W tej chwili mnie zatkało. Czy ja, aby się nie
przesłyszałam. Czy ja na serio usłyszałam to co usłyszałam?
- Słucham? Czy Wy mówicie poważnie?
- Jak najbardziej. Chcemy, abyś z nami zamieszkała.
Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Radość rozpierała
mnie od środka. I w tym momencie naszła mnie straszna myśl.
- Ale czy pani dyrektor się zgodziła?
- No właśnie. Wstępnie już rozmawialiśmy, ale mówiła, że
to zajmie sporo czasu. Samo to złożenie papierów, i te całe procedury
pochłaniają mnóstwo czasu, ale uwierz nam, że my nie odpuścimy i zamieszkasz z
nami jak najszybciej.
- Tylko ile czasu jeszcze przyjdzie mi pozostać z dala od
Was?
- Nie martw się. Przecież wiesz, że zawsze możesz do nas
zadzwonić i zawsze możesz na nas liczyć. Nie martw się, postaramy się, aby to
wszystko odbyło się w jak najkrótszym czasie.
- Dziękuje bardzo. Cieszę się, że będę mogła z Wami
mieszkać.
- Nie masz za co dziękować. To nasz obowiązek. Jesteśmy
Ci to winni.
- Ale przecież nie musicie mnie brać do siebie. Niedługo
skończę 18 lat i pójdę gdzieś i byście mieli mnie z głowy.
Tym razem głos zabrał tata:
- Ale co Ty gadasz? Mieć Cię z głowy? Po tym jak Cię
odnaleźliśmy i jesteś tu z nami? Nie ma mowy, żebyśmy teraz opuścili. Jeśli
skończysz te osiemnaście lat to i tak zostaniesz tutaj, w tym domu dopóki nie
będziesz w stanie się sama utrzymać.
- Twój tata ma rację. Gdybym teraz sobie odpuściła, to
nie mogłabym sobie tego darować do końca życia. Za dużo już błędów popełniłam
względem Ciebie i nie chcę już ich powtarzać.
- Jesteście cudowni.
Były to najpiękniejsze słowa jakie usłyszałam w ciągu
całego swojego życia. Nigdy nie czułam się tak potrzebna i kochana. Nigdy nie
doświadczyłam tego, że komuś na mnie, aż tak bardzo zależy. To jest cudowne
uczucie, które chyba będę pamiętała do końca moich dni. W tak miłej atmosferze,
zjedliśmy deser i ruszyliśmy na obiecany spacer. Bardzo dobrze zrobiło mi
świeże powietrze jak i najlepsze towarzystwo. Widziałam, że tata jest już
zmęczony, więc zaproponowałam powrót. Wracając zrobiliśmy zakupy na nasz
wieczór filmowy i zjedliśmy wcześniej zakupione lody. Podczas gdy mama
przygotowywała jedzenie na wieczór, ja się umyłam i przebrałam w piżamę, która
miałam w swoim nowym pokoju. Gdy zeszłam na dół wszystko było już gotowe. We
trójkę usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy film. Okazało się, że jestem jeszcze
bardziej zmęczona niż mi się wydawało, gdyż pomimo tego iż film był ciekawy, to
zasnęłam głębokim snem w połowie seansu. Pamiętam jedynie jak półprzytomna
przenosiłam się do niedługo już mojego pokoju. Gdy się obudziłam czułam się
wyspana i gotowa na nadchodzący dzień. Niestety po śniadaniu musiałam już
wracać do swojego obecnego miejsca zamieszkania. Pełna pozytywnej energii
pożegnałam się i wsiadłam do auta.
Dobry nastrój utrzymywał się jeszcze długo m. in. przez
to, że gdy wróciłam, czekała na mnie mała niespodzianka. Mała była
rzeczywiście. Okazała się nią Klara. Bardzo się ucieszyłam, że już wróciła. Gdy
ja wchodziłam, jej babcia wychodziła i oznajmiła mi, że planuje zaopiekować się
mała dziewczynką, jednak nie będzie to takie proste ze względu na jej wiek.
Lecz ja wierzę, że jej się uda. Wstąpiłam jeszcze na chwilkę do Klary i
spóźniona wpadłam na stołówkę, w której umówiłam się z moja przyjaciółką. Ania
już siedziała przy stoliku. Wiem, że nie może się doczekać, aż mnie oświeci
nowymi wiadomościami, jednak chyba nie dzięki mnie będzie dzisiaj zadowolona z
tego powodu.
Tak jak wcześniej zgadałam. Moja przyjaciółka zaczęła mi
opowiadać o Klarze. Nie chciałam jej przerywać, więc grzecznie poczekałam, aż
skończy, a później powiedziałam jej o moim przypadkowym spotkaniu z babcią
dziewczynki, krótkim widzeniu się z jej wnuczką itd. Widziałam, że jej humor trochę
zgasł, lecz nadal widziałam, że jest szczęśliwa.
- Lepiej opowiadaj co Ty wczoraj i dzisiaj robiłaś, bo u
mnie to po staremu, jak zawsze, bez rewelacji.
- No więc. Mam dla Ciebie mega nowinę.
Postanowiłam podtrzymać trochę napięcie.
- No bo wiesz. Pojechałam sobie wczoraj tym dużym autem
do domu moich rodziców i upiekliśmy ciasto i gadaliśmy i…
W połowie słowa mi przerwała.
- Mów w końcu o co chodzi, bo zaraz nie wytrzymam.
- Dobra, dobra. Jak wszystko dobrze pójdzie to ich dom
niedługo stanie się także moim domem.
Widziałam, że przez jej twarz przebiegł cień smutku.
Pomimo tego nadal udawała, bądź nie zadowoloną.
- Naprawdę?! To wspaniale. Ty to masz szczęście. W końcu,
tyle na to czekałaś. Tylko wiedz, że to nie stanie się tak z dnia na dzień.
- Ja wiem, wiem. Jedyne o czym mogę teraz myśleć to o
tym, że już za kilkadziesiąt dni będę z nimi.
Dopiero teraz zorientowałam się, czym wywołany został ten
smutek na twarzy Ani. Ona nie dostanie takiej szansy jaką ja otrzymałam. Nie
będzie mogła się przytulić do rodziców, czy z nimi pogadać. Zrobiło mi się jej
szkoda. Bo ja w kółko gadam o tym jaka jestem z nimi szczęśliwa, a ona może
tylko o tym posłuchać. Zrobiło mi się głupio. Wzięłam ją za rękę i
wyprowadziłam na cichy korytarz. Miała bardzo zdziwioną.
- Co Ty…
- Słuchaj, przepraszam.
- Ale za co? Nie bardzo rozumiem.
- Bo ja cały czas mówię o tym, że moja mama to, a tata
tamto. Naprawdę przepraszam. Wiem, ze Cię to boli. Nie pomyślałam, że zasmuci
Cię to jak Ci powiem o przeprowadzce.
- Nie ma o czym mówić. Może raz pomyślałam o tym, że
trochę Ci zazdroszczę itd., ale chodzi o co innego.
- Jeśli nie o to, to o co innego może chodzić?
- Nie domyśliłaś się jeszcze? Chodzi o Ciebie.
- O mnie?!
- Tak wariatko, o Ciebie. Po prostu jeśli się stąd
wyprowadzisz to ja zostaję sama i nie będę miała z kim szpiegować itp. Boję się,
że Cię stracę.
- O to się bać nie musisz. Myślisz, że zrezygnowałabym
kiedykolwiek z naszej przyjaźni, a przede wszystkim z Ciebie? Chyba za mało Ci
mówiłam jak bardzo jesteś dla mnie ważna.
- Dziękuję- powiedziawszy to mocno mnie przytuliła-
dobra, a teraz przygotuj się, bo mam dla Ciebie niespodziankę.
- Dla mnie? Jaką niespodziankę?
- Zaraz się dowiesz. Ale w sumie jednak możesz poczekać
do obiadu.
- Do obiadu? Przecież wiesz, że ja wcale nie jestem
cierpliwa. No proszę, pokaż mi to teraz.
- Trenuj, trenuj- po czym uśmiechnęła się i popędziła na
górę.
Nie lubię jak ktoś mnie tak najpierw nakręca, a później
każe czekać. Zastanawia mnie tylko co to może być. Na pewno coś ważnego, ale
nie aż tak bardzo, żebym od razu musiała o tym wiedzieć. Nie wiem jak wytrzymam
najbliższe godziny. Będzie trudno, ale tak jak powiedziała Ania, trzeba ćwiczyć
cierpliwość. Poszłam do czytelni wzięłam pierwszą, lepszą książkę i zaczęłam ją
czytać. W chwili gdy spojrzałam na zegarek, usłyszałam szczęk otwierających się
drzwi. Ku mojemu zdziwieniu minęły aż trzy godziny. Fotel będący obok mojego
zajęła moja przyjaciółka. W ręce trzymała małą prostokątną kartkę.
- Chyba straciłam poczucie czasu- powiedziałam trochę
nieprzytomnie.
- Najwyraźniej- zaśmiała się- ciekawa chociaż?
- A wiesz, że nawet i daje dużo do myślenia. Nie
spodziewałam się tego biorąc ją do ręki. Strasznie wciąga.
- To chyba już nie chcesz swojej niespodzianki?
- Co za pytanie. Jasne, a najbardziej to chce wiedzieć
czym ona jest. No dawaj ją, dawaj.
- Skąd wiesz, że to jest jakaś rzecz materialna?
- Bo widzę, że w ręku masz jakaś kartkę i jakoś tak sformułowałaś
to swoje pytanie, więc stawiam, że to jakaś rzecz.
- Kartka to to nie jest, ale koperta jak najbardziej. Natomiast
w niej może znajdować się ta owa kartka- powiedziała śmiejąc się.
- No dobra niech będzie. A od kogo ona jest.
- Sama się zaraz dowiesz. Weź ją i przeczytaj w spokoju,
a ja Cię zostawię samą.
- Nie, zostań. Przecież i tak wiesz o wszystkim.
- Lepiej będzie jak pójdę, uwierz mi.
- Skoro tak uważasz to dobrze.
Wstała i wyszła z małego pomieszczenia. Zastanawia mnie
jedno: od kogo to jest. Na kopercie zostało tylko starannie zapisane moje imię.
Otworzyłam ją powoli, a ciekawość zżerała mnie od środka. Wreszcie wydobyłam
białą kartkę papieru. Rozwinęłam i zaczęłam czytać.
Droga
Julio,
Wiem,
że nie spodziewałaś się, że ten list będzie akurat ode mnie. Jeśli się
zawiodłaś to przepraszam. Piszę go, bo nie wiem, czy jak się spotkamy, to będę
w stanie Ci to powiedzieć. Odkąd Cię ujrzałem wiedziałem, że to nie było
przypadkowe spotkanie. Później znowu zobaczyłem Cię najpierw w parku, a
następnie w szpitalu, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że nasza znajomość się
na tym nie skończy. Nadal mam taką nadzieję. Chciałbym Ci powiedzieć, że ja nie
mogę przestać o Tobie myśleć. Chciałbym także, abyś nie rezygnowała ze mnie.
Wiem, ze nie zawsze zachowywałem się tak jak powinienem, ale taki jestem i nic
nie mogę z tym zrobić. Mogę jedynie obiecać, że postaram się to zmienić. Jesteś
dla mnie ważna jak nikt inny. Wiem, że możesz pomyśleć, że takie głupie teksty
każdy może napisać, ale już po pierwszym naszym spotkaniu wiedziałem, że
jeszcze kiedyś się spotkamy. Nie pomyliłem się. Chciałbym być przy Tobie i
pomagać Ci w każdej zagadce. Nie skreślaj mnie od razu. Proszę.
Filip
Tak no więc, brałam wiele możliwości pod uwagę, ale nie
tej. Nie spodziewałam się, że ten list napisał akurat on. Cieszę się, że tak
myśli, ale nie wiem co ja czuję i czego chcę i czy w ogóle chcę, aby ta
znajomość miała swój dalszy ciąg. Trudne decyzje przede mną, łatwo nie będzie,
ale czy kiedykolwiek tak było? Mam się z nim spotkać jutro, więc czemu akurat
teraz to napisał i czemu dała mi to Ania? Chyba na co najmniej jedno pytanie
dostanę odpowiedź u mojej koleżanki. Więc wyruszyłam na stołówkę, na obiad. Nie
pomyliłam się. Dziewczyna siedziała już na swoim miejscu. Gdy mnie zobaczyła
uśmiechnęła się od ucha do ucha. Następnie jej wzrok natrafił na owy list w
mojej ręce.
- I jak wrażenia?
-Mam kilka pytań.
- Śmiało.
- Czemu Ty go miałaś i kiedy go dostałaś?
- Dostałaś go ode mnie, bo Filip kazał mi go ofiarować
Tobie w odpowiednim momencie, a ja stwierdziłam, że już dłużej nie wytrzymam i
muszę Ci go dać. No i miałaś dobry humor. I co tam pisał?
- Sama przeczytaj.
Wyciągnęłam rękę z kawałkiem papieru który chwilę później
zniknął. Nastąpiła chwila ciszy, przerywana dźwiękami uderzania łyżki o talerz.
Ania wreszcie podniosła wzrok znad kartki.
- Łohoho. Mocne słowa. I co wierzysz mu?
- Czy mu wierzę? Wiesz co sama nie wiem co mam o tym sądzić.
Myślę, że chłopak ma szczere intencje, ale to nie wypali.
- Coś Ty znowu wymyśliła, co? Czego Ci jeszcze brakuje?
Chłopak pisze Ci tu wszystko co czuje, zresztą piękne słowa. Chce być z Tobą, a
Ty nie wiesz czy to wypali? Zaryzykuj.
- Łatwo Ci mówić. Wiesz dlaczego tak sądzę? Wiesz?! Myślę
tak, bo on nie wie o mnie wszystkiego, a jak się dowie to i tak odejdzie
- A Ty od razu myślisz pesymistycznie. Bo co,
wychowywałaś się w domu dziecka? I właśnie za to ma odejść?! Powiem Ci tylko
tyle: głupia jesteś. Chodzisz do jakiejś babki, ryzykujesz życiem na co dzień
robiąc inne głupie rzeczy, a nie chcesz się spotkać z jakimś kolesiem?
- To nie tak! Nie mówię, że się nie chce z nim spotkać. Boję się tego, że jak mnie
opuści to, to zaboli. Boję się zranienia ok?! Mam ryzykować i wystawiać swoje
uczucia czy wrażliwość dla pierwszego lepszego chłopaka?!
- Nie oszukuj się, to nie jest pierwszy lepszy. Widzisz
jak mu na Tobie zależy. Boisz się zranienia? Ok., rozumiem. Ale ja Ci nie każe
od razu się z nim wiązać. Spotkaj się z nim. Czy to tak wiele?!
- Łatwo Ci mówić.
-Nie, wcale nie! Myślisz, że ja bym nie chciała, aby ktoś
się mną zainteresował, tak na poważnie, w takim stopniu?! A Ty ciągle narzekasz
i narzekasz. Nic Ci się nie podoba!
Ania się wkurzyła jak jeszcze nigdy dotąd. Te słowa
zabolały, ale było w nich wiele prawdy. Z jednej strony byłam na nią zła, ale z
drugiej nie byłam w stanie już nic powiedzieć.
Ania wstała.
- Ale poczekaj, obiad.
- Nie jestem głodna.
I wyszła. Co ja mam robić? Jak się zachować? Pustka w
głowie rośnie z każdą minutą. Dobrze, pójdę do tego cholernego parku, ale nie
wiem co z tego wyjdzie. Wiem, że niczego nie mogę sobie obiecywać bo jak się
rozczaruję to będzie kiepsko. Podobnie jak moja rozmówczyni wstałam rezygnując
z obiadu i postanowiłam pójść się przewietrzyć.
Wyszłam, mocno wdychając świeże powietrze. Zaskakując
siebie ruszyłam w stronę przeciwną do ścieżki wiodącej do parku. Myślałam i wyznaczałam
wszystkie za i przeciw moim jutrzejszym, jak i przyszłym działaniom związanym z
Filipem. Jednak odczuwam dziwne uczucie, które nie pozwala mi zrezygnować z
tych relacji. Gdzieś głęboko we mnie jest ta Julka która nie pozwala mi się
,,poddać’’ i odpuścić. Może Ania ma rację i tylko marudzę i narzekam, a mam
takie szczęście. Chyba szukam dziury w całym i to jest mój problem. Postąpiłam
źle, głównie względem Ani, bo wiem, że jej na mnie zależy i z wzajemnością.
Tylko jestem zła na siebie, że okazałam się tutaj taką egoistką. Nie zasługuję na
jej przyjaźń. To udało mi się wywnioskować. No i jeszcze, że jestem egoistką.
Bardzo miło. No, ale trochę samokrytyki też jest potrzebne.
Wróciłam do swojego pokoju. Zastałam tam Anię, która
stała tyłem do mnie. Słysząc jak wchodzę odwróciła się i ruszyła w moją stronę
przepraszając.
- Strasznie mi głupio. Nie powinnam tego mówić. Wcale tak
nie myślę i rozumiem Twoje obawy. Nie będę Cię do niczego zmuszać. Jeśli nie
chcesz to nie.
- Już, skończyłaś?- uśmiechnęłam się i przytuliłam ją z
całych sił- Dziękuję Ci za te słowa. Były mi bardzo potrzebne. Wcale nie musisz
mnie przepraszać. To ja powinnam Cię przeprosić. Zachowywałam się jak dziecko.
Głupio mi z tego powodu.
- Zapomnijmy o tym.
- Ale dzięki Tobie przekonałam się co do niego i
postanowiłam pójść jutro na to spotkanie.
- No i pięknie. To mi się podoba. Naprawdę to dobry
chłopak i względem Ciebie ma jak najbardziej szczere intencje. A jak Ci coś
zrobi to będzie miał ze mną do czynienia.
- Jesteś najlepsza, wiesz?
- Oj, chyba przesadzasz.
- Wcale nie. Co ja bym bez Ciebie zrobiła?
- No na przykład siedząc tu dłużej, przegapiłabyś swój
serial.
Uwielbiam patrzeć jak Anka tak się śmieje. Trzymając się
pod rękę ruszyłyśmy do salonu. Teraz chyba nic już nas nie zniszczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz