wtorek, 30 października 2012

I rozdział


Nikt inny nie ma wpływu na to co się dzieje w naszym życiu poza nami. Ta myśl nurtowała mnie od rana, kiedy to przez zniszczone już okno, wpadały jeden po drugim promyki słońca. Właśnie siedziałam w zużytym fotelu, który stał w tym pomieszczeniu od założenia tego domu. Miałam dzisiaj wolne od szkoły, więc postanowiłam dłużej nie tracić czasu i zrobić coś ze sobą. Stwierdziłam, że pójdę do pobliskiej biblioteki. Idąc krętymi ulicami, przyglądałam się przechodniom. Nagle mój wzrok napotkał dwie koleżanki. Były takie radosne, widać było, że bardzo lubią swoje towarzystwo.  Poczułam ucisk w sercu. Wiedziałam, że w szkole nie mam żadnej przyjaciółki, gdyż żadna z tamtejszych uczennic, nie okazuje chęci przyjaźni z sierotą. No cóż, co na to poradzić. Przynajmniej mam jakieś koleżanki w swoim ,,domu”. Może nie do końca jest tak pięknie, ale da się z nimi porozmawiać. Pchnęłam mosiężne drzwi i poczułam ciepło wydobywające się z kaloryferów. Wzięłam książkę i usiadłam wygodnie na krześle. Tak bardzo zagłębiłam się w lekturę, że straciłam poczucie czasu. Nagle usłyszałam głos:
- Przepraszam, ale zaraz musimy zamykać- była to pani z biblioteki.
- Och…oczywiście już się zbieram- odpowiedziałam po czym posłusznie ubrałam się i wyszłam.
Na dworze panował jeszcze większy ziąb niż wcześniej. Opatulona w szal, ruszyłam w kierunku sierocińca. Wnet poczułam, że wpadam w coś twardego. Oczywiście, zderzyłam się z którymś z przechodniów.
- Uważaj jak chodzisz!- krzyknął ów młodzieniec.
- Przepraszam bardzo, zamyśliłam się trochę- odpowiedziałam nieśmiało.
Był to wysoki chłopak o ogromnych brązowych oczach, a jego ciemne włosy rozchodziły się na wszystkie strony. Od razu mi się spodobał, jednak nie do końca podobało mi się jego zachowanie.
- Następnym razem nie myśl tak intensywnie, bo jeszcze komuś krzywdę zrobisz tak wpadając- odpowiedział nieco łagodniejszym tonem.
- Naprawdę bardzo mi przykro, wszystko ok?
- Tak w porządku, a z Tobą?
- Jak najbardziej. Przepraszam, ale muszę już iść i przykro mi, że tak się stało.
- Oczywiście. Zapomnijmy. W sumie, to nie potrzebnie tak wybuchłem, za co również przepraszam.
Uśmiechnął się po czym odwróciłam się i odeszłam. Gdy wróciłam do swojego pokoju, dostrzegłam małą karteczkę leżącą na moim łóżku. Widniała na niej informacja:
Musimy porozmawiać. Mam bardzo ważną wiadomość  dla Ciebie. Bardzo pilne. P. Beata
Bardzo się zdziwiłam, po czym ruszyłam w kierunku pokoju wychowawców. P. Beata siedziała na sofie. Gdy mnie ujrzała uśmiechnęła się serdecznie i zaprosiła do środka.
- Odczytałam pani wiadomość. Czy coś się stało?
- Nic złego, po prostu…nie wiem jak Ci to powiedzieć.
- Zwyczajnie.
- No dobrze, dostałam wiadomość od Twojej mamy.
-Że co?! Moja mama się odezwała?!- poczułam zarazem przypływ radości jak i złości- Dopiero teraz się zainteresowała, przypomniała sobie o córce.  W sumie to nie wiem jak mam to odczuć.
- Ja też nie, ale chyba nie ma złych intencji.
- No, ale co napisała, niech pani mówi- ponaglałam
- Napisała…
- No niech pani w końcu powie.
- Napisała, że razem ze swoim mężem, a Twoim tatą chciałaby się z Tobą spotkać, ale ja nie wiem co jej odpowiedzieć, bo nie wiem czy Ty tego chcesz- oznajmiła.
Miałam mieszane uczucia. Oczywiście, że chciałam się zobaczyć z mamą, ale minęło sporo czasu, a ona nawet mnie nie zna. Jednak z drugiej strony chciałam ją poznać. Lecz dlaczego dopiero teraz tak się stało? Wcześniej jakoś się mną nie interesowała, a teraz ją tak olśniło i postanowiła od tak się spotkać ze swoją córką, którą pozostawiła zaraz po urodzeniu.
- Czy muszę teraz odpowiedzieć?
- Oczywiście, że nie. Wiem, że to jest trudna decyzja, dlatego masz czas do końca tygodnia. Jeżeli chciałabyś porozmawiać z kimś na ten temat, to służę pomocą.
- Dziękuje bardzo.
Wstałam i wyszłam. I co ja mam zrobić? Pustka w głowie coraz bardziej dawała się we znaki. W tej oto chwili doznałam w sobie uczucie tęsknoty. Pomimo tego wszystkiego co się stało w przeszłości, chciałabym poznać swoich rodziców. W końcu może wszystko się ułoży. Zawróciłam i ponownie zapukałam do drzwi niedawno opuszczonego pokoju. P. Beata bardzo się zdziwiła, gdy mnie ujrzała.
- Chciałabym hm… to znaczy, jestem gotowa i chcę się spotkać z moimi rodzicami.
- Widzę, że nie potrzebowałaś, aż tak dużo czasu do namysłu. Lecz czy jesteś gotowa?
- Od 17 lat jestem sama, więc stwierdziłam, że może wszystko się zmieni po spotkaniu z nimi.
- Bardzo się cieszę, że się zgodziłaś. Zaraz odpiszę twojej mamie. Jak dowiem się o jakiś szczegółach to Cię poinformuję.
- Dziękuje bardzo. Za wszystko.
Moja rozmówczyni spojrzała na zegar i westchnęła:
- Dosyć wrażeń jak na jeden dzień. Już późno, Julio idź się połóż. Dobranoc.
Przytuliła mnie po czym ja wstałam i pożegnawszy się ruszyłam w kierunku pokoju, w którym spałam. Stało tam sześć łóżek, gdyż ze mną w pokoju były jeszcze inne koleżanki. Dwie już leżały a pozostałe, krzątały się po pomieszczeniu. Podeszłam do łóżka i już miałam się zacząć szykować do snu, gdy podeszła do mnie Ania.
- Julka, czy coś się stało?
- Nie, a dlaczego pytasz?
- Bardzo dziwnie się dzisiaj zachowujesz. Widziałam cię jak wychodziłaś z pokoju wychowawców. Byłaś bardzo zamyślona. Tak szłaś i szłaś, gdy nagle się zatrzymałaś i znów tam wróciłaś. Co Cię tak nurtuje? Może mogę Ci jakoś pomóc?
Ania była jedną z koleżanek z którą miałam nawet dobry kontakt. Nie wiedziałam, czy powiedzieć jej o rodzicach. Postanowiłam zrobić to innym razem, po prostu marzyłam tylko o tym, żeby znaleźć się jak najszybciej w łóżku, zasnąć i o niczym nie myśleć.
- To nic takiego. Nie ma się czym przejmować.
- No dobrze, ale jakbyś chciała porozmawiać, to zawsze możesz do mnie przyjść. O każdej porze.
- Będę pamiętała- uśmiechnęłam się, a Ania odeszła. Poczułam ucisk w sercu. Nie wiem jak będzie na tym spotkaniu, jak mam się zachowywać. Będę musiała się długo przygotowywać do tego wydarzenia. No, ale na dzisiaj koniec z rozmyślaniem.
Na śniadaniu nie widziałam P. Beaty.  Pewnie przyjdzie później. Wychodząc z jadalni od razu ujrzałam ją niedaleko stołówki. Z Chciałam do niej podejść, lecz zrezygnowałam w chwili, gdy ujrzałam, że z kimś rozmawia. Nie chciałam przeszkadzać. Stała z dwójka ludzi. Nasze spojrzenia się zderzyły. Zachęcająco machnęła do mnie ręką, abym podeszła. Nie wiedziałam co się dzieje. Gdy stanęłam koło niej wyjaśniła mi, co jest grane:
- Julio to są twoi rodzice.
- Państwo jesteście moimi rodzicami?
- Tak, Juleńko- odpowiedziała miłym głosem kobieta.
- Ale jak to? Przecież spotkanie miało być później?
- No tak, ale gdy napisałam odpowiedź to pani Izabela wraz z mężem chcieli Cię odwiedzić już dzisiaj. Nie zdążyłam Ci o tym powiedzieć, gdyż już spałaś, a nie chciałam Cię budzić.
Byłam wstrząśnięta. Wiem, bardzo chciałam się spotkać z moimi rodzicami, ale nie tak od razu. Nie wiem co mam zrobić. Wybuchłam:
- Trzeba było mnie obudzić! Przepraszam, ale ja…
Nie kończąc zdania puściłam się biegiem. Wpadłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko cały czas płacząc. Dlaczego mnie nie obudziła? No bo co, wychodzę sobie ze stołówki patrzę, a tu moja mamuśka z tatusiem. Co to w ogóle ma być? Wiem, że zachowałam się nie tak jak powinnam, ale nie będę udawać, ze wszystko jest w jak najlepszym porządku. Wiedziałam, że się z nimi spotkam, ale nie wiedziałam, że tak od razu. Po chwili do pokoju weszła p. Beata.
- Przepraszam- bąknęłam lekko zawstydzona.
- Nie, to ja ciebie przepraszam, że to wszystko tak szybko się zdarzyło. Po prostu Twojej mamie zależało, żeby to było jak najszybciej.
- No, ale tak na następny dzień? Naprawdę nie mogłam inaczej. Bardzo mnie pani zaskoczyła, a ja się nie przygotowałam.
- Nic się nie stało. Jak chcesz się zobaczyć ze swoimi rodzicami to masz jeszcze okazje. Są w moim gabinecie.
- Chwilowo nie mam ochoty na żadne spotkania. Wiem, jestem już prawie dorosła  i nie powinno tak być, ale ja nie umiem  tak zwyczajnie z nimi rozmawiać.
- Rozumiem. Jak będziesz gotowa to mi powiedz.
- Oczywiście.
Najbliższą godzinę spędziłam leżąc na łóżku. Nagle do pokoju wpadła rozradowana Ania. Spojrzała na mnie i się uśmiechnęła.
- Dalej potwierdzasz swoją wersję, że nic się nie stało? Nie musisz udawać, że wszystko jest w porządku, przecież widzę co się z Tobą dzieje.
- Ale ja naprawdę…
- Oj przestań, przestań, chodź przejdziemy się. Po drodze nie musisz nic mówić, ale świeże powietrze działa kojąca i podobno otwiera umysł-roześmiała się ciągnąc mnie za rękę.
- No dobrze, już dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz