niedziela, 11 listopada 2012

VI rozdział


Kolejne dni mijały podobnie do pozostałych. Tata czuł się coraz lepiej, więc lekarze stwierdzili, że dzisiaj wyjdzie. Jednak nie udało mi się tam pojechać, więc postanowiłam pójść na spacer do parku. Krążyłam alejkami i sama nie wiedziałam po jakim czasie zdecyduje się na powrót. Było mi tak dobrze. Chyba jeszcze nigdy się tak nie czułam, może to też sprawa pogody, która poprawiała się z każdą minutą. Bardzo lubię siedzieć na ławce i oglądać ludzi. Co prawda jest to zajęcie które po pewnym czasie się nudzi, ale mi się podoba. Podczas gdy tak się rozglądałam, nie zauważyłam momentu, w którym przysiadł się do mnie pewien człowiek. Był to starzec.
- Naciesz się tą sytuacją tyle ile możesz, bo stanie się coś złego.
Powiedział i poszedł. Dopiero po chwili ocknęłam się i pobiegłam za tajemniczym panem, lecz on jakby się rozpłynął. O czym on mówił? I co złego może się stać? Z tatą tylko lepiej, a w moim środowisku chyba nie dzieje się nic złego. To było bardzo dziwne. Z powrotem wróciłam na poprzednio zajmowaną ławkę. Siedząc tak, pozwoliłam, aby moje myśli pływały wolno, jednak wszystko i tak skupiało się wokół ówczesnego zdarzenia. Po jakimś czasie z transu wyciągnęła mnie Ania, szturchając mnie w ramię.
- Julka, Julka!
- A cześć. Przepraszam zamyśliłam się. Co Ty tu robisz?
- Wracam ze sklepu. A ty?
- Przyszłam sobie pospacerować.
Zastanawiałam się nad tym, czy powiedzieć jej o tym całym zdarzeniu sprzed kilkunastu minut. Doszłam do wniosku, że może coś wie na temat tego pana i wpadnie na pomysł ,o co mu chodziło.
-Wiesz co, siedząc tutaj przysiadł się do mnie taki pan. Trochę mnie to zdziwiło.
- I co chciał.
- No właśnie do tego przechodzę. To było bardzo dziwne spotkanie. Otóż…- opowiedziałam jej o całym zajściu. Zapytałam, czy czasem nie zna tego pana.
-A wiesz, że chyba ktoś mi o nim opowiadał? Tak! Teraz sobie przypominam. Kiedyś w domu dziecka był taki chłopak. Wyznał mi, że będąc w jakimś parku, również przysiadł się do niego pewien człowiek. Jacek wtedy był bardzo załamany, gdyż zmarli mu rodzice i został sam. Spędził on wcześniej trochę czasu w tym domu, jednak rodzice go odwiedzali, więc nie czuł się samotny. No i wracając do tego pana, to on mu powiedział, że po deszczu zawsze wychodzi słońce i tak jak było w twoim przypadku również odszedł i zniknął. Dziwna sprawa.
- A co się stało z tym chłopakiem.
- Właśnie! Po pół roku, do domu dziecka przyjechała, jakaś kobieta. Okazało się, że to jest jego ciocia.
- To jak to? To on nie wiedział, że ma ciocię.
- No z tego wynika, że nie wiedział. Podobno jego mama nic nie mówiła, że ma siostrę, ale dlaczego tego nie zrobiła, to już mnie nie pytaj. A wracając do twojej sytuacji to co on ci powiedział tak dokładnie?
- Powiedział tak: ,,Naciesz się tą sytuacją tyle ile możesz, bo stanie się coś złego’’. Nie wiem o jaką sytuację tu chodzi, no i nie wiem co może się stać.
- Może chodziło mu o twoją obecną sytuację z rodzicami. Może oni…
- Lepiej nie kończ! Niech lepiej nie chodzi o nich. Tak mało czasu spędziliśmy razem, a już mielibyśmy się rozstawać? Nie, to na pewno nie chodzi o nich.
Bynajmniej miałam taką nadzieję. Dopiero co ich poznałam, a już miałoby nas cos rozłączyć? A może ten starzec cos bredził i nic złego nie ma się wydarzyć? Oby tak było.
- Chodź wracajmy, zimno się robi- powiedziałam.
- No dobra, ale czy…
- Proszę nie rozmawiajmy o tym. To jest jakaś pomyłka.
Niestety nie mogłam przestać o tym myśleć. Postanowiłam, że nie będę marnować czasu, który mogę spędzić z moimi bliskimi. Pani Beata bez większych problemów zgodziła się, abym następnego dnia spotkała się z rodzicami. Umówiła nas o 11. Moja mama ma po mnie przyjechać i wtedy razem pojedziemy do domu, gdzie miał być tata. Nie mogliśmy nigdzie wyjść, bo czuł się on jeszcze słabo i nie wstawał z łóżka. Lekarze i tak szybko go wypuścili ,,na wolność’’.
Wieczorem zostałam poproszona przez mała Klarę, abym się z nią pobawiła. Nie miałam innych planów, więc się zgodziłam. Odkąd tutaj jestem, zauważyłam, że ona bardzo izoluje się od reszty dzieci. Jest nieśmiała, dlatego zdziwiła mnie jej prośba. Pomyślałam, że może z czasem to minie i się otworzy. Bynajmniej mam taką nadzieję.
Gdy nadeszła pora snu, posprzątałyśmy zabawki i zaprowadziłam ją do pokoju. Nie spodziewałam się, że Klara jest taką wesołą i zabawną dziewczynką. Ten czas spędzony razem, był chyba takim małym jej krokiem w kierunku pokonywania nieśmiałości. Postanowiłam porozmawiać z małą Madzią i poprosić ją, aby dopilnowała, żeby Klara nigdy nie była sama i aby zabierała ją do zabawy z innymi dziećmi. Wiedziałam, że ona wykona swoje zadanie. Takie były dzieci. Jeśli kogoś się poprosi, to on stara się spełnić swoją obietnicę. Teraz jednak było zbyt późno na rozmowy, więc stwierdziłam, że pójdę do niej po śniadaniu jeszcze przed moim odjazdem.
Gdy zobaczyłam swoje łóżko dopiero odczułam jaka jestem zmęczona. Wzięłam więc szybki prysznic i poszłam spać.
 Obudziło mnie ciche łkanie. Spojrzałam na zegarek, była piąta nad ranem. Wstałam nasłuchując skąd dochodzą te głosy. Gdy doszłam do czytelni, spostrzegłam, że w rogu ktoś siedzi. Była to ta sama dziewczynka, z którą bawiłam się wieczorem. Podbiegłam do niej i pochwyciłam w swoje ręce. Popatrzyła na mnie swoimi niebieskimi oczami. Tuliłam ją i uspokajałam.
- Maluchu, co się stało?
Odpowiedziało mi jednak chlipanie. Stwierdziłam, że teraz się niczego nie dowiem, więc usiadłam z nią na kanapie w pobliskim pomieszczeniu. Uspokojenie dziewczynki trwało trochę czasu, a gdy już było dobrze postanowiłam powtórzyć moje wcześniejsze pytanie.
Tym razem odpowiedziała mi cisza. Klarze się pewnie coś przyśniło, a gdy się obudziła uciekła. Jednak nie byłam pewna tej teorii. Przytuliłam ją mocniej, cały czas głaszcząc ją po głowie.
Posiedziałyśmy tak jeszcze z parę chwil i zaniosłam ją do łóżka. Poczekałam aż uśnie, ale to nie zajęło jej dużo czasu. Wchodząc do pokoju spostrzegłam, że wskazówki zegara od mojego wyjścia przebyły długą drogę. Została mi tylko godzina snu, którą muszę w pełni wykorzystać. Jednak zapadnięcie w sen było trudniejsze niż myślałam. Cały czas myślałam o Klarze, o tym co tak naprawdę się stało. Nagle usłyszałam dźwięk budzika i zauważyłam, że nieświadomie troszkę jeszcze pospałam. Standardowo, odwiedziłam toaletę i poszłam na śniadanie. Zgodnie z tym co postanowiłam podczas moich porannych rozważań, jeszcze przed śniadaniem, udałam się do wychowawczyni Klary. Długo u niej nie siedziałam, ponieważ za chwilę był czas na poranny posiłek. Lecz podczas tej krótkiej rozmowy zdążyłam opowiedzieć jej o całym zajściu. Obiecała, że postara się dowiedzieć o co chodziło.
Po porannej dawce energii wychwyciłam gdzieś Madzię i wprowadziłam w czyn kolejne swoje postanowienie. Dziewczynka z chęcią przyjęła prośbę i obiecała, że je wykona. Nie mogę się doczekać dzisiejszego spotkania. Nie wiem jak ja wysiedzę jeszcze godzinę oczekując na upragnione chwile. Wzięłam jakąś książkę i zaczęłam czytać. Tak bardo mnie wciągnęła, że straciłam poczucie czasu. Gdy spojrzałam na zegarek była już za pięć jedenasta. Zerwałam się na równe nogi. Do torby spakowałam wszystko co miałam pod ręką i zeszłam na korytarz. Okazało się, że w dobrym momencie, gdyż akurat przez drzwi wchodziła moja mama. Krzyknęłam do niej i wtedy mnie zobaczyła. Była promienna. Poinformowałam ją, że tylko pójdę powiedzieć pani Beacie o tym, że już jedziemy i możemy ruszać. Nie czekając na odpowiedź Pobiegłam do mojego celu. Wychodząc usłyszałam tylko ,,miłego dnia’’ i już mnie nie było. Gdy wracałam na hol przystanęłam i przypomniałam sobie o tym starcu i o tym co mi powiedział.
- To na pewno nie chodzi o to- powiedziałam do siebie i ruszyłam dalej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz