczęłam się zastanawiać, czy czasem nie pomyliłam godziny. Nagle w oddali zobaczyłam biegnącego Filipa. Chyba jednak w głębi nie chciałam, żeby przychodził. Myślałam, że to kobiety mają w zwyczaju się spóźniać, ale jednak się myliłam. Byłam ciekawa jak się wytłumaczy.
- Przepraszam- wydyszał zmęczony- naprawdę przepraszam, ale w szpitalu był mały problem i nie mogłem być wcześniej. Długo czekasz?
Tak, szpital. Przynajmniej ma dobre wytłumaczenie.
- Trochę.
- Strasznie Cię przepraszam.
- Powtarzasz się. Przyjęłam za pierwszym razem- powiedziałam uśmiechając się- idziemy się przejść tak jak się umówiliśmy, czy będziemy tu tak stać i znowu będziesz mnie przepraszał.
- A chcesz iść w jakieś konkretne miejsce?
- Niekoniecznie. Prowadź gdzie chcesz. Zdaję się na Ciebie.
- A więc zaprowadzę Cię w jedno miejsce.
- To chodźmy
Przez pierwsze pięć minut szliśmy w ciszy. Ogólnie panowała dziwna atmosfera. Postanowiłam zacząć jakąś rozmowę, bo nie ukrywając ta cisza zaczęła mi przeszkadzać.
- To co Cię zatrzymało w tym szpitalu?
Na dźwięk mojego głosu lekko się wystraszył i chyba zdziwił. Chciało mi się śmiać, ale o dziwo opanowałam się i nie wybuchłam.
- A wiesz, są te operacje, cały czas kogoś przywożą no i każda para rąk jest tam potrzebna.
- Tak w ogóle to dlaczego jesteś tam tym wolontariuszem?
- Bo chciałem.
- Tyle to się sama domyśliłam, ale dlaczego? Masz jakiś konkretny powód?
- Hmm… powiem tak. Ta ,,praca’’ jest niezwykle satysfakcjonująca. Masz poczucie, że robisz coś dobrego, że możesz cos zrobić dla bliźniego.
- No tak, ale musisz patrzeć jak inni cierpią, a to przecież nie jest piękny widok.
- Fakt, piękny nie jest, ale to podbudowuje Cię do dalszej pracy, do wysiłku, który być może pomoże tej osobie. Starasz się włożyć w to całego siebie i nie odpuszczasz, walczysz do końca. To jest najlepsze w tej pracy.
- Masz dosyć ciekawe podejście do tego wszystkiego.
- Czy ja wiem. Nie tylko ja tak sądzę. Zapytaj któregoś z lekarzy, też Ci tak powie.
- I tylko dlatego to robisz?
- Jest jeszcze coś, ale nie wiem…- uciął w połowie. Nie wiedziałam czy się odezwać, czy zachować milczenie. Postanowiłam poczekać, aż sam będzie gotowy dokończyć. Długo to ta cisza nie potrwała, bo już po chwili ciągnął- dwa lata temu, mój dziadek zmarł. Był mi bardzo bliski.
Tak, teraz zrozumiałam dlaczego potrzebował chwili. Czyli nie miał ojca. Dobrze go rozumiem. Sama nie miałam go przez większość czasu.
- Lekarze… nie, nie mogę ich winić za to co się stało, bo wiem, że zrobili tyle ile mogli, ale ja nie mogłem patrzeć jak on cierpi. Obiecałem sobie, że ja nie pozwolę, aby inni tak cierpieli jak on wtedy. To był koszmar.
- Przykro mi.
Tyle tylko mogłam powiedzieć bo zabrakło mi słów. On jest całkiem innym człowiekiem niż mi się wydawało. Zależy mu na innych, chyba bardziej niż na sobie.
- Tak, ale nie spotkaliśmy się tutaj, żeby rozmawiać o moich rodzinnych tragediach- uśmiechnął się- Jak ta mała dziewczynka? Wróciła?
- A, Klara? Tak, wróciła i ma się całkiem dobrze. Spotkałam jej babcię i powiedziała mi, że stara się o adopcję, ale nie wie czy się uda, bo jest już w podeszłym wieku i ci wszyscy ludzie mówią, że sobie nie poradzi, ale ja wierzę, że da radę. W końcu Klara to jej wnuczka, córka jej córki. Za bardzo kocha by odpuścić.
W chwili gdy to powiedziałam, moim oczom ukazał się najpiękniejszy krajobraz jaki widziałam do tej pory. Tego chyba nawet za bardzo nie da się opisać. Płynąca rzeka, mnóstwo różnokolorowych i pachnących drzew i jeszcze ta polanka. Filip zauważył moje osłupienie.
- Pięknie co?
- Pięknie?! To jest najwspanialsze miejsce jakie w życiu widziałam!
- Wiedziałem, że Ci się spodoba.
- Czemu tu nikogo nie ma? Przecież tu jest idealnie.
- Nikogo nie ma bo tylko parę osób wie o istnieniu tego miejsca. Wbrew pozorom nie łatwo jest je znaleźć.
- No w sumie racja. Nigdy też nie zapuszczałam się w te rejony.
- I takim sposobem nikt prawie nie wie , że jest coś takiego jak to- wyszczerzył zęby w uśmiechu- chodź usiądziemy tu.
Filip przytrzymał mnie i pomógł wejść na konar jednego z drzew będącego nisko nad ziemią.
- Bardzo często widywałem Ciebie w tym parku. Czemu tak bardzo lubisz to miejsce?
- Mam do niego jakiś sentyment. Sama nie wiem, zawsze jakimś cudem do niego trafiam. To takie miejsce, które chyba wie o mnie wszystko, tam zostawiam wszystkie swoje smutki i żale.
- Widziałem. Co się wtedy stało?
- Jak się zobaczyliśmy?
- Tak, właśnie wtedy. Czemu uciekłaś.
- Nie pamiętam tego zbyt dobrze. A uciekłam bo nie miałam ochoty na rozmowę.
- Nie udawaj, no powiedz, że nie chciałaś się ze mną spotkać? Przyznaj, że przyszłaś dzisiaj tylko z litości i dlatego, że jesteś mi coś winna, no i że nie lubisz gości, którzy Ci się narzucają?- powiedział żartobliwie, lekko szturchając mnie w ramie.
- Przestań. Nie serio, przecież ja nie kłamię- zaśmiałam się.
- A to się jeszcze okaże, czy nie masz w zwyczaju mijać się z prawdą- powiedział równie zabawnie.
- Dobra, a tak na serio, to miałam wątpliwości co do dzisiejszego spotkania i co do naszych dalszych kontaktów.
- Aaa, czyli nie chcesz się dalej ze mną spotykać?
- Nie mówiłam, że nie chce, a czy z tego będzie jakiś ciąg dalszy nie zależy tylko ode mnie, ale także i od Ciebie.
- Wiedz, że Cię nie zawiodę- ten chłopak chyba nigdy nie jest poważny, bo nawet to powiedział z jakimś rozbawieniem.
Nagle wstał podszedł do brzegu rzeczki i mnie ochlapał. Postanowiłam nie dać za wygraną i powtórzyłam jego czynność. Zaczęliśmy się przepychać niczym dzieci z podstawówki i wpychać do wody. Ostatecznie oboje byliśmy cali mokrzy. Dobrze, że słońce świeciło dosyć mocno, gdyż dawało to szanse na szybkie wyschnięcie. Rozmowa ciągle się rozkręcała, a ja coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że nie będę żałowała mojej decyzji o przyjściu na to spotkanie.
- Mogę zadać Ci jedno pytanie?- zapytał.
- Jasne, pytaj.
- Ty pracujesz jakoś w domu dziecka czy coś, bo dosyć mocno przejęłaś się tą dziewczynką?
Tak no i chyba cały dobry humor prysł. Nasze spotkanie dobiegło końca. Nie tylko spotkanie, ale i chyba ta cała nasza znajomość. Przyszedł czas na prawdę.
- A czemu pytasz?
- Ciekawy jestem.
- Tylko dlatego?
- Tak, a czy to jakaś tajemnica? Przecież nie musisz się wstydzić, że tam pracujesz. To jest piękne, że pomagasz innym.
No i koniec mojej tajemnicy.
- W tym rzecz, że ja tam nie pracuje.
- To co tam….
Mówiąc to, chyba zrozumiał CO JA TAM ROBIĘ.
- Ty tam…
- Tak, ja tam mieszkam.
Zamurowało go. Patrzył się na mnie jak na jakieś Ufo. Tak, no to pora na mnie. Wkurzyłam się. Ale z drugiej strony spodziewałam się takiej reakcji. Przecież nikt nie chce się zadawać z dziećmi, którymi nie ma kto się zająć. No to koniec zabawy. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie. Zorientowałam się, że nie wiem skąd przyszliśmy, ale zignorowałam to i dalej kroczyłam przed siebie. Słyszałam jak coś krzyczał za moimi plecami, ale zignorowałam to. Nagle usłyszałam, że Filip za mną biegnie. Po chwili złapał mnie za rękę i obrócił twarzą do siebie.
- Idziesz w złą stronę- powiedział z zatroskaną miną.
- No i co? Przecież takie osoby jak ja są głupie i inne.
- Tego nie powiedziałem.
- Ale pewnie tak myślisz. Puść mnie! Oszczędź mi tych długich przemówień o tym jakbyś chciał się ze mną spotykać itd., ale nie możesz bo tu nie chodzi o mnie, ale o Ciebie. Ja wiem jaka jest prawda. Wszystkim zawsze przeszkadza to, ze mieszkam w domu dziecka!
- Posłuchaj mnie! Dasz mi w końcu coś powiedzieć?- wedle polecenia zamknęłam już otwarte usta- nie obchodzi mnie to, że mieszkasz tam, gdzie mieszkasz. Zależy mi na Tobie, a nie na twoim domu, czy czym tam innym. Byłaś dla mnie ważna, ale po dzisiejszych rozmowach i czasie spędzonym razem stwierdziłem, że nie będę w stanie Ciebie opuścić. Chcę być przy Tobie zawsze kiedy będziesz mnie potrzebowała, ale też wtedy kiedy nie będę Ci potrzebny. Nie musimy być razem. Ja chcę być Twoim przyjacielem.
Teraz to mnie zamurowało. Stałam i patrzyłam na niego z wytrzeszczonymi oczami. Usta miałam lekko rozchylone, jakbym miała coś powiedzieć, ale  nie wydobywał się z nich żaden dźwięk. Może na serio jest tak jak mówi, że zależy mu na mnie itp. Piękne, ale nie wiem czy będę w stanie kiedykolwiek w to uwierzyć.
- Powiedz coś, bo wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha- zaśmiał się.
Chyba się już ocknęłam bo usłyszałam swój głos.
- Rozumiem, ale nie wiem, czy będę w stanie w to uwierzyć.
- To co ja mam zrobić, żebyś mi zaufała.
- Nie wiem. Wykaż się- powiedziałam z uśmiechem na twarzy- dobrze, że przyjąłeś to tak, bo nie wiem czy dałabym radę zapomnieć o Tobie i o dzisiejszym dniu.
- Cieszę się i obiecuję, ze Cię nie zawiodę. Chodź wracajmy, bo jeszcze nie pozwolą Ci później wyjść, gdyż wracasz za późno.
-  Ha, ha, ha- powiedziałam z irytacją- mam więcej czasu niż Ci się wydaje.
- Dobra dobra. Bo jeszcze mi się dostanie. Mógłbym zadać Ci ponownie kolejne pytanie?
- Ludzie, co Ty masz z tymi pytaniami? No, ale dawaj.
- Obiecuje to już dzisiaj ostatnie.
- Trzymam Cię za słowo. Mów, mów bo zaraz nie zdążysz.
- Skoro mieszkasz w tym domu, to ten facet, który był w szpitalu to, to nie jest twój tata?
- To jest mój tata.
- Czegoś tu nie rozumiem.
- I nawet wiem cze gonie rozumiesz. To jest mój tata w 100%. Mieszkam tam gdzie mieszkam, bo swoich rodziców spotkałam dopiero kilka miesięcy temu.
- Dlaczego?
- To już jest kolejne pytanie. Resztę z nich zachowaj na następne spotkanie. Jak powiem Ci teraz za dużo to o czym będziemy gadać później?
- Znalazłoby się coś.
Doszliśmy już do parku, gdzie mieliśmy się rozstać, lecz Filip zaproponował, że odprowadzi mnie pod same drzwi. Nie sprzeciwiłam się, gdyż nie chciało mi się samej wracać. Tematów do rozmów nie brakowało, jednak musieliśmy je skończyć gdyż zaleźliśmy się przed moim ,,domem’’.
- Dziękuję Ci za bardzo miłe popołudnie.
- Czyli podobało Ci się?
- Pytanie! Było cudownie. Wiesz co cieszę się, że przyszłam.
- Spotkamy się jutro o jedenastej?
- Jutro?! Już mnie przytłaczasz- zauważyłam, że lekko spochmurniał- żartowałam przecież. Jasne, że się spotkamy.
- Nie ładnie tak żartować- zaśmiał się.
- Dobra ja lece, bo na kolację się spóźnię.
- Idź, idź.
- A i dziękuję za list. Był piękny i szczery, doceniam to.
Dałam mu buziaka w policzek, obróciłam się i wpadłam przez drzwi na hol. Czuję się jak w niebie. Szczęśliwsza byłam chyba tylko wtedy jak się dowiedziałam o prawdopodobnej przeprowadzce do rodziców. Szybko pobiegłam na górę by podzielić się wieściami z Anią. Zastałam ją siedzącą na łóżku. Wyglądała jakby była trupem. I już wiedziałam, że stało się coś niedobrego.

piątek, 18 stycznia 2013

XII rozdział


W tej chwili mnie zatkało. Czy ja, aby się nie przesłyszałam. Czy ja na serio usłyszałam to co usłyszałam?
- Słucham? Czy Wy mówicie poważnie?
- Jak najbardziej. Chcemy, abyś z nami zamieszkała.
Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Radość rozpierała mnie od środka. I w tym momencie naszła mnie straszna myśl.
- Ale czy pani dyrektor się zgodziła?
- No właśnie. Wstępnie już rozmawialiśmy, ale mówiła, że to zajmie sporo czasu. Samo to złożenie papierów, i te całe procedury pochłaniają mnóstwo czasu, ale uwierz nam, że my nie odpuścimy i zamieszkasz z nami jak najszybciej.
- Tylko ile czasu jeszcze przyjdzie mi pozostać z dala od Was?
- Nie martw się. Przecież wiesz, że zawsze możesz do nas zadzwonić i zawsze możesz na nas liczyć. Nie martw się, postaramy się, aby to wszystko odbyło się w jak najkrótszym czasie.
- Dziękuje bardzo. Cieszę się, że będę mogła z Wami mieszkać.
- Nie masz za co dziękować. To nasz obowiązek. Jesteśmy Ci to winni.
- Ale przecież nie musicie mnie brać do siebie. Niedługo skończę 18 lat i pójdę gdzieś i byście mieli mnie z głowy.
Tym razem głos zabrał tata:
- Ale co Ty gadasz? Mieć Cię z głowy? Po tym jak Cię odnaleźliśmy i jesteś tu z nami? Nie ma mowy, żebyśmy teraz opuścili. Jeśli skończysz te osiemnaście lat to i tak zostaniesz tutaj, w tym domu dopóki nie będziesz w stanie się sama utrzymać.
- Twój tata ma rację. Gdybym teraz sobie odpuściła, to nie mogłabym sobie tego darować do końca życia. Za dużo już błędów popełniłam względem Ciebie i nie chcę już ich powtarzać.
- Jesteście cudowni.
Były to najpiękniejsze słowa jakie usłyszałam w ciągu całego swojego życia. Nigdy nie czułam się tak potrzebna i kochana. Nigdy nie doświadczyłam tego, że komuś na mnie, aż tak bardzo zależy. To jest cudowne uczucie, które chyba będę pamiętała do końca moich dni. W tak miłej atmosferze, zjedliśmy deser i ruszyliśmy na obiecany spacer. Bardzo dobrze zrobiło mi świeże powietrze jak i najlepsze towarzystwo. Widziałam, że tata jest już zmęczony, więc zaproponowałam powrót. Wracając zrobiliśmy zakupy na nasz wieczór filmowy i zjedliśmy wcześniej zakupione lody. Podczas gdy mama przygotowywała jedzenie na wieczór, ja się umyłam i przebrałam w piżamę, która miałam w swoim nowym pokoju. Gdy zeszłam na dół wszystko było już gotowe. We trójkę usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy film. Okazało się, że jestem jeszcze bardziej zmęczona niż mi się wydawało, gdyż pomimo tego iż film był ciekawy, to zasnęłam głębokim snem w połowie seansu. Pamiętam jedynie jak półprzytomna przenosiłam się do niedługo już mojego pokoju. Gdy się obudziłam czułam się wyspana i gotowa na nadchodzący dzień. Niestety po śniadaniu musiałam już wracać do swojego obecnego miejsca zamieszkania. Pełna pozytywnej energii pożegnałam się i wsiadłam do auta.
Dobry nastrój utrzymywał się jeszcze długo m. in. przez to, że gdy wróciłam, czekała na mnie mała niespodzianka. Mała była rzeczywiście. Okazała się nią Klara. Bardzo się ucieszyłam, że już wróciła. Gdy ja wchodziłam, jej babcia wychodziła i oznajmiła mi, że planuje zaopiekować się mała dziewczynką, jednak nie będzie to takie proste ze względu na jej wiek. Lecz ja wierzę, że jej się uda. Wstąpiłam jeszcze na chwilkę do Klary i spóźniona wpadłam na stołówkę, w której umówiłam się z moja przyjaciółką. Ania już siedziała przy stoliku. Wiem, że nie może się doczekać, aż mnie oświeci nowymi wiadomościami, jednak chyba nie dzięki mnie będzie dzisiaj zadowolona z tego powodu.
Tak jak wcześniej zgadałam. Moja przyjaciółka zaczęła mi opowiadać o Klarze. Nie chciałam jej przerywać, więc grzecznie poczekałam, aż skończy, a później powiedziałam jej o moim przypadkowym spotkaniu z babcią dziewczynki, krótkim widzeniu się z jej wnuczką itd. Widziałam, że jej humor trochę zgasł, lecz nadal widziałam, że jest szczęśliwa.
- Lepiej opowiadaj co Ty wczoraj i dzisiaj robiłaś, bo u mnie to po staremu, jak zawsze, bez rewelacji.
- No więc. Mam dla Ciebie mega nowinę.
Postanowiłam podtrzymać trochę napięcie.
- No bo wiesz. Pojechałam sobie wczoraj tym dużym autem do domu moich rodziców i upiekliśmy ciasto i gadaliśmy i…
W połowie słowa mi przerwała.
- Mów w końcu o co chodzi, bo zaraz nie wytrzymam.
- Dobra, dobra. Jak wszystko dobrze pójdzie to ich dom niedługo stanie się także moim domem.
Widziałam, że przez jej twarz przebiegł cień smutku. Pomimo tego nadal udawała, bądź nie zadowoloną.
- Naprawdę?! To wspaniale. Ty to masz szczęście. W końcu, tyle na to czekałaś. Tylko wiedz, że to nie stanie się tak z dnia na dzień.
- Ja wiem, wiem. Jedyne o czym mogę teraz myśleć to o tym, że już za kilkadziesiąt dni będę z nimi.
Dopiero teraz zorientowałam się, czym wywołany został ten smutek na twarzy Ani. Ona nie dostanie takiej szansy jaką ja otrzymałam. Nie będzie mogła się przytulić do rodziców, czy z nimi pogadać. Zrobiło mi się jej szkoda. Bo ja w kółko gadam o tym jaka jestem z nimi szczęśliwa, a ona może tylko o tym posłuchać. Zrobiło mi się głupio. Wzięłam ją za rękę i wyprowadziłam na cichy korytarz. Miała bardzo zdziwioną.
- Co Ty…
- Słuchaj, przepraszam.
- Ale za co? Nie bardzo rozumiem.
- Bo ja cały czas mówię o tym, że moja mama to, a tata tamto. Naprawdę przepraszam. Wiem, ze Cię to boli. Nie pomyślałam, że zasmuci Cię to jak Ci powiem o przeprowadzce.
- Nie ma o czym mówić. Może raz pomyślałam o tym, że trochę Ci zazdroszczę itd., ale chodzi o co innego.
- Jeśli nie o to, to o co innego może chodzić?
- Nie domyśliłaś się jeszcze? Chodzi o Ciebie.
- O mnie?!
- Tak wariatko, o Ciebie. Po prostu jeśli się stąd wyprowadzisz to ja zostaję sama i nie będę miała z kim szpiegować itp. Boję się, że Cię stracę.
- O to się bać nie musisz. Myślisz, że zrezygnowałabym kiedykolwiek z naszej przyjaźni, a przede wszystkim z Ciebie? Chyba za mało Ci mówiłam jak bardzo jesteś dla mnie ważna.
- Dziękuję- powiedziawszy to mocno mnie przytuliła- dobra, a teraz przygotuj się, bo mam dla Ciebie niespodziankę.
- Dla mnie? Jaką niespodziankę?
- Zaraz się dowiesz. Ale w sumie jednak możesz poczekać do obiadu.
- Do obiadu? Przecież wiesz, że ja wcale nie jestem cierpliwa. No proszę, pokaż mi to teraz.
- Trenuj, trenuj- po czym uśmiechnęła się i popędziła na górę.
Nie lubię jak ktoś mnie tak najpierw nakręca, a później każe czekać. Zastanawia mnie tylko co to może być. Na pewno coś ważnego, ale nie aż tak bardzo, żebym od razu musiała o tym wiedzieć. Nie wiem jak wytrzymam najbliższe godziny. Będzie trudno, ale tak jak powiedziała Ania, trzeba ćwiczyć cierpliwość. Poszłam do czytelni wzięłam pierwszą, lepszą książkę i zaczęłam ją czytać. W chwili gdy spojrzałam na zegarek, usłyszałam szczęk otwierających się drzwi. Ku mojemu zdziwieniu minęły aż trzy godziny. Fotel będący obok mojego zajęła moja przyjaciółka. W ręce trzymała małą prostokątną kartkę.
- Chyba straciłam poczucie czasu- powiedziałam trochę nieprzytomnie.
- Najwyraźniej- zaśmiała się- ciekawa chociaż?
- A wiesz, że nawet i daje dużo do myślenia. Nie spodziewałam się tego biorąc ją do ręki. Strasznie wciąga.
- To chyba już nie chcesz swojej niespodzianki?
- Co za pytanie. Jasne, a najbardziej to chce wiedzieć czym ona jest. No dawaj ją, dawaj.
- Skąd wiesz, że to jest jakaś rzecz materialna?
- Bo widzę, że w ręku masz jakaś kartkę i jakoś tak sformułowałaś to swoje pytanie, więc stawiam, że to jakaś rzecz.
- Kartka to to nie jest, ale koperta jak najbardziej. Natomiast w niej może znajdować się ta owa kartka- powiedziała śmiejąc się.
- No dobra niech będzie. A od kogo ona jest.
- Sama się zaraz dowiesz. Weź ją i przeczytaj w spokoju, a ja Cię zostawię samą.
- Nie, zostań. Przecież i tak wiesz o wszystkim.
- Lepiej będzie jak pójdę, uwierz mi.
- Skoro tak uważasz to dobrze.
Wstała i wyszła z małego pomieszczenia. Zastanawia mnie jedno: od kogo to jest. Na kopercie zostało tylko starannie zapisane moje imię. Otworzyłam ją powoli, a ciekawość zżerała mnie od środka. Wreszcie wydobyłam białą kartkę papieru. Rozwinęłam i zaczęłam czytać.
Droga Julio,
Wiem, że nie spodziewałaś się, że ten list będzie akurat ode mnie. Jeśli się zawiodłaś to przepraszam. Piszę go, bo nie wiem, czy jak się spotkamy, to będę w stanie Ci to powiedzieć. Odkąd Cię ujrzałem wiedziałem, że to nie było przypadkowe spotkanie. Później znowu zobaczyłem Cię najpierw w parku, a następnie w szpitalu, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że nasza znajomość się na tym nie skończy. Nadal mam taką nadzieję. Chciałbym Ci powiedzieć, że ja nie mogę przestać o Tobie myśleć. Chciałbym także, abyś nie rezygnowała ze mnie. Wiem, ze nie zawsze zachowywałem się tak jak powinienem, ale taki jestem i nic nie mogę z tym zrobić. Mogę jedynie obiecać, że postaram się to zmienić. Jesteś dla mnie ważna jak nikt inny. Wiem, że możesz pomyśleć, że takie głupie teksty każdy może napisać, ale już po pierwszym naszym spotkaniu wiedziałem, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Nie pomyliłem się. Chciałbym być przy Tobie i pomagać Ci w każdej zagadce. Nie skreślaj mnie od razu. Proszę.
Filip
Tak no więc, brałam wiele możliwości pod uwagę, ale nie tej. Nie spodziewałam się, że ten list napisał akurat on. Cieszę się, że tak myśli, ale nie wiem co ja czuję i czego chcę i czy w ogóle chcę, aby ta znajomość miała swój dalszy ciąg. Trudne decyzje przede mną, łatwo nie będzie, ale czy kiedykolwiek tak było? Mam się z nim spotkać jutro, więc czemu akurat teraz to napisał i czemu dała mi to Ania? Chyba na co najmniej jedno pytanie dostanę odpowiedź u mojej koleżanki. Więc wyruszyłam na stołówkę, na obiad. Nie pomyliłam się. Dziewczyna siedziała już na swoim miejscu. Gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła się od ucha do ucha. Następnie jej wzrok natrafił na owy list w mojej ręce.
- I jak wrażenia?
-Mam kilka pytań.
- Śmiało.
- Czemu Ty go miałaś i kiedy go dostałaś?
- Dostałaś go ode mnie, bo Filip kazał mi go ofiarować Tobie w odpowiednim momencie, a ja stwierdziłam, że już dłużej nie wytrzymam i muszę Ci go dać. No i miałaś dobry humor. I co tam pisał?
 - Sama przeczytaj.
Wyciągnęłam rękę z kawałkiem papieru który chwilę później zniknął. Nastąpiła chwila ciszy, przerywana dźwiękami uderzania łyżki o talerz. Ania wreszcie podniosła wzrok znad kartki.
- Łohoho. Mocne słowa. I co wierzysz mu?
- Czy mu wierzę? Wiesz co sama nie wiem co mam o tym sądzić. Myślę, że chłopak ma szczere intencje, ale to nie wypali.
- Coś Ty znowu wymyśliła, co? Czego Ci jeszcze brakuje? Chłopak pisze Ci tu wszystko co czuje, zresztą piękne słowa. Chce być z Tobą, a Ty nie wiesz czy to wypali? Zaryzykuj.
- Łatwo Ci mówić. Wiesz dlaczego tak sądzę? Wiesz?! Myślę tak, bo on nie wie o mnie wszystkiego, a jak się dowie to i tak odejdzie
- A Ty od razu myślisz pesymistycznie. Bo co, wychowywałaś się w domu dziecka? I właśnie za to ma odejść?! Powiem Ci tylko tyle: głupia jesteś. Chodzisz do jakiejś babki, ryzykujesz życiem na co dzień robiąc inne głupie rzeczy, a nie chcesz się spotkać z jakimś kolesiem?
- To nie tak! Nie mówię, że się nie chce  z nim spotkać. Boję się tego, że jak mnie opuści to, to zaboli. Boję się zranienia ok?! Mam ryzykować i wystawiać swoje uczucia czy wrażliwość dla pierwszego lepszego chłopaka?!
- Nie oszukuj się, to nie jest pierwszy lepszy. Widzisz jak mu na Tobie zależy. Boisz się zranienia? Ok., rozumiem. Ale ja Ci nie każe od razu się z nim wiązać. Spotkaj się z nim. Czy to tak wiele?!
- Łatwo Ci mówić.
-Nie, wcale nie! Myślisz, że ja bym nie chciała, aby ktoś się mną zainteresował, tak na poważnie, w takim stopniu?! A Ty ciągle narzekasz i narzekasz. Nic Ci się nie podoba!
Ania się wkurzyła jak jeszcze nigdy dotąd. Te słowa zabolały, ale było w nich wiele prawdy. Z jednej strony byłam na nią zła, ale z drugiej nie byłam w stanie już nic powiedzieć.  Ania wstała.
- Ale poczekaj, obiad.
- Nie jestem głodna.
I wyszła. Co ja mam robić? Jak się zachować? Pustka w głowie rośnie z każdą minutą. Dobrze, pójdę do tego cholernego parku, ale nie wiem co z tego wyjdzie. Wiem, że niczego nie mogę sobie obiecywać bo jak się rozczaruję to będzie kiepsko. Podobnie jak moja rozmówczyni wstałam rezygnując z obiadu i postanowiłam pójść się przewietrzyć.
Wyszłam, mocno wdychając świeże powietrze. Zaskakując siebie ruszyłam w stronę przeciwną do ścieżki wiodącej do parku. Myślałam i wyznaczałam wszystkie za i przeciw moim jutrzejszym, jak i przyszłym działaniom związanym z Filipem. Jednak odczuwam dziwne uczucie, które nie pozwala mi zrezygnować z tych relacji. Gdzieś głęboko we mnie jest ta Julka która nie pozwala mi się ,,poddać’’ i odpuścić. Może Ania ma rację i tylko marudzę i narzekam, a mam takie szczęście. Chyba szukam dziury w całym i to jest mój problem. Postąpiłam źle, głównie względem Ani, bo wiem, że jej na mnie zależy i z wzajemnością. Tylko jestem zła na siebie, że okazałam się tutaj taką egoistką. Nie zasługuję na jej przyjaźń. To udało mi się wywnioskować. No i jeszcze, że jestem egoistką. Bardzo miło. No, ale trochę samokrytyki też jest potrzebne.
Wróciłam do swojego pokoju. Zastałam tam Anię, która stała tyłem do mnie. Słysząc jak wchodzę odwróciła się i ruszyła w moją stronę przepraszając.
- Strasznie mi głupio. Nie powinnam tego mówić. Wcale tak nie myślę i rozumiem Twoje obawy. Nie będę Cię do niczego zmuszać. Jeśli nie chcesz to nie.
- Już, skończyłaś?- uśmiechnęłam się i przytuliłam ją z całych sił- Dziękuję Ci za te słowa. Były mi bardzo potrzebne. Wcale nie musisz mnie przepraszać. To ja powinnam Cię przeprosić. Zachowywałam się jak dziecko. Głupio mi z tego powodu.
- Zapomnijmy o tym.
- Ale dzięki Tobie przekonałam się co do niego i postanowiłam pójść jutro na to spotkanie.
- No i pięknie. To mi się podoba. Naprawdę to dobry chłopak i względem Ciebie ma jak najbardziej szczere intencje. A jak Ci coś zrobi to będzie miał ze mną do czynienia.
- Jesteś najlepsza, wiesz?
- Oj, chyba przesadzasz.
- Wcale nie. Co ja bym bez Ciebie zrobiła?
- No na przykład siedząc tu dłużej, przegapiłabyś swój serial.
Uwielbiam patrzeć jak Anka tak się śmieje. Trzymając się pod rękę ruszyłyśmy do salonu. Teraz chyba nic już nas nie zniszczy.

czwartek, 3 stycznia 2013

XI rozdział


- O czym Ty z nim gadałaś?!
- A powiedzmy, że bardzo nam pomógł.
- Nam?
- Tak nam. Chodzi o sprawę Klary. Nie wiem, czy niestety bez niego udało by nam się dojść od tego, do czego ja doszłam.
- Nic z tego nie rozumiem. Wytłumaczysz mi to w końcu zamiast rzucać jakimiś ogólnikami. Opowiesz mi wszystko po drodze, szkoda czasu na stanie.
 Gdy Ania zobaczyła, że nie ruszyła się z miejsca, powtórnie do mnie podeszła.
- Co jest, chodź idziemy do tej kobiety.
- Nie musimy tam iść.
- A co? Nie ma tam Klary?
- Byłam tam dziś rano.
- Julia, co ja ci mówiłam! Miałaś tam nie chodzić sama.
- Ale zrozum , że ja musiałam. Nie mogłam już wytrzymać.
- No dobra, lepiej mów, czego się dowiedziałaś.
- Poszłam tam z samego rana. Zadzwoniłam i początkowo ta pani nie chciała ze mną rozmawiać, lecz później tak nagle zaprosiła mnie do środka.
- Nie mów, że weszłaś?
- A co miałam zrobić? Musiałam tam wejść i nie pożałowałam.
Zrelacjonowałam jej przebieg całej rozmowy. Widziałam po jej twarzy, że była bardzo zaskoczona, jednak czasami wyglądała tak jakby wiedziała o wszystkim i udaje, że nic nie wie. Może ona tylko to przewidywała? No nie ważne. Gdy zakończyłam sprawozdanie zabrała głos.
- Wiesz co? Zostaniesz detektywem- powiedziała z uśmiechem.
Nie bardzo wiedziałam, czy uśmiecha się dlatego, że udało się odnaleźć naszą zgubę, czy może coś przede mną ukrywa.
- Bo wiesz- zaczęła niepewnie- miałam Ci to właśnie powiedzieć, ale widzę, że sama doszłaś do końca sprawy.
- Ale jak Ty to…
- Porostu pogadałam z tym Filipem. Widziałam też tą kobietę z Klarą i podsłuchałam jeszcze jak policja mówiła, że w tym domu mieszka rodzina dziewczynki. To dlatego nie mogłam iść z Tobą wtedy do tego domu. Później mnie nie mogłaś znaleźć bo byłam z Filipem.
- Czemu mi tego wcześniej nie powiedziałaś?
- Bo chciałam, żebyś sama do tego doszła. Wystarczyła z nim pogadać, a Ty się uparłaś, że nie. Dobra, ale została jeszcze jedna sprawa. Wiemy, że Klara jest bezpieczna, lecz jak zamierzamy sprowadzić ją do domu dziecka?
- Chyba nie będzie to takie trudne.
- Co masz na myśli?
- A to, że jej babcia mi mówiła, że planowała iść do naszej dyrektorki, więc raczej nie będzie większego problemu.
- Obyś miała racje.
Doszłyśmy do naszego pokoju, gdzie się rozstałyśmy. Ja ruszyłam do czytelni, a Ania tam została. W małym pokoiku wiało pustkami. Postanowiłam nadrobić trochę w szkole, bo przecież ja nic się nie uczyłam przez te kilka dni, a klasówki się same nie napiszą. Otworzyłam książkę i chyba zrezygnowałam. Jednak nie mogłam tak po prostu odpuścić, więc powtórzyłam poprzednią czynność. Nie ukrywam, że się zmuszam do tego, lecz moja nauka chyba przyniesie jakiś pozytywny skutek, bynajmniej mam taką nadzieje. Czuję, że nad książkami spędziłam wieczność. Były to najcięższe dwie godziny w ciągu ostatniego czasu. Odniosłam torbę i zeszłam na kolację. Czemu najlepszy czas w ciągu dnia mija tak szybko. Podczas gdy wchodziłam po schodach, zaczepiła mnie pani dyrektor. Zaprosiła mnie do gabinetu. Domyślam się o czym chce ze mną porozmawiać. Nie będę nic mówiła, o tym co odkryłam. Bo jeśli zacznę temat to będę musiała wyjaśnić jak się o tym dowiedziałam, no i dowie się o moich wagarach. Doszłyśmy do gabinetu.
- Usiądź Julio. Mam do Ciebie parę pytań.
- A więc słucham.
- To prawda, że znalazłaś wtedy Klarę w tym kącie tak?
- Tak, to prawda, ale tak jak już mówiłam p. Beacie nie wiem czym to było spowodowane.
- Rozumiem. A czy szukałaś Klary?
No i trafiła w sam środek. I co ja mam teraz powiedzieć? Chyba będę musiała trochę pozmyślać.
- Oczywiście, że tak, ale nie udało mi się jej znaleźć.
- A czy trafiłaś na jakiś ślad?
- Niestety nie. A pani coś odkryła?
- Nie mogę Ci nic powiedzieć, lecz jeśli Klara się znajdzie to wiedz, że się tu pojawi.
- Mam taką nadzieję, że uda się ją znaleźć. Czy jeszcze czegoś pani ode mnie oczekuję?
- Jeszcze tylko jedna rzecz. Jutro twoja mama przyjedzie po Ciebie około godziny 9. Już Cię dłużej nie zatrzymuję, to wszystko. Dziękuję.
- O to wspaniale. Dowidzenia.
Innej drogi nie było, musiałam tak powiedzieć, bo jak bym wyjawiła całą prawdę, to byłoby sporo kłopotów.
Ale co najważniejsze jutro zobaczę się z mamą, no i znowu nie pójdę do szkoły. Rodzina najważniejsza. Podobno tata czuje się coraz lepiej, więc może jutro gdzieś pójdziemy. Mam nadzieję, że jak najszybciej z nimi zamieszkam. Myśląc o tym szybko zasnęłam w swoim wygodnym łóżku.
Wstała rześka i czułam się jak nowo narodzona. Ubrałam się szybko, zjadłam śniadanie, a gdy wyszłam na dwór auto stało już na parkingu. Wsiadłam  prędko, a mama przywitała mnie ciepło, buziakiem w policzek. Szybko dotarłyśmy do domu, gdzie czekał na nas mój tata.
- I jak się czujesz- wykrzyknęłam na przywitanie.
- A coraz lepiej. Co ty na to, żebyśmy poszli na spacer po obiedzie.
- Chętnie, chętnie.
- A w nocy pooglądamy jakieś filmy?
- Jak to w nocy?
- No w nocy, czy to dziwne? Nic jej nie powiedziałaś?- zapytał mamę.
- Nie, to miała być niespodzianka- uśmiechnęła się do mnie.
- Czyli zostaję u Was na noc?!- nie mogłam powstrzymać emocji.
- Tak, ale to jeszcze nie koniec niespodzianek. Jednak na resztę musisz poczekać jeszcze trochę.
- No dobrze, dobrze. To co teraz robimy?
- Ja idę robić ciasto, a Wy…
- A My idziemy z Tobą- przerwałam jej.
- Niech będzie. Zatem chodźmy.
Robienie ciasta nie zajęło nam dużo czasu. Wspólnie zasiedliśmy do stołu oczekując, aż nasze wyroby się upieką. Wtedy zaczęła się prawdziwa rozmowa.
- Julio, chciałabym się ciebie o coś zapytać.