niedziela, 18 listopada 2012

VII rozdział.


Dojechałyśmy w niecałe pół godziny. Dom wydawał się ogromny. Wysiadłszy z samochodu ruszyłam za mamą. Wchodząc przez ogromne zielone drzwi ujrzałam nieduży hol, który prowadził do salonu. W tle słyszałam głosy komentatorów, które zapewne dobiegały z salonowego telewizora. Kobieta, gestem ręki zaprosiła mnie do wielkiego pomieszczenia. Stała tam duża sofa, na której leżał mój tata. Wyglądał o niebo lepiej. Spojrzał na mnie i szeroko się uśmiechnął. Rozłożył ramiona, w których chwilę potem się znalazłam. Mama poszła do kuchni, aby przygotować coś do jedzenia, a ja usiadłam koło taty. Nastąpiła trochę krępująca cisza. Nagle przerwał ją mój towarzysz.
- Przepraszam Cię.
- Nie bardzo rozumiem za co.
- Przepraszam Cię za to, że dzisiaj nie możemy nigdzie pójść, za to, że wtedy nie przyjechaliśmy i za to, że musiałaś się męczyć, aby przyjeżdżać do mnie do szpitala.
- Ależ nie ma sprawy. Nie przyjeżdżałam do szpitala bo musiałam, lecz dlatego, że chciałam, martwiłam się. I nie masz za co przepraszać, wypadki chodzą po ludziach, niestety jednak to przytrafiło się Tobie. A jak się czujesz?
- Bardzo dobrze. Myślę, że jeszcze kilka dni i w końcu będę w stanie wyjść na spacer, a wtedy gwarantuję Ci, że wynagrodzę Ci ten stracony czas- po czym uśmiechnął się najserdeczniej jak mógł i mocno mnie przytulił. Przerwało nam wejście mamy z talerzem pełnym jedzenia.
- I kto to wszystko zje? –zapytałam ze zdziwieniem i rozbawieniem.
- No, a kto jak nie ty?- zaśmiała się mama- jesteś taka drobna, więc kilka kilogramów Ci nie zaszkodzi. No i tata ostatnio ma wilczy apetyt.
Wbrew moim przypuszczeniom wspólnymi siłami, w mgnieniu oka wszystko zjedliśmy. Bardzo dużo rozmawialiśmy, jednak ja wiedziałam na jaki temat będę chciała porozmawiać, a to wcale nie będzie łatwe. Postanowiłam, że poczekam na bardziej odpowiedni moment. Następne godziny mijały tak, jakbym była w jakimś śnie. Wspólnie się śmialiśmy graliśmy w jakieś gry, które pomimo mojego wieku dawały mi wiele radości. Widziałam, że z każda minutą, godziną tata jest coraz słabszy. Po późnym obiedzie, siedząc przy stole powiedział, że jest bardzo zmęczony i musi się położyć. Mama pomogła mu wstać, po czym pożegnał się ze mną i wraz z nią poszedł do pokoju. Widziałam ten smutek w jego oczach, gdy mnie opuszczał. Wiedziałam, że chciałby jeszcze pobyć wśród nas, spędzić ten czas w gronie rodzinnym. Niestety jego zdrowie na to nie pozwalało. Po kilku minutach do kuchni wróciła mama. Zebrała naczynia i ruszyła do zlewu.
- Pomogę Ci- zaoferowałam się.
- Przestań, jesteś u mnie gościem, a goście nie sprzątają.
- Jestem twoją córką.
Spojrzała się na mnie, a ja wiedziałam, że nadszedł ten moment, na który czekałam. Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, ale nie wiedziałam, jak zacząć. Mama zaczęła myć talerze, więc się przyłączyłam.
- Chciałabym o coś zapytać –zaczęłam nie pewnie, lecz za nim zdążyłam coś jeszcze z siebie wydusić, mama zaczęła mówić.
- Domyślam się co chcesz wiedzieć. Wiedziałam, że kiedyś będę musiała Ci o tym opowiedzieć, lecz łudziłam się, że może o to nie zapytasz. Wiem głupio myślałam, bo ty jesteś już duża, a to jest znaczący fakt w sprawie. Otóż…
- Jeśli nie jesteś jeszcze w stanie o tym rozmawiać, to zrozumiem i poczekam.
- Nie, kiedyś i tak mnie to czeka, a Ty za długo nie otrzymywałaś odpowiedzi na to pytanie. Chodź, usiądźmy.
Zakręciła wodę i usiadła na pobliskim krześle, odsuwając drugie dla mnie.
- Twojego tatę, a mojego męża poznałam jeszcze za lat młodzieńczych. Ślub wzięliśmy po czterech latach naszej znajomości. Moja mama nie do końca akceptowała nasz związek i była przeciwko temu, abyśmy po tak krótkiej znajomości brali ślub. Jednak my wiedzieliśmy, że byliśmy i jesteśmy dla siebie przeznaczeni. Postanowiłam, że pomimo wszystko kocham Franka i chcę spędzić z nim resztę mojego życia.
- A Twój tato?
- Mój tato zawsze we wszystkim popierał moją mamę, więc nie mogłam liczyć na pomoc z jego strony, co do przekonania mamy. Tak jak już mówiłam, chciałam być szczęśliwa właśnie z nim. Innego scenariusza nie widziałam.
- Przecież tata też miał rodziców prawda?
-  Owszem miał, lecz on wyprowadzając się z domu pokłócił się z nimi i oni wyjechali za granicę. Do tej pory żadna ze stron się nie odezwała. I to mnie najbardziej boli, bo nawet nie wiem o co chodzi w tej całej waśni, a Franek za żadne skarby świata mi nie powie. Chociaż może kiedyś doczekam się tego momentu, kiedy usłyszę całą prawdę. No, ale nie o tym mowa. Więc wracając do wątku, wzięliśmy ten ślub, jednak nie była to huczna uroczystość, gdyż Franek dopiero zaczynał pracę w biurowcu a ja także niewiele zarabiałam na pisaniu artykułów do gazet. Razem zamieszkaliśmy w małym mieszkanku w wieżowcu. Było nam bardzo ciężko, lecz mając siebie mieliśmy wszystko i nie narzekaliśmy.  Dzień, w którym dowiedziałam się, że jestem z Tobą w ciąży był jednym z najpiękniejszych dni w moim życiu. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo się cieszyłam. Jednak późniejsze wydarzenia sprawiły, że wyrosły przeszkody.
Mama zawiesiła głos. Wiem, że jest jej ciężko o tym opowiadać. Jednak co sprawiło, że stało się tak jak się stało. Na odpowiedź długo nie musiałam czekać.
-  Podczas ciąży były różne komplikacje, a lekarz zalecił mi dużo odpoczynku co sprawiło, że nie mogłam chodzić do pracy. Ze względu na nasz stan finansowy, nie mogłam tak po prostu zostawić wszystkiego na jakiś czas. Dogadałam się z szefem i pozwolił mi pracować w domu. Nie było to takie proste do zrealizowania, gdyż ja byłam bardzo słaba i nie miałam siły siedzieć i pisać. Z kolei wiedziałam, że jeśli będę się za bardzo przemęczać i zmuszać do pisania to, to źle się odbije na Tobie. Mój mąż bardzo mi pomagał, jednak wszystkiego za mnie nie mógł zrobić. Te dziewięć miesięcy to był jakiś horror, a zarazem najpiękniejszy okres w życiu. Bałam się, że przez moją nieodpowiedzialność, to Ty zapłacisz, więc postanowiłam skupić się tylko na nas, a resztę przesunąć na drugi plan. Przyznam się szczerze, że nie było łatwo, a wręcz przeciwnie, droga pięła się do góry. Gdy nadszedł czas rozwiązania byłam na skraju wymęczenia. W chwili gdy wzięłam Cię na ręce, poczułam, że było warto, że dla takich chwil warto żyć, dla takich chwil warto się męczyć. Wtedy zapomniałam o wszystkich problemach i zmartwieniach. Byłaś tylko Ty i Twój tata. Gdy wróciłam do pracy, a raczej po materiał, aby móc kontynuować pracę w domu, dowiedziałam się, że już tam nie pracuję. Załamałam się. Nie wiedziałam co zrobimy. Myślałam o mamie. Postanowiłam, że to będzie ostatni ratunek. I właśnie wyszło tak, że to na niej spoczywała nadzieja na pomoc. Zadzwoniłam do niej i okazało się, że leży w szpitalu. Miała zawał serca. Spakowałam się szybko i ruszyłam do niej. Gdy dotarłam na salę zdążyła mi tylko powiedzieć: ,,przepraszam’’ i odeszła.
Nie wiem jak się zachować, czy mam coś powiedzieć, czy ją przytulić? Miała takie smutne oczy. Nigdy jej takiej nie widziałam. Po krótkiej chwili ciszy kontynuowała.
- Po kilku dniach odbył się pogrzeb. Całą trójką tam pojechaliśmy. Najbardziej czego żałowałam to tego, że nigdy nie miała okazji, aby Cię zobaczyć Julio. Nie wiem nawet, czy wiedziała o twoim istnieniu. W domu było coraz gorzej. Nie mieliśmy na kogo liczyć. W końcu naszą sytuacją zainteresowały się odpowiednie służby. Po jakimś czasie zdecydowali, że nie możesz u nas mieszkać i zabrali Cię do domu dziecka. Na początku Cię odwiedzaliśmy, jednak coraz bardziej czułam, że nie powinnaś nas znać, gdyż pozwoliliśmy, aby nam Ciebie odebrali. Czułam wstyd. Po kilku latach ustatkowaliśmy się, ale ja bałam się, że nie będziesz chciała nas znać. Gdy dostaliśmy informację, że przenoszą Cię do innego ośrodka tutaj w tym mieście, wspólnie zdecydowaliśmy, że poszukamy sobie tutaj lokum i  będziemy o Ciebie walczyć. Niestety, stchórzyłam. Bałam się, a z każdym dniem było coraz gorzej bo Ty stawałaś się coraz starsza i coraz więcej rozumiałaś. Wiem, wiem to był ogromny błąd, powinnam była nie tracić z Tobą kontaktu i odebrać cię jak najszybciej. Przepraszam Cię bardzo.
I po raz kolejny nastąpiła cisza. Z jednej strony rozumiem ją, ale no nie wiem.
- A w sumie co skłoniło Was do odezwania się?
-Hmm… otóż pewnego dnia Franek powiedział, że ma tego dosyć i musimy Cię odzyskać, bo w końcu jesteś naszą córką, a rodzina musi być razem. Postanowiłam, że koniec tego i że on ma racje no i stało się tak jak się stało. Naprawdę jest mi głupio, wiem minęło dużo czasu i zrozumiem jeśli nam nie wybaczysz i nie będziesz chciała do nas przyjeżdżać.
No i co teraz? Mam mętlik w głowie. Jak tak sobie myślę to ja sama nie widziałabym co miałabym zrobić. Jeśli już postanowili się ze mną spotkać, to nie odrzucę ich i nie będę żyła samotnie.
- Rozumiem. Jest mi przykro tylko dlatego , że nie zdecydowaliście się mnie odwiedzić wcześniej. Czekałam na Was. Gdy byłam mała, każdego dnia siedziałam w oknie oczekując chwili, w której wejdziecie przez te drzwi.  Z czasem przestałam. I gdy p. Beata powiedziała mi, że chcecie się ze mną spotkać, ucieszyłam się, lecz gdy tak od razu przyszliście na drugi dzień to mnie to trochę zaskoczyło i pogubiłam się.
Mama spojrzała na mnie wzrokiem pełnym miłości i przytuliła bardzo mocno. Czułam jak jej łzy kapią na moje ramię.
- Och, tak bardzo Cię przepraszam. Tak mi przykro. Jest mi strasznie głupio, że się nie odważyłam.
Gdy się uspokoiłyśmy i opadłyśmy z wrażeń siedziałyśmy po prostu milcząc.
- Dziękuję, że mi to opowiedziałaś- usłyszałam swój głos.
- Kiedyś i tak bym musiała, a lepiej żebyś się teraz o tym dowiedziała niż później.
Reszta razem spędzonych chwil minęła na długiej rozmowie. Mama opowiedziała mi o oświadczynach mojego taty. Bardzo bym chciała spotkać takiego mężczyznę, jakim jest mój tata. Chciałabym, aby mój przyszły partner kochał mnie równie mocno jak on swoją żonę.
Zanim się obejrzałam na zegarze wybiła osiemnasta. Po szybkiej kolacji, obie ruszyłyśmy do samochodu, którym przyjechałyśmy pod dom dziecka. Ciężko jest mi się rozstać, jednak wiem, że nie mam wyjścia i że z pewnością nie jest to ostatnie nasze spotkanie. Machając weszłam do budynku. Otuliła mnie fala ciepła. Przed pójściem do pokoju zajrzałam do p. Beaty i ,,zameldowałam się’’. Byłam strasznie zmęczona, więc wzięłam szybki prysznic i padłam na łóżko. Zasnęłam szybko, bez problemów. Obudziło mnie lekkie szturchanie Ani. Otworzyłam oczy. Nie było jeszcze zupełnie ciemno, a wszyscy chyba szykowali się do snu. Tak, był wieczór.
- Co się stało?
- Musimy poważnie pogadać- powiedziała zaniepokojonym głosem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz