czwartek, 8 listopada 2012

V rozdział


Nazajutrz wstałam szybko i popędziłam do pokoju p. Beaty mając nadzieję, że ją tam zastane. Nie rozczarowałam się.
- Chcę pojechać do mojego taty! Już, natychmiast! Proszę!
- Julka, spokojnie. Usiądź, porozmawiajmy.
- Proszę pani tu nie ma czasu na rozmowy, jedźmy proszę, błagam.
- No dobrze. Poczekaj tu proszę chwilkę, muszę rozmówić się z panią dyrektor.
Czas  mi się dłużył i dłużył, zanim p. Beata wróciła minęło z pół wieku. Jednak doczekałam się. Tak jak myślałam p. dyrektor nie widziała przeszkód, abym razem z moim wychowawcą pojechała odwiedzić tatę. Prędko wsiadłam do samochodu. Nie mogłam się doczekać, aż spotkam  się z moimi rodzicami i będę miała okazję z nimi porozmawiać. Pomimo tak wczesnej pory, korki były gigantyczne. Po jakiejś godzinie ujrzałam szpital. Budynek był stary, obdrapany i brudny, jednak to tam dokonywano cudów. Pospiesznie skierowałam się do wejścia. P. Beata nie mogła za mną nadążyć, lecz ja nie chciałam tracić już, ani minuty dłużej. Recepcjonistka pokierowała nas na odpowiedni oddział. W kolejnej recepcji nie chciano nam udzielić żadnych informacji. Gdy już byłam na pograniczu załamania, ujrzałam moją mamę. Mój widok bardzo ją zaskoczył.
- Co Ty tu robisz moje dziecko?- zapytała ze zdziwieniem.
- Ja chcę się zobaczyć…- zanim dokończyłam w drzwiach przez które przed chwilą weszłam stał ten tajemniczy chłopak. Nasze spojrzenia się spotkały. Ja jednak szybko się odwróciłam. On mnie śledzi, czy co? Jednak chyba tu pracuje, bo ma fartuch. Co tu się w ogóle dzieje? Mam mętlik w głowie.
Na ziemie sprowadził mnie głos mojej mamy.
- Niestety nie możesz się z nim zobaczyć. Jego stan się pogorszył i jest na sali zamkniętej.
- Nie, ale ja muszę się  z nim zobaczyć, ja chcę.
- Julio, spokojnie zobaczysz się  z nim tylko nie dzisiaj.
- Ale jak ja już nie zdążę? Tyle lat na to czekałam i teraz nic?
Widziałam to zakłopotanie w oczach stojącej przede mną kobiety, tej która zostawiła mnie przed laty. Nie wiedziała czy, ma mnie przytulic, czy co. Tak bardzo chciałabym, żeby się odważyła i pochwyciła mnie w swoje ramiona. Jednak chyba ona myśli, że może mnie wystraszy, że może ja tego nie chcę? A wręcz przeciwnie! Od zawsze marzyłam o zatopieniu się w ramionach rodziców, od zawsze chciałam mieć prawdziwą rodzinę! A teraz co? Tata jest podłączony do tysiąca kabli, a mama sama nie wie co ma zrobić. Jakie to dołujące.
Wszyscy trochę ochłonęliśmy, a teraz siedzimy na krzesłach pod ścianą. P. Beata postanowiła porozmawiać z mamą na osobności, więc odeszły kilka metrów. Ja zatopiłam się w swoich dłoniach i pogrążyłam się w marzeniach. Nagle poczułam, że koło mnie ktoś siada. Pomyślałam, że kobiety skończyły rozmawiać, jednak usłyszałam nieznajomy głos:
- Przepraszam, czy mogę Ci jakoś pomóc?
Podniosłam głowę i ujrzałam tego chłopaka ze zderzenia po wizycie w bibliotece, z parku i tego, który stał w drzwiach. Zamurowało mnie, nie wiedziałam co zrobić no i co powiedzieć. Zanim zdążyłam cokolwiek z siebie wydusić on zaczął mówić.
-Jestem Filip. Pamiętasz mnie?
- yyy… Tak pamiętam Cię, aż za dobrze. Czego ty ode mnie chcesz, co? Śledzisz mnie?
- Coś ty. Nasze spotkania to same przypadki.  
- To co tu robisz?                     
- Ja tutaj pracuje jako wolontariusz ze szkoły. Jest taka akcja, więc się zapisałem i oto jestem.
-  Aha.
-  Słuchaj, jeszcze raz bardzo Cię przepraszam za to zderzenie wtedy na ulicy, naprawdę nie…
-  Powtarzasz się. Nie ma sprawy to była też moja wina.
- Może w czymś Ci pomóc. Co tutaj robisz?
- A w sumie mógłbyś mi pomóc w jednej sprawie. Nikt mi nie chce powiedzieć co się dzieje z moim tatą. Leży na jakiejś zamkniętej sali.
- Ach… wiem o kogo Ci chodzi. To twój tata?
- Oj, długa historia. Powiedz mi co z nim się dzieje?
- Nie mogę Ci powiedzieć za dużo, lecz nie jest z nim za dobrze. Oddychać sam nie jest w stanie i z każdą godziną jest coraz gorzej, chociaż lekarze robią tyle ile mogą.
- Tylko mi nie mów, że on niedługo umrze?!
- Uwierz, to są bardzo dobrzy lekarze, pomogą mu  na 100%.
Nagle rozmowę nam przerwał krzyk jednego z lekarzy, który wzywał mojego rozmówcę.
- Może kiedyś zabiorę Cię na kawę w ramach przeprosin za tamten incydent?
-Nie trzeba. Słuchaj bardzo Ci dziękuję za informacje, ale więcej do mnie nie podchodź, zachowuj się tak, jakbyśmy się nie znali.
I odszedł. Może i go polubiłam, ale ja jestem dziewczyną z domu dziecka, a gdyby się o tym dowiedział to i tak zakończyłby naszą znajomość. Więc bez sensu się bawić w jakieś gry.
Po kilku minutach wróciły obie kobiety.
- Julia, z kim Ty rozmawiałaś?
- A jakiś wolontariusz pytał się co tu robie i takie tam, nic ważnego.
- Aha, bo słuchaj ja muszę wracać do domu dziecka, ale jak chcesz zostać tutaj to twoja mama ciebie później odwiezie. To jak?
- No ok, nie ma problemu, ale przecież mogę wrócić autobusem. Nie będę robić kłopotu.
Dopiero teraz wtrąciła się kobieta.
-  To żaden kłopot, tylko myślę, że bez sensu tutaj siedzieć. Julia jedź do domu.
Stanowczo odmówiłam, postanowiłam zostać. Ostatecznie Dużo czasu spędziłam w tym szpitalu. Bardzo dużo rozmawiałam z moją mamą, lecz nie usłyszałam całej historii o tym, dlaczego mnie zostawiła, a sama bałam się zapytać. W okresie podwieczorku dotarłam do ,,mojego’’ pokoju. Stwierdziłam, że kiedyś trzeba odrobić lekcje, choć nie byłam pewna, czy teraz uda mi się skupić nad zadaniami. Ostatecznie spięłam się w sobie i zrobiłam wszystko co miałam do zrobienia. Dopiero teraz zorientowałam się, że przez jakieś 2 godziny nikogo tutaj nie było. Zdziwiło mnie to, ponieważ w tym pokoju zawsze ktoś jest. Zeszłam na dół, lecz zanim zdążyłam się rozejrzeć do swojego gabinetu ściągnęła mnie p. Beata. Powiedziała mi, że nie mogę codziennie jeździć do szpitala, gdyż wtedy będę zaniedbywać obowiązki szkolne. Obie znalazłyśmy wyjście z sytuacji. Ustaliłyśmy, że będę tam jeździła raz od poniedziałku do piątku i raz w weekend (chyba, że p. Beata się zgodzi to będę tam jeździła i w sobotę i w niedzielę). Uradowana wróciłam do pokoju. Jednak nie zastałam go takim, jaki był nim wyszłam. W tłumie dziewcząt od razu zauważyłam Anię. Podbiegłą do mnie z pytającym wzrokiem.
- Coś się stało?- zapytałam niepewnie.
- Lepiej Ty opowiadaj co u twojego taty?
- U taty nie za dobrze. A czekaj! Skąd ty wiesz, że byłam w szpitalu?
- P. Beata mi powiedziała jak wróciła z powrotem . Strasznie się bałam o ciebie, bo do tamtej pory nie wiedziałam gdzie jesteś.
- Przepraszam, ale nie zdążyłam Cię o tym poinformować.
- A kiedy znów tam jedziesz?
-  Nie wiem jeszcze, ale postaram się pojechać pojutrze.
Koniec dnia jak i noc minęły bardzo szybko. Z samego rana ustaliłam z p. Beatą, że jutro jedziemy do taty. Byłam taka szczęśliwa, bo miałam nadzieję, że go w końcu zobaczę i że mu się polepszyło. Ten dobry humor utrzymywał się do końca dnia. Dopiero wstając rano dnia następnego, zdałam sobie sprawę, że z tatą może być jeszcze gorzej i wolałam już nie myśleć co się później stanie. Jednak starałam się nastawić pozytywnie. Lekcje dłużyły się w nieskończoność, aż w końcu nadszedł upragniony koniec. Tak jak się umawiałam z moją wychowawczynią, czekała już na mnie pod szkoła. Wsiadłam i nas nie było. Jakiś czas później dotarłyśmy na miejsce. Nie zatrzymując się przy recepcji, pognałam na odpowiedni oddział. Gdy trafiłam do celu, od razu spostrzegłam moją mamę rozmawiającą z tym Filipem. Odwróciłam wzrok. Po chwili zakończyła rozmowę i podeszła do nas. Promieniała radością. Wyglądała tak samo jak wtedy, w domu dziecka, kiedy ujrzałam ją po raz pierwszy. Miała dla nas wspaniałe wieści. Powiedziała, że organizm ojca zaczął reagować na leki i powoli się regeneruje. W końcu pozwolono mi wejść na salę, aby go ujrzeć. Jednak przygnębiające było to, że jest w śpiączce, ponieważ tak jest lepiej dla niego. Żałuję tego, że nie mogę z nim porozmawiać. Mama usiadła koło mnie i objęła mnie ramieniem. Jak ja długo na to czekałam. Od niej biło takie ciepło, to było ciepło matki, kochającej matki. Nie obchodzi mnie to, dlaczego mnie zostawiła, nie obchodzi mnie to, że nie miałam jej przez tyle czasu, ja po prostu chcę już z nimi być do końca, jak długo się da. Chcę nadrobić czas, w którym byliśmy osobno. Teraz tylko czekać, aż tata wyzdrowieje i będzie pięknie. Już sobie wyobrażam te wspaniałe czasy wraz z MOJĄ rodziną.
Niestety czas wizyty się skończył, więc musiałam opuścić salę szpitalną. Do domu dziecka wróciłam na kolacje. Jaka ja byłam głodna. Pochłonęłam chyba wszystko, co można było pochłonąć. Wiem jak mogło to wyglądać z perspektywy kogoś z boku, jakbym nie jadła z rok. Kiedyś trzeba się porządnie najeść, a ja po takim dniu wrażeń jestem głodna i zmęczona. Po kolacji pragnienie jedzenia zostało zaspokojone, więc teraz przyszedł czas, żeby zaspokoić potrzebę snu. Jutro kolejny dzień, a w moim życiu może być już chyba tylko lepiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz