piątek, 2 listopada 2012

III rozdział



Weszłam do dobrze znanego mi gabinetu. Oczekiwana przeze mnie osoba siedziała w fotelu.
- Słucham cię Julio- powiedziała.
- Przyszłam w sprawie…- zawahałam się, lecz później swobodnie dokończyłam- moich rodziców.
- Czyżbyś się zdecydowała?- zapytała z uśmiechem
Jeszcze przed wejściem do tego pomieszczenia byłam spokojna, ale nie wiedziałam, że będę się aż tak stresować, no bo przecież jestem tego pewna. Myślałam o tym tyle razy, a po tej rozmowie z Anią to byłam pewna stu procentowo i nie było mowy o wycofaniu się. Nie to, że chce zmienić zdanie, jednak zastanowiło mnie to, że jest mi tak ciężko opowiedzieć o tym p. Beacie. ,,Dobra weź się w garść i powiedz to co postanowiłaś’’- pomyślałam i odpowiedziałam:
 - Tak, zdecydowałam się- odpowiedziałam, a mój głos tym razem mnie nie zawiódł- postanowiłam się z nimi spotkać i wykorzystać daną mi szansę.
- Cieszę się bardzo, że tak postanowiłaś. Kiedy byś chciała się z nimi spotkać?
- Jak najszybciej, nawet już jutro- odpowiedziałam od razu, nie wahając się nawet na chwilę. Zobaczyłam zdziwienie na jej twarzy. Była zaskoczona, że tak szybko chcę się spotkać- stwierdziłam, że nie ma na co czekać, a ja wcześniej nie wykorzystując sytuacji, zachowałam się strasznie, jak jakiś dzieciak.
- Więc dobrze, zaraz zadzwonię do Twojego taty i go poinformuję o zaistniałej sytuacji.
- Tylko mam jedną prośbę. Niech to będzie po szkole, dobrze?
- Naturalnie, jednak na ten jeden dzień mogę Cię zwolnić ze szkoły.
- Nie ma takiej potrzeby.
- Tak więc, już zabieram się za telefon i dzwonię.
- Dziękuje.
- Nie ma sprawy- uśmiechnęła się, po czym wstałam i wyszłam. Skierowałam się w kierunku stołówki, gdyż już trwała kolacja. Wchodząc do zatłoczonego pomieszczenia, usiadłam obok Ani. Spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
- Tak, wszystko załatwione- odpowiedziałam machinalnie.
- To się cieszę, a do szkoły jutro idziesz?
- Idę, idę.
Szkoda, że moja koleżanka nie chodzi do tej samej szkoły co ja, może wtedy nie czułabym się taka samotna. No, ale cóż takie życie, a mnie spotkało takie szczęście.
- Nic nie jesz?- zdziwiła się
- W sumie, to nie jestem głodna.
- Powinnaś cos zjeść, ale zmuszać Cię nie będę. To w takim razie idziemy? Bo ja już skończyłam.
- Oczywiście.
Obie wstałyśmy i poszłyśmy do pokoju. Bałam się jutrzejszego spotkania, ale co będzie to będzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz