Idąc ramie w ramie milczałyśmy. Zastanawiałam się, czy
może nie powiedzieć jej o wszystkim. W sumie to przyszło mi na myśl, że w ogóle
ją to nie obchodzi. Lecz jednak wyciągając mnie na spacer, okazała to, że jej
na mnie zależy, że nie chce, abym cierpiała. Postanowiłam przerwać milczenie i
opowiedzieć jej o wszystkim.
- Dowiedziałam się ostatnio, że moi rodzice chcą się ze
mną spotkać-wypowiedziałam od razu.
Ania popatrzyła się na mnie. Wyczytałam z jej oczu,
troskę. Wiedziałam, że chciała mi pomóc, ale chyba nie wiedziała jak.
- Ty nie chcesz się z nimi widzieć, czy jak?
- Oczywiście, że chcę, tylko, tylko… sama nie wiem z
jednej strony chcę, a z drugiej nie.
- Czegoś nie rozumiem. Wydaje mi się, że raczej fajnie
byłoby się spotkać ze swoimi rodzicami, nawet jak nie widziałaś ich od zawsze. Lecz
rozumiem także twoje obawy- odpowiedziała.
- Boję się tego, że jak się z nimi już poznam i się do
nich przywiąże to oni mnie nie polubią i mnie po raz kolejny zostawią.
- Nie wydaje mi się, żeby po tym jak się z Tobą spotkają,
znów Cię zostawili. No bo jednak, gdyby mieli tak zrobić, to nie chcieliby się
z Tobą zobaczyć.
- W sumie racja. Wiesz, bo jak mnie zastałaś wtedy w
pokoju, to ja wcześniej widziałam ich.
- Twoich rodziców?!- zdziwiła się.
- Tak, chcieli się ze mną zobaczyć od razu, ale ja o tym
nic nie wiedziałam, a gdy się dowiedziałam kim są, zmieszałam się i uciekłam.
Nie byłam na to przygotowana, miałam wiele obaw i nie spodziewałam się, że to
będzie tak szybko. A teraz mi głupio, że tak zrobiłam. Co oni mogą sobie o mnie
pomyśleć. Taka duża dziewczyna, a boi się swoich rodziców użala się nad sobą i
na dodatek jeszcze ryczy z byle powodu.
- Nie przesadzaj. Myślę, że twoi rodzice Cię zrozumieli.
Nie każdy przeszedł tyle co Ty, czy każde inne dziecko z domu dziecka. Powiem
ci tylko, że my jesteśmy inni. Być może nie mieliśmy takiego dzieciństwa jak
pozostali nasi rówieśnicy, ale nasze także było na swój sposób magiczne. Pomyśl
jaka jesteś silna przez zmaganie się z tymi ciężkimi problemami, czy przez
znoszenie tych złych myśli i życiu ze świadomością, że twoi rodzice Cię zostawili.
Nie jesteś zwykłą prostą dziewczyną, która tak jak to ujęłaś: płacze bez powodu
i użala się nad sobą, jesteś dziewczyną o pięknym wnętrzu, która poradzi sobie
w życiu lepiej, niż nie jedna osoba wychowująca się w normalnym domu.
- Coś w tym na pewno jest.
- Tak jest i to się nie zmieni. A jeśli dalej wahasz się,
czy po raz kolejny się z nimi spotkać to powiem Ci, że nie jeden dzieciak z
naszego domu pragnąłby być na Twoim miejscu. Jedną z tych osób jestem ja. Gdyby
mi powiedziano, że moi rodzice chcą się ze mną spotkać, co swoją drogą jest niemożliwe,
nie zwlekałabym z tym. Wykorzystaj to ci dają.
- Mogłabym Cię o coś zapytać?- spytałam niepewnie.
- Jasne- odpowiedziała promiennie.
- Jakoś nigdy nie wspominałaś dlaczego tutaj trafiłaś, w
sensie do domu dziecka. Co się stało z Twoimi rodzicami?
- Nie opowiadałam bo nie ma o czym- odpowiedziała, a
promienny nastrój zgasł- Kiedyś…-zaczęła
- Jak nie chcesz to nie musisz odpowiadać- przerwałam
jej.
- Tyle czasu z nikim o tym nie rozmawiałam, a teraz
nadszedł czas, aby to nadrobić. Moja mama zmarła przy porodzie- powiedziała ze
smutkiem- no i mieszkałam z tatą. Któregoś dnia, gdy siedziałam w babcinym
pokoju, ona weszła do niego, miała podpuchnięte oczy i smutny wyraz twarzy.
Wzięła mnie na kolana i przez łzy powiedziała, że samolot, którym leciał tata
się rozbił i nikt nie przeżył. Miałam wówczas 7 lat, jednak jak na ta
siedmiolatkę byłam bardzo mądra i dużo rozumiałam. Na początku nie dotarło to
do mnie. Dopiero gdy minęło kilka godzin doszło do mnie to, co powiedziała mi
babcia. Zaczęłam płakać. To było straszne. Później pod opiekę to właśnie ona
mnie wzięła, jednak była już w podeszłym wieku i po 3 latach umarła. Bardzo mi
brakuje ich wszystkich.
- Przykro mi.
- Nie ma za co. Pogodziłam się z tym już dawno.
Najwyraźniej tak miało być- powiedziała po czym się uśmiechnęła.
- Podziwiam Cię i teraz mi głupio.
- Czemu?
- Bo ja Ci opowiadam, że nie chcę się spotkać z moimi rodzicami
i robię wielką tragedię, że przyjechali tak od razu, podczas gdy Ty nie masz
nikogo. Dopiero teraz zrozumiałam wszystko.
Tak właśnie dopiero teraz do mnie dotarło, że wiele osób
nie ma rodziców. Tak bardzo chcieliby się z nimi zobaczyć, a ja odrzucam szansę
na poznanie moich. Głupia byłam, że tak postąpiłam. Teraz jestem w stu
procentach pewna, że chcę ich poznać.
- Dziękuję bardzo za ten spacer i za każde słowo. Bardzo
mi pomogłaś. Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła.
- Cieszę się, że mogłam pomóc.
Przytuliłyśmy się mocno i dopiero teraz odkryłam, ze
troszkę zamarzłam.
- Może już wracajmy. Jest coraz zimniej no i się
ściemnia.
- Jasne.
W drodze powrotnej rozmawiałyśmy o błahostkach, ale co
najważniejsze, poczułam się lekka i to dzięki Ani. Nie wiem jak mam jej
dziękować. Postanowiłam, że od razu po powrocie do ,,domu’’ pójdę do p. Beaty i
zdecyduję się na jak najszybsze spotkanie z moimi rodzicami. Chcę ich poznać i
nie ukrywam, że się boję, ale ta chęć spotkania jest silniejsza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz