Nikt inny nie ma wpływu na to co się dzieje w naszym
życiu poza nami. Ta myśl nurtowała mnie od rana, kiedy to przez zniszczone już
okno, wpadały jeden po drugim promyki słońca. Właśnie siedziałam w zużytym
fotelu, który stał w tym pomieszczeniu od założenia tego domu. Miałam dzisiaj
wolne od szkoły, więc postanowiłam dłużej nie tracić czasu i zrobić coś ze
sobą. Stwierdziłam, że pójdę do pobliskiej biblioteki. Idąc krętymi ulicami,
przyglądałam się przechodniom. Nagle mój wzrok napotkał dwie koleżanki. Były
takie radosne, widać było, że bardzo lubią swoje towarzystwo. Poczułam ucisk w sercu. Wiedziałam, że w
szkole nie mam żadnej przyjaciółki, gdyż żadna z tamtejszych uczennic, nie
okazuje chęci przyjaźni z sierotą. No cóż, co na to poradzić. Przynajmniej mam
jakieś koleżanki w swoim ,,domu”. Może nie do końca jest tak pięknie, ale da
się z nimi porozmawiać. Pchnęłam mosiężne drzwi i poczułam ciepło wydobywające
się z kaloryferów. Wzięłam książkę i usiadłam wygodnie na krześle. Tak bardzo
zagłębiłam się w lekturę, że straciłam poczucie czasu. Nagle usłyszałam głos:
- Przepraszam, ale zaraz musimy zamykać- była to pani z
biblioteki.
- Och…oczywiście już się zbieram- odpowiedziałam po czym
posłusznie ubrałam się i wyszłam.
Na dworze panował jeszcze większy ziąb niż wcześniej. Opatulona
w szal, ruszyłam w kierunku sierocińca. Wnet poczułam, że wpadam w coś
twardego. Oczywiście, zderzyłam się z którymś z przechodniów.
- Uważaj jak chodzisz!- krzyknął ów młodzieniec.
- Przepraszam bardzo, zamyśliłam się trochę- odpowiedziałam
nieśmiało.
Był to wysoki chłopak o ogromnych brązowych oczach, a
jego ciemne włosy rozchodziły się na wszystkie strony. Od razu mi się spodobał,
jednak nie do końca podobało mi się jego zachowanie.
- Następnym razem nie myśl tak intensywnie, bo jeszcze
komuś krzywdę zrobisz tak wpadając- odpowiedział nieco łagodniejszym tonem.
- Naprawdę bardzo mi przykro, wszystko ok?
- Tak w porządku, a z Tobą?
- Jak najbardziej. Przepraszam, ale muszę już iść i przykro
mi, że tak się stało.
- Oczywiście. Zapomnijmy. W sumie, to nie potrzebnie tak
wybuchłem, za co również przepraszam.
Uśmiechnął się po czym odwróciłam się i odeszłam. Gdy
wróciłam do swojego pokoju, dostrzegłam małą karteczkę leżącą na moim łóżku.
Widniała na niej informacja:
Musimy
porozmawiać. Mam bardzo ważną wiadomość
dla Ciebie. Bardzo pilne. P. Beata
Bardzo się zdziwiłam, po czym ruszyłam w kierunku pokoju
wychowawców. P. Beata siedziała na sofie. Gdy mnie ujrzała uśmiechnęła się
serdecznie i zaprosiła do środka.
- Odczytałam pani wiadomość. Czy coś się stało?
- Nic złego, po prostu…nie wiem jak Ci to powiedzieć.
- Zwyczajnie.
- No dobrze, dostałam wiadomość od Twojej mamy.
-Że co?! Moja mama się odezwała?!- poczułam zarazem
przypływ radości jak i złości- Dopiero teraz się zainteresowała, przypomniała
sobie o córce. W sumie to nie wiem jak
mam to odczuć.
- Ja też nie, ale chyba nie ma złych intencji.
- No, ale co napisała, niech pani mówi- ponaglałam
- Napisała…
- No niech pani w końcu powie.
- Napisała, że razem ze swoim mężem, a Twoim tatą chciałaby
się z Tobą spotkać, ale ja nie wiem co jej odpowiedzieć, bo nie wiem czy Ty tego
chcesz- oznajmiła.
Miałam mieszane uczucia. Oczywiście, że chciałam się
zobaczyć z mamą, ale minęło sporo czasu, a ona nawet mnie nie zna. Jednak z
drugiej strony chciałam ją poznać. Lecz dlaczego dopiero teraz tak się stało?
Wcześniej jakoś się mną nie interesowała, a teraz ją tak olśniło i postanowiła
od tak się spotkać ze swoją córką, którą pozostawiła zaraz po urodzeniu.
- Czy muszę teraz odpowiedzieć?
- Oczywiście, że nie. Wiem, że to jest trudna decyzja,
dlatego masz czas do końca tygodnia. Jeżeli chciałabyś porozmawiać z kimś na
ten temat, to służę pomocą.
- Dziękuje bardzo.
Wstałam i wyszłam. I co ja mam zrobić? Pustka w głowie coraz
bardziej dawała się we znaki. W tej oto chwili doznałam w sobie uczucie
tęsknoty. Pomimo tego wszystkiego co się stało w przeszłości, chciałabym poznać
swoich rodziców. W końcu może wszystko się ułoży. Zawróciłam i ponownie
zapukałam do drzwi niedawno opuszczonego pokoju. P. Beata bardzo się zdziwiła,
gdy mnie ujrzała.
- Chciałabym hm… to znaczy, jestem gotowa i chcę się
spotkać z moimi rodzicami.
- Widzę, że nie potrzebowałaś, aż tak dużo czasu do
namysłu. Lecz czy jesteś gotowa?
- Od 17 lat jestem sama, więc stwierdziłam, że może
wszystko się zmieni po spotkaniu z nimi.
- Bardzo się cieszę, że się zgodziłaś. Zaraz odpiszę
twojej mamie. Jak dowiem się o jakiś szczegółach to Cię poinformuję.
- Dziękuje bardzo. Za wszystko.
Moja rozmówczyni spojrzała na zegar i westchnęła:
- Dosyć wrażeń jak na jeden dzień. Już późno, Julio idź
się połóż. Dobranoc.
Przytuliła mnie po czym ja wstałam i pożegnawszy się
ruszyłam w kierunku pokoju, w którym spałam. Stało tam sześć łóżek, gdyż ze mną
w pokoju były jeszcze inne koleżanki. Dwie już leżały a pozostałe, krzątały się
po pomieszczeniu. Podeszłam do łóżka i już miałam się zacząć szykować do snu,
gdy podeszła do mnie Ania.
- Julka, czy coś się stało?
- Nie, a dlaczego pytasz?
- Bardzo dziwnie się dzisiaj zachowujesz. Widziałam cię
jak wychodziłaś z pokoju wychowawców. Byłaś bardzo zamyślona. Tak szłaś i
szłaś, gdy nagle się zatrzymałaś i znów tam wróciłaś. Co Cię tak nurtuje? Może
mogę Ci jakoś pomóc?
Ania była jedną z koleżanek z którą miałam nawet dobry
kontakt. Nie wiedziałam, czy powiedzieć jej o rodzicach. Postanowiłam zrobić to
innym razem, po prostu marzyłam tylko o tym, żeby znaleźć się jak najszybciej w
łóżku, zasnąć i o niczym nie myśleć.
- To nic takiego. Nie ma się czym przejmować.
- No dobrze, ale jakbyś chciała porozmawiać, to zawsze
możesz do mnie przyjść. O każdej porze.
- Będę pamiętała- uśmiechnęłam się, a Ania odeszła.
Poczułam ucisk w sercu. Nie wiem jak będzie na tym spotkaniu, jak mam się
zachowywać. Będę musiała się długo przygotowywać do tego wydarzenia. No, ale na
dzisiaj koniec z rozmyślaniem.
Na śniadaniu nie widziałam P. Beaty. Pewnie przyjdzie później. Wychodząc z jadalni
od razu ujrzałam ją niedaleko stołówki. Z Chciałam do niej podejść, lecz
zrezygnowałam w chwili, gdy ujrzałam, że z kimś rozmawia. Nie chciałam
przeszkadzać. Stała z dwójka ludzi. Nasze spojrzenia się zderzyły. Zachęcająco
machnęła do mnie ręką, abym podeszła. Nie wiedziałam co się dzieje. Gdy
stanęłam koło niej wyjaśniła mi, co jest grane:
- Julio to są twoi rodzice.
- Państwo jesteście moimi rodzicami?
- Tak, Juleńko- odpowiedziała miłym głosem kobieta.
- Ale jak to? Przecież spotkanie miało być później?
- No tak, ale gdy napisałam odpowiedź to pani Izabela
wraz z mężem chcieli Cię odwiedzić już dzisiaj. Nie zdążyłam Ci o tym
powiedzieć, gdyż już spałaś, a nie chciałam Cię budzić.
Byłam wstrząśnięta. Wiem, bardzo chciałam się spotkać z
moimi rodzicami, ale nie tak od razu. Nie wiem co mam zrobić. Wybuchłam:
- Trzeba było mnie obudzić! Przepraszam, ale ja…
Nie kończąc zdania puściłam się biegiem. Wpadłam do
pokoju, rzuciłam się na łóżko cały czas płacząc. Dlaczego mnie nie obudziła? No
bo co, wychodzę sobie ze stołówki patrzę, a tu moja mamuśka z tatusiem. Co to w
ogóle ma być? Wiem, że zachowałam się nie tak jak powinnam, ale nie będę
udawać, ze wszystko jest w jak najlepszym porządku. Wiedziałam, że się z nimi spotkam,
ale nie wiedziałam, że tak od razu. Po chwili do pokoju weszła p. Beata.
- Przepraszam- bąknęłam lekko zawstydzona.
- Nie, to ja ciebie przepraszam, że to wszystko tak szybko
się zdarzyło. Po prostu Twojej mamie zależało, żeby to było jak najszybciej.
- No, ale tak na następny dzień? Naprawdę nie mogłam
inaczej. Bardzo mnie pani zaskoczyła, a ja się nie przygotowałam.
- Nic się nie stało. Jak chcesz się zobaczyć ze swoimi
rodzicami to masz jeszcze okazje. Są w moim gabinecie.
- Chwilowo nie mam ochoty na żadne spotkania. Wiem,
jestem już prawie dorosła i nie powinno
tak być, ale ja nie umiem tak zwyczajnie
z nimi rozmawiać.
- Rozumiem. Jak będziesz gotowa to mi powiedz.
- Oczywiście.
Najbliższą godzinę spędziłam leżąc na łóżku. Nagle do
pokoju wpadła rozradowana Ania. Spojrzała na mnie i się uśmiechnęła.
- Dalej potwierdzasz swoją wersję, że nic się nie stało?
Nie musisz udawać, że wszystko jest w porządku, przecież widzę co się z Tobą
dzieje.
- Ale ja naprawdę…
- Oj przestań, przestań, chodź przejdziemy się. Po drodze
nie musisz nic mówić, ale świeże powietrze działa kojąca i podobno otwiera
umysł-roześmiała się ciągnąc mnie za rękę.
- No dobrze, już dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz