Nazajutrz wstałam szybko i popędziłam do pokoju p. Beaty
mając nadzieję, że ją tam zastane. Nie rozczarowałam się.
- Chcę pojechać do mojego taty! Już, natychmiast! Proszę!
- Julka, spokojnie. Usiądź, porozmawiajmy.
- Proszę pani tu nie ma czasu na rozmowy, jedźmy proszę,
błagam.
- No dobrze. Poczekaj tu proszę chwilkę, muszę rozmówić
się z panią dyrektor.
Czas mi się dłużył
i dłużył, zanim p. Beata wróciła minęło z pół wieku. Jednak doczekałam się. Tak
jak myślałam p. dyrektor nie widziała przeszkód, abym razem z moim wychowawcą
pojechała odwiedzić tatę. Prędko wsiadłam do samochodu. Nie mogłam się doczekać,
aż spotkam się z moimi rodzicami i będę
miała okazję z nimi porozmawiać. Pomimo tak wczesnej pory, korki były gigantyczne.
Po jakiejś godzinie ujrzałam szpital. Budynek był stary, obdrapany i brudny,
jednak to tam dokonywano cudów. Pospiesznie skierowałam się do wejścia. P.
Beata nie mogła za mną nadążyć, lecz ja nie chciałam tracić już, ani minuty
dłużej. Recepcjonistka pokierowała nas na odpowiedni oddział. W kolejnej
recepcji nie chciano nam udzielić żadnych informacji. Gdy już byłam na
pograniczu załamania, ujrzałam moją mamę. Mój widok bardzo ją zaskoczył.
- Co Ty tu robisz moje dziecko?- zapytała ze zdziwieniem.
- Ja chcę się zobaczyć…- zanim dokończyłam w drzwiach
przez które przed chwilą weszłam stał ten tajemniczy chłopak. Nasze spojrzenia
się spotkały. Ja jednak szybko się odwróciłam. On mnie śledzi, czy co? Jednak
chyba tu pracuje, bo ma fartuch. Co tu się w ogóle dzieje? Mam mętlik w głowie.
Na ziemie sprowadził mnie głos mojej mamy.
- Niestety nie możesz się z nim zobaczyć. Jego stan się
pogorszył i jest na sali zamkniętej.
- Nie, ale ja muszę się
z nim zobaczyć, ja chcę.
- Julio, spokojnie zobaczysz się z nim tylko nie dzisiaj.
- Ale jak ja już nie zdążę? Tyle lat na to czekałam i
teraz nic?
Widziałam to zakłopotanie w oczach stojącej przede mną
kobiety, tej która zostawiła mnie przed laty. Nie wiedziała czy, ma mnie
przytulic, czy co. Tak bardzo chciałabym, żeby się odważyła i pochwyciła mnie w
swoje ramiona. Jednak chyba ona myśli, że może mnie wystraszy, że może ja tego
nie chcę? A wręcz przeciwnie! Od zawsze marzyłam o zatopieniu się w ramionach
rodziców, od zawsze chciałam mieć prawdziwą rodzinę! A teraz co? Tata jest
podłączony do tysiąca kabli, a mama sama nie wie co ma zrobić. Jakie to
dołujące.
Wszyscy trochę ochłonęliśmy, a teraz siedzimy na
krzesłach pod ścianą. P. Beata postanowiła porozmawiać z mamą na osobności,
więc odeszły kilka metrów. Ja zatopiłam się w swoich dłoniach i pogrążyłam się
w marzeniach. Nagle poczułam, że koło mnie ktoś siada. Pomyślałam, że kobiety
skończyły rozmawiać, jednak usłyszałam nieznajomy głos:
- Przepraszam, czy mogę Ci jakoś pomóc?
Podniosłam głowę i ujrzałam tego chłopaka ze zderzenia po
wizycie w bibliotece, z parku i tego, który stał w drzwiach. Zamurowało mnie,
nie wiedziałam co zrobić no i co powiedzieć. Zanim zdążyłam cokolwiek z siebie
wydusić on zaczął mówić.
-Jestem Filip. Pamiętasz mnie?
- yyy… Tak pamiętam Cię, aż za dobrze. Czego ty ode mnie
chcesz, co? Śledzisz mnie?
- Coś ty. Nasze spotkania to same przypadki.
- To co tu robisz?
- Ja tutaj pracuje jako wolontariusz ze szkoły. Jest taka
akcja, więc się zapisałem i oto jestem.
- Aha.
- Słuchaj, jeszcze
raz bardzo Cię przepraszam za to zderzenie wtedy na ulicy, naprawdę nie…
- Powtarzasz się.
Nie ma sprawy to była też moja wina.
- Może w czymś Ci pomóc. Co tutaj robisz?
- A w sumie mógłbyś mi pomóc w jednej sprawie. Nikt mi
nie chce powiedzieć co się dzieje z moim tatą. Leży na jakiejś zamkniętej sali.
- Ach… wiem o kogo Ci chodzi. To twój tata?
- Oj, długa historia. Powiedz mi co z nim się dzieje?
- Nie mogę Ci powiedzieć za dużo, lecz nie jest z nim za
dobrze. Oddychać sam nie jest w stanie i z każdą godziną jest coraz gorzej,
chociaż lekarze robią tyle ile mogą.
- Tylko mi nie mów, że on niedługo umrze?!
- Uwierz, to są bardzo dobrzy lekarze, pomogą mu na 100%.
Nagle rozmowę nam przerwał krzyk jednego z lekarzy, który
wzywał mojego rozmówcę.
- Może kiedyś zabiorę Cię na kawę w ramach przeprosin za
tamten incydent?
-Nie trzeba. Słuchaj bardzo Ci dziękuję za informacje,
ale więcej do mnie nie podchodź, zachowuj się tak, jakbyśmy się nie znali.
I odszedł. Może i go polubiłam, ale ja jestem dziewczyną
z domu dziecka, a gdyby się o tym dowiedział to i tak zakończyłby naszą
znajomość. Więc bez sensu się bawić w jakieś gry.
Po kilku minutach wróciły obie kobiety.
- Julia, z kim Ty rozmawiałaś?
- A jakiś wolontariusz pytał się co tu robie i takie tam,
nic ważnego.
- Aha, bo słuchaj ja muszę wracać do domu dziecka, ale
jak chcesz zostać tutaj to twoja mama ciebie później odwiezie. To jak?
- No ok, nie ma problemu, ale przecież mogę wrócić
autobusem. Nie będę robić kłopotu.
Dopiero teraz wtrąciła się kobieta.
- To żaden kłopot,
tylko myślę, że bez sensu tutaj siedzieć. Julia jedź do domu.
Stanowczo odmówiłam, postanowiłam zostać. Ostatecznie
Dużo czasu spędziłam w tym szpitalu. Bardzo dużo rozmawiałam z moją mamą, lecz
nie usłyszałam całej historii o tym, dlaczego mnie zostawiła, a sama bałam się
zapytać. W okresie podwieczorku dotarłam do ,,mojego’’ pokoju. Stwierdziłam, że
kiedyś trzeba odrobić lekcje, choć nie byłam pewna, czy teraz uda mi się skupić
nad zadaniami. Ostatecznie spięłam się w sobie i zrobiłam wszystko co miałam do
zrobienia. Dopiero teraz zorientowałam się, że przez jakieś 2 godziny nikogo
tutaj nie było. Zdziwiło mnie to, ponieważ w tym pokoju zawsze ktoś jest.
Zeszłam na dół, lecz zanim zdążyłam się rozejrzeć do swojego gabinetu ściągnęła
mnie p. Beata. Powiedziała mi, że nie mogę codziennie jeździć do szpitala, gdyż
wtedy będę zaniedbywać obowiązki szkolne. Obie znalazłyśmy wyjście z sytuacji.
Ustaliłyśmy, że będę tam jeździła raz od poniedziałku do piątku i raz w weekend
(chyba, że p. Beata się zgodzi to będę tam jeździła i w sobotę i w niedzielę).
Uradowana wróciłam do pokoju. Jednak nie zastałam go takim, jaki był nim
wyszłam. W tłumie dziewcząt od razu zauważyłam Anię. Podbiegłą do mnie z
pytającym wzrokiem.
- Coś się stało?- zapytałam niepewnie.
- Lepiej Ty opowiadaj co u twojego taty?
- U taty nie za dobrze. A czekaj! Skąd ty wiesz, że byłam
w szpitalu?
- P. Beata mi powiedziała jak wróciła z powrotem .
Strasznie się bałam o ciebie, bo do tamtej pory nie wiedziałam gdzie jesteś.
- Przepraszam, ale nie zdążyłam Cię o tym poinformować.
- A kiedy znów tam jedziesz?
- Nie wiem
jeszcze, ale postaram się pojechać pojutrze.
Koniec dnia jak i noc minęły bardzo szybko. Z samego rana
ustaliłam z p. Beatą, że jutro jedziemy do taty. Byłam taka szczęśliwa, bo
miałam nadzieję, że go w końcu zobaczę i że mu się polepszyło. Ten dobry humor
utrzymywał się do końca dnia. Dopiero wstając rano dnia następnego, zdałam
sobie sprawę, że z tatą może być jeszcze gorzej i wolałam już nie myśleć co się
później stanie. Jednak starałam się nastawić pozytywnie. Lekcje dłużyły się w
nieskończoność, aż w końcu nadszedł upragniony koniec. Tak jak się umawiałam z
moją wychowawczynią, czekała już na mnie pod szkoła. Wsiadłam i nas nie było. Jakiś
czas później dotarłyśmy na miejsce. Nie zatrzymując się przy recepcji, pognałam
na odpowiedni oddział. Gdy trafiłam do celu, od razu spostrzegłam moją mamę
rozmawiającą z tym Filipem. Odwróciłam wzrok. Po chwili zakończyła rozmowę i
podeszła do nas. Promieniała radością. Wyglądała tak samo jak wtedy, w domu
dziecka, kiedy ujrzałam ją po raz pierwszy. Miała dla nas wspaniałe wieści.
Powiedziała, że organizm ojca zaczął reagować na leki i powoli się regeneruje.
W końcu pozwolono mi wejść na salę, aby go ujrzeć. Jednak przygnębiające było
to, że jest w śpiączce, ponieważ tak jest lepiej dla niego. Żałuję tego, że nie
mogę z nim porozmawiać. Mama usiadła koło mnie i objęła mnie ramieniem. Jak ja
długo na to czekałam. Od niej biło takie ciepło, to było ciepło matki,
kochającej matki. Nie obchodzi mnie to, dlaczego mnie zostawiła, nie obchodzi mnie
to, że nie miałam jej przez tyle czasu, ja po prostu chcę już z nimi być do
końca, jak długo się da. Chcę nadrobić czas, w którym byliśmy osobno. Teraz
tylko czekać, aż tata wyzdrowieje i będzie pięknie. Już sobie wyobrażam te wspaniałe
czasy wraz z MOJĄ rodziną.
Niestety czas wizyty się skończył, więc musiałam opuścić
salę szpitalną. Do domu dziecka wróciłam na kolacje. Jaka ja byłam głodna.
Pochłonęłam chyba wszystko, co można było pochłonąć. Wiem jak mogło to wyglądać
z perspektywy kogoś z boku, jakbym nie jadła z rok. Kiedyś trzeba się porządnie
najeść, a ja po takim dniu wrażeń jestem głodna i zmęczona. Po kolacji pragnienie
jedzenia zostało zaspokojone, więc teraz przyszedł czas, żeby zaspokoić
potrzebę snu. Jutro kolejny dzień, a w moim życiu może być już chyba tylko
lepiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz