środa, 31 października 2012

II rozdział


Idąc ramie w ramie milczałyśmy. Zastanawiałam się, czy może nie powiedzieć jej o wszystkim. W sumie to przyszło mi na myśl, że w ogóle ją to nie obchodzi. Lecz jednak wyciągając mnie na spacer, okazała to, że jej na mnie zależy, że nie chce, abym cierpiała. Postanowiłam przerwać milczenie i opowiedzieć jej o wszystkim.
- Dowiedziałam się ostatnio, że moi rodzice chcą się ze mną spotkać-wypowiedziałam od razu.
Ania popatrzyła się na mnie. Wyczytałam z jej oczu, troskę. Wiedziałam, że chciała mi pomóc, ale chyba nie wiedziała jak.
- Ty nie chcesz się z nimi widzieć, czy jak?
- Oczywiście, że chcę, tylko, tylko… sama nie wiem z jednej strony chcę, a z drugiej nie.
- Czegoś nie rozumiem. Wydaje mi się, że raczej fajnie byłoby się spotkać ze swoimi rodzicami, nawet jak nie widziałaś ich od zawsze. Lecz rozumiem także twoje obawy- odpowiedziała.
- Boję się tego, że jak się z nimi już poznam i się do nich przywiąże to oni mnie nie polubią i mnie po raz kolejny zostawią.
- Nie wydaje mi się, żeby po tym jak się z Tobą spotkają, znów Cię zostawili. No bo jednak, gdyby mieli tak zrobić, to nie chcieliby się z Tobą zobaczyć.
- W sumie racja. Wiesz, bo jak mnie zastałaś wtedy w pokoju, to ja wcześniej widziałam ich.
- Twoich rodziców?!- zdziwiła się.
- Tak, chcieli się ze mną zobaczyć od razu, ale ja o tym nic nie wiedziałam, a gdy się dowiedziałam kim są, zmieszałam się i uciekłam. Nie byłam na to przygotowana, miałam wiele obaw i nie spodziewałam się, że to będzie tak szybko. A teraz mi głupio, że tak zrobiłam. Co oni mogą sobie o mnie pomyśleć. Taka duża dziewczyna, a boi się swoich rodziców użala się nad sobą i na dodatek jeszcze ryczy z byle powodu.
- Nie przesadzaj. Myślę, że twoi rodzice Cię zrozumieli. Nie każdy przeszedł tyle co Ty, czy każde inne dziecko z domu dziecka. Powiem ci tylko, że my jesteśmy inni. Być może nie mieliśmy takiego dzieciństwa jak pozostali nasi rówieśnicy, ale nasze także było na swój sposób magiczne. Pomyśl jaka jesteś silna przez zmaganie się z tymi ciężkimi problemami, czy przez znoszenie tych złych myśli i życiu ze świadomością, że twoi rodzice Cię zostawili. Nie jesteś zwykłą prostą dziewczyną, która tak jak to ujęłaś: płacze bez powodu i użala się nad sobą, jesteś dziewczyną o pięknym wnętrzu, która poradzi sobie w życiu lepiej, niż nie jedna osoba wychowująca się w normalnym domu.
- Coś w tym na pewno jest.
- Tak jest i to się nie zmieni. A jeśli dalej wahasz się, czy po raz kolejny się z nimi spotkać to powiem Ci, że nie jeden dzieciak z naszego domu pragnąłby być na Twoim miejscu. Jedną z tych osób jestem ja. Gdyby mi powiedziano, że moi rodzice chcą się ze mną spotkać, co swoją drogą jest niemożliwe, nie zwlekałabym z tym. Wykorzystaj to ci dają.
- Mogłabym Cię o coś zapytać?- spytałam niepewnie.
- Jasne- odpowiedziała promiennie.
- Jakoś nigdy nie wspominałaś dlaczego tutaj trafiłaś, w sensie do domu dziecka. Co się stało z Twoimi rodzicami?
- Nie opowiadałam bo nie ma o czym- odpowiedziała, a promienny nastrój zgasł- Kiedyś…-zaczęła
- Jak nie chcesz to nie musisz odpowiadać- przerwałam jej.
- Tyle czasu z nikim o tym nie rozmawiałam, a teraz nadszedł czas, aby to nadrobić. Moja mama zmarła przy porodzie- powiedziała ze smutkiem- no i mieszkałam z tatą. Któregoś dnia, gdy siedziałam w babcinym pokoju, ona weszła do niego, miała podpuchnięte oczy i smutny wyraz twarzy. Wzięła mnie na kolana i przez łzy powiedziała, że samolot, którym leciał tata się rozbił i nikt nie przeżył. Miałam wówczas 7 lat, jednak jak na ta siedmiolatkę byłam bardzo mądra i dużo rozumiałam. Na początku nie dotarło to do mnie. Dopiero gdy minęło kilka godzin doszło do mnie to, co powiedziała mi babcia. Zaczęłam płakać. To było straszne. Później pod opiekę to właśnie ona mnie wzięła, jednak była już w podeszłym wieku i po 3 latach umarła. Bardzo mi brakuje ich wszystkich.
- Przykro mi.
- Nie ma za co. Pogodziłam się z tym już dawno. Najwyraźniej tak miało być- powiedziała po czym się uśmiechnęła.
- Podziwiam Cię i teraz mi głupio.
- Czemu?
- Bo ja Ci opowiadam, że nie chcę się spotkać z moimi rodzicami i robię wielką tragedię, że przyjechali tak od razu, podczas gdy Ty nie masz nikogo. Dopiero teraz zrozumiałam wszystko.
Tak właśnie dopiero teraz do mnie dotarło, że wiele osób nie ma rodziców. Tak bardzo chcieliby się z nimi zobaczyć, a ja odrzucam szansę na poznanie moich. Głupia byłam, że tak postąpiłam. Teraz jestem w stu procentach pewna, że chcę ich poznać.
- Dziękuję bardzo za ten spacer i za każde słowo. Bardzo mi pomogłaś. Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła.
- Cieszę się, że mogłam pomóc.
Przytuliłyśmy się mocno i dopiero teraz odkryłam, ze troszkę zamarzłam.
- Może już wracajmy. Jest coraz zimniej no i się ściemnia.
- Jasne.
W drodze powrotnej rozmawiałyśmy o błahostkach, ale co najważniejsze, poczułam się lekka i to dzięki Ani. Nie wiem jak mam jej dziękować. Postanowiłam, że od razu po powrocie do ,,domu’’ pójdę do p. Beaty i zdecyduję się na jak najszybsze spotkanie z moimi rodzicami. Chcę ich poznać i nie ukrywam, że się boję, ale ta chęć spotkania jest silniejsza.

wtorek, 30 października 2012

I rozdział


Nikt inny nie ma wpływu na to co się dzieje w naszym życiu poza nami. Ta myśl nurtowała mnie od rana, kiedy to przez zniszczone już okno, wpadały jeden po drugim promyki słońca. Właśnie siedziałam w zużytym fotelu, który stał w tym pomieszczeniu od założenia tego domu. Miałam dzisiaj wolne od szkoły, więc postanowiłam dłużej nie tracić czasu i zrobić coś ze sobą. Stwierdziłam, że pójdę do pobliskiej biblioteki. Idąc krętymi ulicami, przyglądałam się przechodniom. Nagle mój wzrok napotkał dwie koleżanki. Były takie radosne, widać było, że bardzo lubią swoje towarzystwo.  Poczułam ucisk w sercu. Wiedziałam, że w szkole nie mam żadnej przyjaciółki, gdyż żadna z tamtejszych uczennic, nie okazuje chęci przyjaźni z sierotą. No cóż, co na to poradzić. Przynajmniej mam jakieś koleżanki w swoim ,,domu”. Może nie do końca jest tak pięknie, ale da się z nimi porozmawiać. Pchnęłam mosiężne drzwi i poczułam ciepło wydobywające się z kaloryferów. Wzięłam książkę i usiadłam wygodnie na krześle. Tak bardzo zagłębiłam się w lekturę, że straciłam poczucie czasu. Nagle usłyszałam głos:
- Przepraszam, ale zaraz musimy zamykać- była to pani z biblioteki.
- Och…oczywiście już się zbieram- odpowiedziałam po czym posłusznie ubrałam się i wyszłam.
Na dworze panował jeszcze większy ziąb niż wcześniej. Opatulona w szal, ruszyłam w kierunku sierocińca. Wnet poczułam, że wpadam w coś twardego. Oczywiście, zderzyłam się z którymś z przechodniów.
- Uważaj jak chodzisz!- krzyknął ów młodzieniec.
- Przepraszam bardzo, zamyśliłam się trochę- odpowiedziałam nieśmiało.
Był to wysoki chłopak o ogromnych brązowych oczach, a jego ciemne włosy rozchodziły się na wszystkie strony. Od razu mi się spodobał, jednak nie do końca podobało mi się jego zachowanie.
- Następnym razem nie myśl tak intensywnie, bo jeszcze komuś krzywdę zrobisz tak wpadając- odpowiedział nieco łagodniejszym tonem.
- Naprawdę bardzo mi przykro, wszystko ok?
- Tak w porządku, a z Tobą?
- Jak najbardziej. Przepraszam, ale muszę już iść i przykro mi, że tak się stało.
- Oczywiście. Zapomnijmy. W sumie, to nie potrzebnie tak wybuchłem, za co również przepraszam.
Uśmiechnął się po czym odwróciłam się i odeszłam. Gdy wróciłam do swojego pokoju, dostrzegłam małą karteczkę leżącą na moim łóżku. Widniała na niej informacja:
Musimy porozmawiać. Mam bardzo ważną wiadomość  dla Ciebie. Bardzo pilne. P. Beata
Bardzo się zdziwiłam, po czym ruszyłam w kierunku pokoju wychowawców. P. Beata siedziała na sofie. Gdy mnie ujrzała uśmiechnęła się serdecznie i zaprosiła do środka.
- Odczytałam pani wiadomość. Czy coś się stało?
- Nic złego, po prostu…nie wiem jak Ci to powiedzieć.
- Zwyczajnie.
- No dobrze, dostałam wiadomość od Twojej mamy.
-Że co?! Moja mama się odezwała?!- poczułam zarazem przypływ radości jak i złości- Dopiero teraz się zainteresowała, przypomniała sobie o córce.  W sumie to nie wiem jak mam to odczuć.
- Ja też nie, ale chyba nie ma złych intencji.
- No, ale co napisała, niech pani mówi- ponaglałam
- Napisała…
- No niech pani w końcu powie.
- Napisała, że razem ze swoim mężem, a Twoim tatą chciałaby się z Tobą spotkać, ale ja nie wiem co jej odpowiedzieć, bo nie wiem czy Ty tego chcesz- oznajmiła.
Miałam mieszane uczucia. Oczywiście, że chciałam się zobaczyć z mamą, ale minęło sporo czasu, a ona nawet mnie nie zna. Jednak z drugiej strony chciałam ją poznać. Lecz dlaczego dopiero teraz tak się stało? Wcześniej jakoś się mną nie interesowała, a teraz ją tak olśniło i postanowiła od tak się spotkać ze swoją córką, którą pozostawiła zaraz po urodzeniu.
- Czy muszę teraz odpowiedzieć?
- Oczywiście, że nie. Wiem, że to jest trudna decyzja, dlatego masz czas do końca tygodnia. Jeżeli chciałabyś porozmawiać z kimś na ten temat, to służę pomocą.
- Dziękuje bardzo.
Wstałam i wyszłam. I co ja mam zrobić? Pustka w głowie coraz bardziej dawała się we znaki. W tej oto chwili doznałam w sobie uczucie tęsknoty. Pomimo tego wszystkiego co się stało w przeszłości, chciałabym poznać swoich rodziców. W końcu może wszystko się ułoży. Zawróciłam i ponownie zapukałam do drzwi niedawno opuszczonego pokoju. P. Beata bardzo się zdziwiła, gdy mnie ujrzała.
- Chciałabym hm… to znaczy, jestem gotowa i chcę się spotkać z moimi rodzicami.
- Widzę, że nie potrzebowałaś, aż tak dużo czasu do namysłu. Lecz czy jesteś gotowa?
- Od 17 lat jestem sama, więc stwierdziłam, że może wszystko się zmieni po spotkaniu z nimi.
- Bardzo się cieszę, że się zgodziłaś. Zaraz odpiszę twojej mamie. Jak dowiem się o jakiś szczegółach to Cię poinformuję.
- Dziękuje bardzo. Za wszystko.
Moja rozmówczyni spojrzała na zegar i westchnęła:
- Dosyć wrażeń jak na jeden dzień. Już późno, Julio idź się połóż. Dobranoc.
Przytuliła mnie po czym ja wstałam i pożegnawszy się ruszyłam w kierunku pokoju, w którym spałam. Stało tam sześć łóżek, gdyż ze mną w pokoju były jeszcze inne koleżanki. Dwie już leżały a pozostałe, krzątały się po pomieszczeniu. Podeszłam do łóżka i już miałam się zacząć szykować do snu, gdy podeszła do mnie Ania.
- Julka, czy coś się stało?
- Nie, a dlaczego pytasz?
- Bardzo dziwnie się dzisiaj zachowujesz. Widziałam cię jak wychodziłaś z pokoju wychowawców. Byłaś bardzo zamyślona. Tak szłaś i szłaś, gdy nagle się zatrzymałaś i znów tam wróciłaś. Co Cię tak nurtuje? Może mogę Ci jakoś pomóc?
Ania była jedną z koleżanek z którą miałam nawet dobry kontakt. Nie wiedziałam, czy powiedzieć jej o rodzicach. Postanowiłam zrobić to innym razem, po prostu marzyłam tylko o tym, żeby znaleźć się jak najszybciej w łóżku, zasnąć i o niczym nie myśleć.
- To nic takiego. Nie ma się czym przejmować.
- No dobrze, ale jakbyś chciała porozmawiać, to zawsze możesz do mnie przyjść. O każdej porze.
- Będę pamiętała- uśmiechnęłam się, a Ania odeszła. Poczułam ucisk w sercu. Nie wiem jak będzie na tym spotkaniu, jak mam się zachowywać. Będę musiała się długo przygotowywać do tego wydarzenia. No, ale na dzisiaj koniec z rozmyślaniem.
Na śniadaniu nie widziałam P. Beaty.  Pewnie przyjdzie później. Wychodząc z jadalni od razu ujrzałam ją niedaleko stołówki. Z Chciałam do niej podejść, lecz zrezygnowałam w chwili, gdy ujrzałam, że z kimś rozmawia. Nie chciałam przeszkadzać. Stała z dwójka ludzi. Nasze spojrzenia się zderzyły. Zachęcająco machnęła do mnie ręką, abym podeszła. Nie wiedziałam co się dzieje. Gdy stanęłam koło niej wyjaśniła mi, co jest grane:
- Julio to są twoi rodzice.
- Państwo jesteście moimi rodzicami?
- Tak, Juleńko- odpowiedziała miłym głosem kobieta.
- Ale jak to? Przecież spotkanie miało być później?
- No tak, ale gdy napisałam odpowiedź to pani Izabela wraz z mężem chcieli Cię odwiedzić już dzisiaj. Nie zdążyłam Ci o tym powiedzieć, gdyż już spałaś, a nie chciałam Cię budzić.
Byłam wstrząśnięta. Wiem, bardzo chciałam się spotkać z moimi rodzicami, ale nie tak od razu. Nie wiem co mam zrobić. Wybuchłam:
- Trzeba było mnie obudzić! Przepraszam, ale ja…
Nie kończąc zdania puściłam się biegiem. Wpadłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko cały czas płacząc. Dlaczego mnie nie obudziła? No bo co, wychodzę sobie ze stołówki patrzę, a tu moja mamuśka z tatusiem. Co to w ogóle ma być? Wiem, że zachowałam się nie tak jak powinnam, ale nie będę udawać, ze wszystko jest w jak najlepszym porządku. Wiedziałam, że się z nimi spotkam, ale nie wiedziałam, że tak od razu. Po chwili do pokoju weszła p. Beata.
- Przepraszam- bąknęłam lekko zawstydzona.
- Nie, to ja ciebie przepraszam, że to wszystko tak szybko się zdarzyło. Po prostu Twojej mamie zależało, żeby to było jak najszybciej.
- No, ale tak na następny dzień? Naprawdę nie mogłam inaczej. Bardzo mnie pani zaskoczyła, a ja się nie przygotowałam.
- Nic się nie stało. Jak chcesz się zobaczyć ze swoimi rodzicami to masz jeszcze okazje. Są w moim gabinecie.
- Chwilowo nie mam ochoty na żadne spotkania. Wiem, jestem już prawie dorosła  i nie powinno tak być, ale ja nie umiem  tak zwyczajnie z nimi rozmawiać.
- Rozumiem. Jak będziesz gotowa to mi powiedz.
- Oczywiście.
Najbliższą godzinę spędziłam leżąc na łóżku. Nagle do pokoju wpadła rozradowana Ania. Spojrzała na mnie i się uśmiechnęła.
- Dalej potwierdzasz swoją wersję, że nic się nie stało? Nie musisz udawać, że wszystko jest w porządku, przecież widzę co się z Tobą dzieje.
- Ale ja naprawdę…
- Oj przestań, przestań, chodź przejdziemy się. Po drodze nie musisz nic mówić, ale świeże powietrze działa kojąca i podobno otwiera umysł-roześmiała się ciągnąc mnie za rękę.
- No dobrze, już dobrze.

Prolog

OSZUKANE SZCZĘŚĆIE

PROLOG
Usiadłam na łóżku. Twarz schowałam w dłoniach i pozwoliłam, aby łzy spływały powoli po zaczerwienionych od mrozu policzkach. Czułam się samotna, jak każde dziecko z tego domu, brakowało mi rodziców, ciepła i troski które dają. Takie chwile jak ta, zdarzały się bardzo często. Nie potrafiłam przez te wszystkie lata spędzone tutaj pogodzić się z własnym losem, z tym, że już jako ta 17-letnia dziewczyna nie doznałam miłości i troski ze strony rodziców, czy choćby rodziny zastępczej. No bo kto przygarnie nastolatkę po przejściach, która już od małego nie miała prawdziwego domu? Gdy tak łzy żłobiły ślady na skórze, usłyszałam ciche stukanie do drzwi. Wiedziałam, że to p. Beata. Była bardzo kochaną osobą. Dbała i troszczyła się o każdego z osobna, o każdego kto tu był, traktowała go jak własne dziecko. Przykład kobiety o pięknym i gorącym sercu. Drzwi się uchyliły, a moje przypuszczenia się urzeczywistniły. Opiekunka weszła do pokoju i ujrzawszy spływające strugami łzy mocno mnie przytuliła i nic nie mówiąc siedziałyśmy tak razem w milczeniu, przy rytmie bijących serc.
-Dlaczego jest tak jak jest? Dlaczego to akurat ja nie mam swojego domu? Dlaczego jest tak trudno?- zapytałam przez łzy.                                                              
-Julio, w życiu nie jest łatwo i każdy bardzo dobrze o tym wie, a Ty stając się coraz starsza, przekonujesz się o tym z coraz większą siłą. Dzieją się rzeczy, których nie można przewidzieć, ale nigdy nie można się poddawać. Ty nie masz lekko, a Twoje schody zaczęły się już od lat niemowlęcych, ale popatrz- urwała-…te wszystkie chwile, które tutaj przeżyłaś, czyż nie były one wyjątkowe?
-Były, oczywiście, że były, ale ja tak bardzo chciałabym, aby choć przez chwilę poczuć jak to jest być kochaną.
-Posłuchaj mnie uważnie. Pomimo tego co zdarzyło się w przeszłości, Twoi rodzice na pewno Cie bardzo kochają.
-Moi rodzice mnie zostawili, opuścili. Nigdy im tego nie wybaczę! Nienawidzę ich!
Pani Beata zawahała się po czym odpowiedziała:
-Rozumiem cię, ale dorośli to też ludzie, którzy również popełniają błędy. Może mieli bardzo ważny powód, aby tak postąpić.
-I co, próbuje ich pani teraz usprawiedliwić?!
-Wcale nie. Ja próbuje ich tylko zrozumieć. Wiem, że to nie tłumaczy ich zachowania, ale mogę ci zagwarantować, że na pewno Cię kochają.
-Tak jasne, gdyby mnie kochali, to byłabym teraz z nimi. A poza tym, skąd pani może to wiedzieć?
-Żadna matka nie może nie kochać swojego dziecka, to jest największy dar jaki otrzymała. Coś o tym wiem.
-Być może, ale ja nie potrafię im wybaczyć tego co mi zrobiła razem z tatą.
-Nigdy nie żałuj tego co się zdarzyło. Najwyraźniej tak miało być. No bo w końcu co się stało, to się nie odstanie. Nie myśl o tym co złe, bo to tylko zniechęca nas do działania, do życia w pełni. Nie rezygnuj z tego.
Opiekunka wstała i ruszyła w kierunku drzwi. Gdy już miała wychodzić postanowiłam się odezwać:
-Dziękuje. Wiem, powinnam już się pogodzić z tym  co mnie spotkało, ale jakoś nie potrafię. To jest bardzo trudne.
-Nie ma za co moje dziecko. Z czasem zrozumiesz. Aha, no i za 10 minut kolacja i przebierz się w coś suchego.
Wysyłając mi piękny uśmiech, wyszła. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że wróciwszy z podwórka nawet się nie rozebrałam. Różne myśli plątały mi się po głowie, a sama nie wiedziałam co dalej się ze mną stanie.
-hm…będzie co ma być- wyszeptałam.

mam nadzieję że nic nie ucięło, a jak tak to piszcie:)

Hejka;)

Hejka!
Utworzyłam tego bloga, aby wstawiać tu kolejne rozdziały mojej książki. Jest w niej sporo błędów bo to ja pisałam, ale tu chodzi o treść. Miłego czytania;*