poniedziałek, 5 listopada 2012

IV rozdział


Wstałam rano w wyśmienitym humorze. Pospiesznie zjadłam śniadanie i ruszyłam do szkoły. Energia mnie rozpiera no i nie da się ukryć, że nie mogę się doczekać dzisiejszego popołudnia. Podczas porannego posiłku, p. Beata poinformowała mnie, że mam się spotkać z moimi rodzicami o godz. 15 w parku centralnym, skąd później we trójkę gdzieś się udamy.
Lekcje minęły bardzo szybko, jednak nie da się ukryć, że na żadnej nie byłam skupiona. Moje myśli krążyły wokół dzisiejszego spotkania. Gdy wyszłam ze szkoły miałam jeszcze troszkę czasu, więc postanowiłam zostawić plecak w moim pokoju i udać się w umówione miejsce. Wchodząc, minęłam p. Beatę. Przypomniała mi jeszcze o jakże oczekiwanym przeze mnie wydarzeniu. W pokoju zastałam Anię. Ujrzawszy mnie zdziwiła się
- Co Ty tu robisz? Nie powinnaś być teraz ze swoimi rodzicami? Nie mów mi, że zrezygnowałaś?!
- Nie co ty. Spotkanie jest o 15. Jeszcze miałam trochę czasu, więc postanowiłam odnieść plecak.
- A to dobrze. Powodzenia.
Chwilę później znalazłam się na przystanku autobusowym. Nigdy nie lubiłam jeździć autobusami lub innymi środkami komunikacji miejskiej, lecz gdy była potrzeba, to nie miałam innego wyjścia jak skorzystać z tego typu transportu. Jakieś dwadzieścia minut później byłam na miejscu. Zostało trochę czasu, więc pospacerowałam sobie trochę wokół parku. Serce waliło mi coraz bardziej. Z każdą minutą wątpliwości było coraz więcej. A co jak się rozmyślili? A co jak już nie chcą się ze mną widzieć. Spojrzałam na zegarek. Zmartwiłam się trochę gdyż było już dziesięć minut po piętnastej. Było mi zimno, jednak czekałam i czekałam. Chciało mi się płakać, byłam smutna. Chyba nie chcieli mnie znać. Łzy płynęły jedna za drugą. Podniosłam głowę i stała się rzecz dziwna. Moim oczom ukazał się chłopak, z którym zderzyłam się wtedy kiedy wracałam z biblioteki. Chyba mnie nie zauważył. W tej samej chwili, w której o tym pomyślałam nasze spojrzenia się spotkały. Nie miałam ochoty na rozmowę z kimkolwiek, więc odwróciłam się i zaczęłam biec. Szczęście mi sprzyjało, gdyż autobus, którym miałam wrócić akurat zatrzymał się na przystanku. Wskoczyłam do niego i już mnie nie było. Wbiegając do budynku w którym mieszkałam minęłam Anię, która patrzyła w moim kierunku pytającym wzrokiem. Zamknęłam się w toalecie. Nie wiedziałam, że wyglądam tak okropnie. Miałam potargane włosy, a twarz było mokra od łez.
- Co Ty najlepszego wyrabiasz?- powiedziałam do siebie- Po co tak się nastawiałaś, skoro mogłaś się domyśleć, że czeka Cię rozczarowanie? Po kilkunastu minutach uspokoiłam się i wyszłam z toalety.
- Nie teraz, proszę- powiedziałam do mojej przyjaciółki. Ona tylko podeszła do mnie i przytuliła moje ciało, w którym już nie było życia.
- Jak chcesz pogadać to powiedz.
- Jasne- wymusiłam lekki uśmiech po czym położyłam się na łóżku i zasnęłam.
Ze snu zbudził mnie głos Ani.
- Julka, Julka wstawaj. Chodź, kolacja jest.
- Nie jestem głodna, idź sama.
- Idziesz ze mną i już!
Wyciągnęła mnie z łóżka, po czym poszłyśmy na stołówkę. Usiadłam przy stole. Nie byłam głodna, nie miałam ochoty na nic. Nagle podeszła do mnie p. Beata.
- Po kolacji proszę przyjdź do mnie, dobrze?
- Oczywiście.
Nie wiedziałam co mam myśleć. Może ona wiedziała, dlaczego stało się tak jak się stało? Pójdę i zobaczę. Posiłek minął szybko. Wytłumaczyłam mojej towarzyszce, gdzie idę i odeszłam. Zapukałam do drzwi, weszłam.
- Proszę usiądź.
Wykonałam polecenie. Zaraz wszystko się wyjaśni, bynajmniej mam taka nadzieję.
- Jak sama zauważyłaś, nie spotkałaś się dzisiaj ze swoimi rodzicami.
- Owszem i nie wiem co się stało. Rozmyślili się czy co?
- Nie, dalej chcą się z Tobą spotkać jednak, pewne wydarzenie sprawiło, że dzisiaj się nie zjawili.
- Rozumiem, że często takie sytuacje mają miejsce, ale chociaż ktoś mógłby mnie poinformować, a  nie stałam tam jak jakaś idiotka.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że nie mogliby się rozmyślić, gdyż po tym jak dostali pierwszą pozytywną odpowiedź to przyjechali na następny dzień. Musiało stać się coś bardzo ważnego.
- Co się stało? Niech pani mówi!
- Otóż, twój tata miał wypadek.
Nie mogę w to uwierzyć, ale jak to. Tak dzisiaj, dlaczego akurat teraz, dlaczego w ogóle się tak stało?
- Jaki wypadek?
- Auto potrąciło go na przejściu dla pieszych.
- Ale żyje tak?!
- Żyje, jednak nie obeszło się bez urazów. Stan jest ciężki, ale lekarze mówią, że wyjdzie z tego. Bynajmniej mają taką nadzieję.
- To na co my czekamy. Jedźmy proszę, już, natychmiast!
- Juleńko, ale pomyśl, nikt cię tam nie wpuści, jest trochę późno. Porozmawiam z Twoją mamą i zobaczymy co da się zrobić. A teraz wróć do pokoju i przygotuj się do snu.
- Dobrze, już idę i dziękuję za informacje. Dobranoc.
- Dobranoc.
Cały gniew prysł, jak bańka mydlana. Boję się o niego. A jak lekarze się mylą? W sumie lepiej myśleć pozytywnie. Będzie dobrze, bynajmniej tak trzeba myśleć.
Ania zapytała się, o co w tym wszystkim chodzi. Opowiedziałam jej o całej tej sytuacji ze szczegółami. Sama nie wiedziała co powiedzieć. Gdy nasza rozmowa zaczynała się rozkręcać, do pokoju weszła p. Monika, żeby zgasić światło. Postanowiłyśmy, że naszą konwersację dokończymy rano.
Póki nie zasnęłam, moja głowa była pełna sytuacji z dzisiejszego dnia. Nagle przypomniał mi się ten chłopak. Długo o nim nie myślałam, gdyż popadłam w głęboki sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz