sobota, 8 grudnia 2012

X rozdział


Gdy wstałam rano, Ani w łóżku już nie było. Spotkałyśmy się dopiero na śniadaniu. Pierwsze słowa jakie usłyszałam były dosyć ciekawe.
- Julka! Czy Tobie już się w głowie poprzewracało! Przecież Ci pisałam, że dzisiaj pójdziemy tam razem!
- Przecież dzieckiem nie jestem- powiedziałam spokojnie- a poza tym skąd wiesz, że poszłam tam?
- Bo gdy nadeszła godzina, o której powinnaś już była wrócić z parku to Ciebie nie było. No i później też.
- Ty mi tu mówisz, że poszłam tam sama, a to Ty znikasz na cały wieczór i poranek. Gdzie Ty byłaś?
- O tym nie tutaj. Pogadamy później na osobności. Lepiej powiedz, czy udało ci się coś ustalić.
- W sumie to nie, ale rozmawiałam z tą kobietą i myślę, że jest coś na rzeczy. Wtedy, gdy wspomniałam o Klarze, trochę się podenerwowała i zaczęła na mnie krzyczeć. Do tego trzeba podejść spokojnie i z dystansem.
- I co chcesz iść dzisiaj tam po raz kolejny?
- A mam inne wyjście? Myślę, że Klara tam gdzieś jest.
- Nie wiem, czy lepiej żeby tam była, czy żeby jej tam nie było?
- Chodź, zbieramy się. Dzisiaj w tym samym miejscu o tej samej porze?
- Dobra, to do zobaczenia?
- Do zobaczenia.
Zabrałam swój plecak i poszłam do szkoły. W sumie to chyba zrezygnuję dzisiaj z tej wizyty i pójdę prosto do tej kobiety. Muszę z nią porozmawiać. Nie mam innego wyjścia, idę tam i koniec.
Stojąc za tym samym drzewem co wczoraj obserwowałam mój cel. Odważyłam  się i gdy doszłam do furtki zadzwoniłam dzwonkiem. W drzwiach ukazała mi się oczekiwana przeze mnie postać.
- W czym mogę jeszcze pomóc. Mówiłam pani, że nie mam nic do powiedzenia w sprawie tej dziewczynki.
Kobieta zaczęła zamykać drzwi, ale ja postanowiłam, że się nie poddam.
- Proszę chwilkę poczekać. Niech pani nie zamyka drzwi. Nie mam złych intencji.
Zobaczyłam jak zastygły one w miejscu i ponownie się otworzyły.
- Proszę, niech pani wejdzie do środka.
Na chwiejnych nogach weszłam po schodkach do przestrzennego holu.
- Zapraszam. Herbaty?
- Nie dziękuję. Nie zajmę pani dużo czasu. Chciałabym z panią porozmawiać.
- Słucham. Na jaki temat chciałabyś pomówić młoda damo.
- Pani chyba dobrze wie na jaki, prawda?
- Nie bardzo rozumiem.
- O tej dziewczynce. Ja wiem, że pani ma coś wspólnego z tą sprawą. Nie ma się czym martwić, ja nie chcę dla nikogo źle. Chcę ją po prostu znaleźć. Boję się o nią.
Nastąpiła chwila ciszy. Chyba nie było sensu w przychodzeniu tutaj. Ta kobieta nic nie powie. Chyba jednak się pomyliłam, lecz po chwili usłyszałam jej cichy głos.
- Masz rację, mam coś wspólnego z tą sprawą. Ja… ja
- Niech pani będzie spokojna, nikomu nic nie powiem.
- No bo ja jestem, ja… ja jestem jej babcią.
Zamurowało mnie. W tym momencie pogubiłam się całkowicie.
- Jak to?! Pani jest jej babcią? Z tego co słyszałam to straciła rodzinę.
- Tak. Lecz z tym wiąże się długa historia. Przepraszam, że tak nakrzyczałam na Ciebie wtedy, ale ja myślałam, że jesteś kolejną osobą, która tylko chce mi ją odebrać.
- Co sprawiło, że jednak dzisiaj pani mnie przyjęła?
- Pewien młodzieniec mi powiedział, że Ty chcesz dla niej dobrze.
- Młodzieniec? Filip?
- Tak, właśnie tak miał na imię.
Któżby pomyślał, że jednak będą jego dłużniczką. Dzięki niemu ta pani mnie przyjęła, dzięki niemu dowiedziałam się gdzie jest Klara. Właśnie, gdzie teraz ona jest?
- Gdzie jest teraz Klara?
- Moja wnuczka jest teraz z dziadkiem na małym  spacerze. Nic się nie bój jest całkowicie bezpieczna.
- A właściwie jak ona tu trafiła?
- To się wiąże z tą długą historia, o której Ci wcześniej wspominałam.
- Mogłaby mi pani ją opowiedzieć?
- Jeśli chcesz to oczywiście. Kilkanaście lat temu, pokłóciłam się ze swoją córką.
Czemu wszystkie długie historie zaczynają się podobnie?
- Nie odzywałyśmy się do siebie kilka lat. I właśnie po tak długim okresie czasu postanowiłam się z nią spotkać i wyjaśnić sobie wszystko. Jednak ostatecznie spotkałyśmy się w szpitalu. Moja córka była w stanie krytycznym. Podczas tego, gdy wszystko sobie wyjaśniłyśmy, powiedziała mi, że jestem babcią od pięciu lat. Niestety dowiedziałam się także, że jest ona w domu dziecka właśnie tutaj. Nie zdążyłam tylko usłyszeć dlaczego tak trafiła.
- A jej tata?
- Jej tata zmarł dzień wcześniej na miejscu wypadku.
- Oni mieli wypadek?
- Z tego co mi wiadomo to tak, niestety nie poznałam szczegółów, a może sama już nie chciałam ich znać, bo w sumie nie to jest najważniejsze. Wtedy z moim  mężem znaleźliśmy ten domek i odwiedziliśmy Klarę tam gdzie mieliśmy ją zastać. Niestety pani dyrektor powiedziała, że niemożliwym jest to, abyśmy ją zabrali ze sobą, ze względu na nasz wiek. Zaakceptowaliśmy to. Odwiedzaliśmy ją często jednak nie codziennie. Gdy nie mieliśmy szansy zobaczenia się z naszą wnuczką przez dłuższy okres czasu ona sama mnie znalazła w parku. Wtedy zabrałam ją do domu, żeby zastanowić się z mężem co zrobimy. Postanowiliśmy, że odprowadzimy ją do jej ,,domu’’ i postaramy się ją odzyskać, jednak ona nie chciała tam wracać. Właśnie miałam iść dzisiaj do waszej pani dyrektor, ale ty uprzedziłaś mnie swoją wizytą. No i teraz już nie wiem co mam robić, bo Klara nie chce wrócić, a ja jej zmusić nie mogę. Może masz jakiś pomysł?
- Niech pani się niczym nie przejmuje. Wymyślę coś i wrócę tu. Dziękuję bardzo za poświęcony czas i obiecuję pomoc ze swojej strony.
- Mam nadzieje do zobaczenia?
- Do zobaczenia.
Muszę jakoś pomóc tej staruszce, ale sama nie za bardzo wiem jak. Do kogo ja się mogę zwrócić po pomoc? Tak już wiem! To teraz na przystanek. Zastanawiała mnie Tylko jedna rzecz: dlaczego policja nie zajrzała tutaj?
Cudem trafiłam do domu moich rodziców. Nie bardzo wiedziałam jak tam dojechać, doszło do paru błędów, ale ostatecznie dojechałam. Zadzwoniłam i długo nie czekałam na jakiś ruch. Tak jak się domyślałam, mama się mocno zdziwiła, widząc mnie o tej porze przed jej domem.
- Co Ty tu robisz? Czy coś się stało?
- Mamo spokojnie, nic się nie stało. Bynajmniej mi.
- Czemu nie jesteś w szkole?
- Nie to jest najważniejsze. Posłuchaj potrzebuje twojej pomocy.
- No dobrze, ale wejdź do środka, przecież nie będziemy tutaj rozmawiać.
Usiadłyśmy przy kuchennym stole. Mama przyglądała mi się bardzo dziwnie. Na pewno ją bardzo zaskoczyłam, co zresztą przewidywałam.
- Gdzie jest tata?
- Tata śpi. Ostatnio bardzo dużo czasu tak spędza. Regeneruje się. No, ale nie przejechałaś tutaj taki kawał drogi, żeby tylko zapytać o zdrowie Twojego taty co?
- Racja, racja. Już przechodzę do sprawy.
Bez żadnych problemów opowiedziałam całą historie Klary. Ciekawa byłam co mama o tym sądzi.
- Dosyć dziwna sprawa, bo ta babcia od razu powinna zgłosić się do waszej pani dyrektor, ale kierowała się dzieckiem. W  sumie to musze pomyśleć. To nie jest takie proste, bo trzeba mieć wzgląd i na dziadków i na dobro dziecka.  Hm, myślę, że jednak ta babcia musi powiedzieć to któremuś z wychowawców, bo w sumie cała policja szuka Klary bez skutków. To będzie pierwsze działanie, a później jakoś samo wszystko pójdzie.
- A jak myślisz, jeśli ci dziadkowie, będą bardzo chcieli ją zaadoptować, to sąd, dyrekcja się zgodzi?
- Chyba nie będą mieli wyjścia.
Mój wzrok napotkał zegar.
- To już tak późno?! Muszę lecieć mamo i dziękuję Ci za pomoc.
- Ale gdzie Ty tak biegniesz? Poczekaj odwiozę Cię.
- Nie trzeba, poradzę sobie.
- Nie marudź i wsiadaj do samochodu, a ja już schodzę.
Co ja bym bez niej zrobiła? Teraz szybko do parku, a później trzeba jakoś wytłumaczyć wagary p. Beacie. Oj tam, damy radę. Spotkam się z Anią i pójdziemy do babci Klary namówimy ją, a później wrócimy do domu.
Do parku przyjechałyśmy szybciej niż myślałam. Pożegnałam się z mamą i poszłam na umówioną ławkę. Zobaczyłam, że ktoś na niej siedzi. To był ten pan od dziwnych słów. W chwili gdy mnie zobaczył, wstał i zaczął odchodzić. Chciałam coś krzyknąć, ale nie mogłam wydobyć głosu.
- Znowu się spotykamy- usłyszałam głos za plecami. Nie musiałam się oglądać, żeby wiedzieć kto to jest- pogadałaś w końcu z tą kobietą?
- To nie Twoja sprawa.
- A może jednak moja?
- Dobrze, dziękuję Ci, ze przekonałeś tą panią, żeby ze mną pogadała, ale na tym koniec. Sprawa rozwiązana i nasze drogi się rozchodzą.
- A co jeśli ja nie chcę, żeby to był koniec naszych relacji?
- To wtedy masz problem.
- A wiesz, że jesteś moją dłużniczką i musisz zrobić coś czego będę chciał?
- To czego chcesz?
- Pogadaj ze mną normalnie co?
- Haha, tylko to?
- Nie. Chcę żebyś poszła ze mną na spacer.
- Teraz nie mogę jestem umówiona.
- Nie musi być dzisiaj, teraz. Kiedy tylko zechcesz. Dostosuje się.
- Niech ci będzie. Sobota o piętnastej, pasuje?
- Może być. Tutaj tak?
- Dobra.
Zobaczyłam z daleka idącą Anię, więc rzuciłam ostatnie słowa i poszłam. Nie wiem co sądzić o tym spotkaniu. Może lepiej na nie nie pójść, przecież jak się dowie, że mieszkam tam gdzie mieszkam to i tak zerwie nasz kontakt, a jeśli ja je zerwę teraz to będzie mniejszy ból niż później. Zobaczymy co  z tego wyjdzie.

weekend*_*

niedziela, 2 grudnia 2012

IX rozdział


- Może ona już nie przyjdzie?
-  Nawet tak nie mów. Przychodziła tu tak często, więc nawet nie dopuszczam myśli, że się tu już nie pojawi.
Niestety takie myśli się wkradały, a ja nic nie mogłam na to poradzić. A jeśli Ania ma rację, to co ja zrobię. Ta kobieta to jedyny ślad, jedyny ratunek. Pozostaje wyrzucić to co złe i być pozytywnie nastawionym. Stwierdziłam, że nie wysiedzę tak dłużej, więc wstałam. Czułam na sobie zdziwione spojrzenie mojej towarzyszki.
- Chyba nie chcesz się poddać?- usłyszałam.
- A ty myślisz, że po tylu godzinach tego siedzenia się poddam? Po prostu znudziło mi się i postanowiłam, że powinnyśmy się trochę poruszać.
- Wiesz co, zrobiłam się głodna. Może pójdę do sklepu?
- No dobra, ale wracaj szybko.
- Będę za niedługo.
Minęłam plac zabaw i nagle zobaczyłam osobę, której nie chciałam spotkać. Miałam nadzieje, że jeszcze nie zdążył mnie zobaczyć. Szybko ukryłam się za pobliskim drzewem. Zauważyłam, że z kimś rozmawiał. Lekko się wychyliłam i osłupiałam. Otóż osobą, z którą rozmawiał okazała się kobieta, poszukiwana przeze mnie od ponad kilku dni. Chciałam podejść, lecz jakaś wewnętrzna siła mnie powstrzymała. Poczekałam chwilę i gdy zobaczyłam, że się rozstają dyskretnie poszłam w tym samym kierunku co tajemnicza kobieta. Po kilkudziesięciu metrach znowu ją zgubiłam. Strasznie się wkurzyłam bo byłam już tak blisko i nic. Zastanawiało mnie jedno: po co ten Filip rozmawiał z nią i o czym? Może są w jakiejś zmowie czy czymś? A może on ją zna?! Spojrzałam przed siebie. Stwierdziłam, że dużo do stracenia nie mam jeśli pójdę dalej tą drogą, a może trafię na jakiś ślad. Zrobiłam tak jak postanowiłam. Minęło jakieś dziesięć minut odkąd zaczęłam iść. Nagle przed pobliskim domkiem ujrzałam poszukiwaną osobę. Chciałam już tam podejść, jednak zatrzymała mnie myśl. Co ja powiem, jak tam pójdę? Że przyszłam po dziewczynkę? A jak Filip się pomylił i to nie o nią chodziło? Muszę pogadać z Anią ona będzie wiedziała co zrobić.
- O nie!- powiedziałam na głos. Ona pewnie teraz mnie szuka i zastanawia się gdzie przepadłam w tak krótkim  czasie. Ruszyłam biegiem ponownie do parku. Miałam pewnie trudności w przypomnieniu sobie drogi powrotnej, jednak nie zgubiłam się. Z dala zobaczyłam zdenerwowaną przyjaciółkę.
- Ania!- zawołałam.
- Julka! Gdzieś Ty się podziewała. Nie wiedziałam co się z Tobą stało. Naprawdę się wystraszyłam.
- Znalazłam tą kobietę.
- Co?!
- Tak, dobrze słyszałaś. Widziałam ją przed jej domkiem.
- Jej domkiem? Co Ty gadasz?
- Tak wiem. Zobaczyłam ją jak rozmawiała z Filipem.
- Czekaj, czekaj. Z tym Filipem, o którym myślę?
- Tak, tak. I uprzedzę Twoje pytanie, nie wiem o czym rozmawiali. No, ale wracając do tematu to chciałam tam do niej podejść, ale stwierdziłam, że nie wiem co jej powiem. No i chciałam poczekać na Ciebie.
- Pamiętasz gdzie ona mieszka?
- Nie bardzo, ale powinnam tam dotrzeć jeśli pójdziemy tamtą drogą. To co idziemy?
- Teraz?! Ty chyba oszalałaś! Robi się ciemno. Poczekaj z tym do jutra. Mi też zależy na tym, żeby ją znaleźć bo mam dość tego siedzenia tutaj w parku - powiedziała z uśmiechem- serio zależy mi na tym, ja także się o nią boję, ale nie róbmy tego dzisiaj.
- No dobra. Ale jutro tam idziemy?
- Załatwione, ale pomyśl o co chcesz zapytać. Bo co walniesz tak prosto z mostu: porwała pani dziewczynkę, czy coś koło tego? Musisz wszystko dokładnie przemyśleć.
- Ja wiem. O to się nie martw- zaśmiałam się. Z zakrętu wyszedł mój serdeczny kolega.- O nie! Chodź, musimy już iść- łapiąc Anię za rękaw pociągnęłam ją w kierunku naszego ,,domu’’. Ostatnie na co miałam ochotę to właśnie na to spotkanie. Dziwne, że coraz częściej zdarza nam się widywać przypadkiem. Czy on mnie czasem nie śledzi? A w sumie nie bardzo mnie to teraz obchodzi, nie to jest najważniejsze.
Postanowiłam, że nikomu nie będę opowiadać o kolejnych śladach w sprawie. Pewnie i tak by pomyśleli, że wymyślam i tak dalej. Wiem, że teraz, jak już jestem tak blisko to nie odpuszczę. Muszę ją znaleźć. Jutro pójdziemy razem do tego domu i zobaczymy jak wyjdzie. Mam nadzieję, że ta kobieta jest ostatnim śladem, który da koniec sprawie. Mam też nadzieję, że Klarze nic się nie stało.
Rano umówiłyśmy się z Anią, że spotkamy się w parku po moich lekcjach i razem tam pójdziemy. W sumie z jednej strony się boję, a z drugiej chcę odzyskać naszą zgubę i nic mnie przed tym nie powstrzyma.
Lekcje minęły szybko, z czego byłam bardzo zadowolona. Zaskoczył mnie fakt, że nawet uważałam na lekcjach pomimo tego co ma się zaraz wydarzyć. Usiadłam na tej samej ławce co zawsze. Mijały kolejne minuty, a ja zaczęłam się coraz bardziej denerwować. Nagle dostałam wiadomość:
Przepraszam Cię, ale nie dam rady dzisiaj z Tobą tam pójść. Ważna sprawa. Nigdzie nie idź, załatwimy to jutro. Pogadamy jak się spotkamy. Jeszcze raz przepraszam.
Kurczę, a ja tak się nastawiłam na ta akcję, myślałam, że dzisiaj znajdziemy Klarę. Ale no nie mogę odpuścić i iść jutro. Obiecałam sobie, że przed niczym się nie cofnę, więc jak mam iść sama to pójdę. Ruszyłam ścieżką prowadzącą do tajemniczego domku. Po kilkunastu minutach marszu od domu dzieliło mnie zaledwie pięćdziesiąt metrów. Spojrzałam i zobaczyłam, że w ogródku ktoś jest. Domyśliłam się, że to pewnie ta kobieta. Nie pomyliłam się. Obok niej na krześle siedział mężczyzna w sędziwym wieku. Ukryłam się za drzewem, chcąc chwilkę ich poobserwować. Może po pewnym czasie na dwór by wyszła i dziewczynka. Stałam tak dosyć długo.
- Co Ty tu robisz?
Podskoczyłam jak oparzona. Odwróciłam się i znowu go zobaczyłam. Strasznie się zdenerwowałam.
- Głupi jesteś?! Chcesz żebym zawału dostała?!
- Przepraszam, ale to nie ja skradam się za drzewami. Co tu robisz?
- To samo pytanie mogę zadać i Tobie.
- Ale to ja pierwszy spytałem.
- A co? Ty nigdy nie skradasz się za drzewami?
- Dobra, dobra. Skąd wiedziałaś, że ona tu mieszka.
Popatrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami udając zdziwioną.
- Daj spokój, przecież wiem, że to dlatego tak się ukrywasz. Obserwujesz ich.
- A to coś złego?
- Nie, tak tylko pytam. No to skąd?
- Nie twoja sprawa.
- Może i nie moja, ale chcę Ci pomóc.
- Tą pomoc to możesz sobie wsadzić gdzieś. Nie potrzebuję jej.
- Jesteś pewna?
- Tak, a teraz możesz już sobie iść.
Sama już nie wiem czy chcę, żeby sobie poszedł. Nawet jak chciałam to nie mogę o nim zapomnieć. Na moje nieszczęście chyba zaczynam coś do niego czuć. Jak głupia myślę, że będąc taka dla niego to te uczucia tak po prostu znikną. Idiotka! Chwila, chwila. Przecież on rozmawiał wcześniej  ta panią. Na śmierć o tym zapomniałam. Lecz na razie zostawię to. Najpierw muszę pogadać z kobietą. Zorientowałam się, że Filip nadal zajmuje swoje miejsce i nie ruszył się  z niego nawet o milimetr.
- Czy ja się nie wyraziłam zbyt jasno?- zapytałam ostro.
- Jesteś pewna?
- Na sto procent. Do widzenia.
I poszedł. Jednak widziałam tą niepewność w jego ruchach. Wahał się czy mnie posłuchać, czy nie. Nie zastanawiając się długo, ruszyłam przed siebie. Gdy stanęłam przed furtką, kobieta podniosła wzrok. Wystraszyła się. Pewnie mnie pamiętała jeszcze z parku.
- Czy mogę Ci w czymś pomóc młoda damo?
- Oczywiście. Czy mogłybyśmy porozmawiać?
- Obawiam się, że teraz będzie to niemożliwe. Lecz na jaki temat chciałabyś pomówić?
- Hm, dosyć dziwna sprawa. Poszukuję małej dziewczynki- wyraźnie się skrępowała i tak jakby wystraszyła, ale postanowiłam kontynuować- zniknęła ona z domu dziecka kilka dni temu. Jest bardzo nieśmiała i…
- Nie ma tu żadnej dziewczynki-przerwała mi- nie widziałam jej, ani o niej nie słyszałam, a teraz przepraszam, ale nie mam czasu. Do widzenia.
Odwróciła się i poszła. Wiedziałam, że niczego już się nie dowiem, więc ruszyłam w swoim kierunku. Jest coś na rzeczy, bo kobieta, która nie miałaby nic na sumieniu tak by się nie zachowała i nie spławiła by mnie tak szybko. Spojrzałam jeszcze raz na dom i szepnęłam:
- Jeszcze tu wrócę.
Nie wiem  jak, ale dziwnym trafem dosyć szybko znalazłam się w moim budynku mieszkalnym. Ani nigdzie nie było, więc wzięłam się za lekcje. Skończywszy je, zeszłam na dół na kolację. Ani znowu nigdzie nie widziałam. Zaczęłam się zastanawiać, co ona miała takiego ważnego. Wiem tylko, że to coś zajmuje jej dużo czasu. Po kolacji postanowiłam się czymś zająć, a najlepszą rzeczą jaką można robić, aby nie myśleć, to zabawa z dziećmi.
Po godzinie zabawy stwierdziłam, że zajmują mi one myśli, ale też męczą. Idąc do pokoju miałam nadzieję, że spotkam tam Anię, ale zawiodłam się. Zapytałam się Gosi, czy ją widziała, ale ona też jej nigdzie nie widziała. Przyznam, że troszkę zaczynam się martwić. No cóż zobaczymy rano jak to wszystko się ułoży, a tymczasem, ja jestem zmęczona i nie mam na nic siły. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.

czwartek, 22 listopada 2012

VIII rozdział


Ania niepewnie rozejrzała się po pokoju.
- Ale nie tutaj- po czym wyciągnęła mnie z łóżka i zaciągnęła do stołówki. Usiadłyśmy na pobliskich krzesłach i moja przyjaciółka zaczęła swój monolog.
- Powiem ci od razu żebyś mi nie przerywała. Wszystkie pytania zachowaj na później.
Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć ona kontynuowała:
- Po pierwsze to dlaczego od razu po powrocie nie przyszłaś do mnie i nie opowiedziałaś jak było, co? A po drugie to nie po to Cię obudziłam  i tu zaciągnęłam. Otóż jest problem. Dzisiaj popołudniu zaginęła Klara. Zabrała swojego misia i kilka innych rzeczy uciekła gdzieś. Jej wychowawczyni poinformowała policję i już jej szukają, jednak nie jest to takie proste. Nikt nie ma pojęcia, gdzie ona może być, bo nikt z nią nie utrzymywał bliższych kontaktów, jedynie Ty.
- Ale ja też nie..
- Mówiłam żebyś mi nie przerywała! No i pomyślałam, że może Cię to zaciekawić i że chciałabyś o tym wiedzieć. Jutro prawdopodobnie będzie przesłuchiwała Cię policja, więc tylko uprzedzam, żebyś nie była zdziwiona. Może masz jakieś pojęcie gdzie ona może być?
- Właśnie się tak zastanawiam i nic mi nie przychodzi do głowy. Ja też nie utrzymywałam z nią na tyle bliskich kontaktów, żeby przewidzieć jej ruch, czy miejsce, w które się udała. Po prostu bawiłam się z nią chyba raz i rozmawiałam chwilkę.
- A wtedy co ją znalazłaś? Wiesz już dlaczego płakała?
- Nie, nie wiem. Myślę, że to ma jakiś związek, jednak nie wiem jaki. 
Przestraszyłam się. Klara jest zamknięta w sobie, więc wątpię, że komuś coś powiedziała, co miałby związek z tamtą nocą, czy tym zaginięciem. Boję się, że policja jej nie znajdzie. Chyba że… ja sama jej poszukam. Tylko gdzie? Wiem tylko, że sama nie dam rady.
- Słuchaj mam taki plan. Myślę, że powinnam jej sama poszukać, lecz potrzebuję twojej pomocy.
- Ty chyba sobie żartujesz! Chcesz sama ją znaleźć? I niby jakim sposobem, co?
- Jak Ty się nie zgodzisz to i tak to sama zrobię, więc ja już postanowiłam i nie przekonasz mnie do zmiany zdania.
- No dobrze nie ma sprawy, tylko jak Ty sobie to wyobrażasz?
- Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę, zobaczysz. No dobra chodź, idziemy. Wyrwałaś mnie ze snu, a ja padam na twarz.
- Czekaj, czekaj. A jak u twoich rodziców?
- Serio?! Myślisz, że mi się chce zarwać noc, żeby Ci to opowiadać teraz? Opowiem ci wszystko jak będzie ku temu okazja.
- No dobra. No to idziemy.
Wstałyśmy i skierowałyśmy się do pokoju.                                                                   
Zaczęłam się strasznie martwić o mała dziewczynkę. Gdzie ona teraz jest i co robi? A jak jej się coś stanie? Wiem, że trzeba ją znaleźć jak najszybciej. Muszę pogadać z p. Beatą i to jak najszybciej, lecz w chwili, w której o tym pomyślałam, zapadłam w głęboki sen.
Wstając rano pobiegłam do gabinetu p. Beaty mając nadzieję, że ją tam zastane. Nie myliłam się.
- Proszę pani, muszę jak najszybciej się dowiedzieć o co chodzi z tą ucieczką Klary?- wyrzuciłam z siebie wszystko co miałam do przekazania.
- Julia to nie Twoja rola, abyś się tym martwiła.
- Ale ją trzeba znaleźć jak najprędzej, bo jak jej się coś stało?  
- Spokojnie. Mówię ci, że to nie twoje zdanie, lecz policji. Zostaw to, oni naprawdę ją znajdą.
- Ale ja nie mogę tego tak zostawić. Ja…
- Julia, naprawdę. Daj spokój!
Wiedziałam, że nic już nie załatwię, więc wyszłam. Kurczę dlaczego oni są tacy spokojni, przecież dziecko zaginęło! Nie zostawię tego tak, znajdę ją. Rozzłoszczona spakowałam książki i ruszyłam do szkoły. Nie widziałam sensu w tym, abym tam siedziała, bo i tak byłam tam obecna tylko ciałem. Wracając o mało co, nie potrąciło mnie auto. Lekko wstrząśnięta weszłam do budynku, w którym od razu przywitała mnie policja. Zabrali mnie do gabinetu p .Beaty i przesłuchali. W sumie nie miałam im dużo do opowiadania, gdyż ja sama nie spędzałam dużo czasu z Klarą. Oczywiście zapytałam, czy maja jakieś ślady, czy coś, ale oczywiście nie mogli nic powiedzieć. O całej sytuacji opowiedziałam Ani, ale ona dalej uważała, że jestem głupia, bo jej nie znajdę. Stwierdziłam, że pójdziemy na plac zabaw, na którym wg. koleżanek Klary, ona lubiła przebywać. Ostatecznie wyszło na to, że sama się tam wybiorę, gdyż Anię obciążono masą obowiązków.
Gdy dotarłam na plac zabaw od razu zaczęłam żałować, że nie mam jej zdjęcia, bo może ktoś ją tu widział. Postanowiłam, że popytam ludzi czy ją widzieli nawet bez zdjęcia.
Pytałam już chyba każdą osobę znajdującą się na tym placu, ale nikt jej nie widział. Załamana usiadłam na ławce. Po pewnej chwili dosiadł się do mnie pewien chłopak.
- Cześć, pamiętasz mnie?- uśmiechnął się.
- Jak bym mogła Cię zapomnieć- powiedziałam z irytacją.
- Czy coś się stało? Może mógłbym Ci w czymś pomóc?
- A Ty co, cudotwórca jesteś? Sprawisz, że znajdzie się pewna dziewczynka?
- Cudotwórcą może nie jestem, lecz bardzo często przebywam w tym parku i może widziałem tę dziewczynkę.
Ten chłopak naprawdę działał mi na nerwy. Najchętniej wstałabym i odeszła, jednak może widział Klarę i pomoże mi ją odnaleźć?   
- No dobra.
Opowiedziałam mu jak ona wygląda i parę innych szczegółów. W końcu usłyszałam pierwszą pozytywną odpowiedź.
- Gdzie ją widziałeś? Z kim?
- A była tutaj z jakąś kobietą. Poczekaj– rozejrzał się i po chwili ponownie zagościł uśmiech na jego twarzy- o to ona- pokazała ja wskazując palcem- Tak to na pewno ona. Ej, poczekaj.
Zanim to powiedział, ja już biegłam w kierunku tajemniczej postaci. W chwili, gdy zaczęłam do niej krzyczeć, ona również zaczęła biec, a raczej uciekać przede mną. Niestety moja kondycja dawała wiele do życzenia i nie zdążyłam jej dogonić. Po kilku sekundach dobiegł do mnie Filip.
- Po co do niej krzyczałaś. Tylko ją wystraszyłaś. Tak się nie podchodzi do ludzi.
- Tak, a Ty z pewnością wiesz jak i chętnie mnie nauczysz co?!- powiedziałam oschle.
- Dobrze, przepraszam, ale jednak nie powinnaś tak od razu do niej wykrzykiwać. Następnym razem…
- Co następnym razem?  A może już nie będzie tego następnego razu?
- Spokojnie. Złość w niczym Ci nie pomoże.
Ruszyłam wzdłuż drogi, przez którą biegła kobieta. Poczułam nagle jak ktoś łapie mnie za rękę.
- Poczekaj, poczekaj. Co Ty chcesz zrobić? Nie mów, że chcesz ją teraz znaleźć?
- Nie no co ty, tak sobie idę bo mi się zachciało.
- No i po co tyle sarkazmu, co?
- Bardzo ci dziękuję, ale możesz już iść.
- Chyba nie myślisz sobie, że puszczę Cię tam samą?
- A ja co, mam pięć lat? Poradzę sobie bez obstawy. Poza tym to moja sprawa i nie chcę w nią nikogo mieszać.
- I tak pójdę za Tobą. To bez znaczenia czy będziesz chciała, żebym z Tobą poszedł, czy też nie.
- No dobrze już dobrze, ale nie będziesz mi rozkazywał, ani mówił mi co mam robić, ok?
- Nie ma sprawy.
- No to chodźmy.
Ruszyliśmy wąską ścieżką. Nie przeszkadzała mi panując cisza, a wręcz przeciwnie nie miałam ochoty na jakiekolwiek rozmowy. Skupiona byłam tylko na drodze. Zastanawiałam się, czy uda nam się dotrzeć do miejsca, w które udała się kobieta.
- O czym myślisz?
- A skąd wiesz, że o czymś myślę?
- Hmm, może po tym skupionym wyrazie twarzy?
- Oj, odczep się. Przynajmniej próbuje coś wymyśleć.
- No i co żeś wymyśliła?
- Na razie nic, myślę jak mam iść.
- A co zrobisz, jak ją spotkasz? Co powiesz i o co zapytasz?
- Nie wiem, zobaczymy. Idziemy na żywioł.
- Nie zawsze to wychodzi na dobre.
- A co ty taki ostrożny, co? Nigdy nie robiłeś czegoś ot tak, spontanicznie?
- A co wyglądam na takiego?
- No trochę, a co nie mów, że się nie boisz?
- A czego tu się bać. Ta kobieta, to jedynie może mnie torebką uderzyć.
- Oj za mało nas znasz- chyba po raz pierwszy zaśmiałam się w jego towarzystwie. W sumie nie jest taki zły, jak mi się wydawało. Cieszę się, że jednak poszedł ze mną. Doszliśmy do rozwidlenia dróg.
- No i co teraz zrobi nasz Sherlock Holmes?
- A ci się żart wyostrzył- udając obrażoną ruszyłam pierwszą lepszą drogą. Usłyszałam krzyk za sobą:
- No dobra! Ej, przepraszam! Julka poczekaj! Skąd wiesz, że ta droga jest dobra co?
- Zgaduje- powiedziałam wkurzona.
- Spokojnie, przecież przeprosiłem.
W chwili, gdy zorientował się, że nie zamierzam nic powiedzieć, zaczął mówić:
- Czemu chcesz się gdzieś pchać na siłę, a może akurat nie trafisz i co? Jeśli ta kobieta pojawiła się po  raz kolejny w tym parku to jeszcze się tam pokaże spokojnie. Pomogę Ci.
Tak i w tym momencie przypomniałam sobie dlaczego nie chciałam utrzymywać  z nim kontaktu. Postanowiłam powiedzieć ostro i zrozumiale.
- Nie potrzebuję niczyjej pomocy, a zwłaszcza Twojej! Zawsze radziłam sobie sama to teraz też dam radę! Zapomnij o mnie i daj mi spokój. Gwarantuję Ci, że więcej się nie spotkamy. Nie idź za mną. Cześć.
Zobaczyłam tylko jak go wmurowało. Chciało mi się płakać, bo wiedziałam, że jednak pomimo wszystko połączyło nas coś więcej, a ja nie mogę tego zmienić, bo i tak prędzej czy później, jakby się dowiedział, że mieszkam w domu dziecka opuścił by mnie. Muszę o nim zapomnieć!
Tak muszę na razie zapomnieć o swoich relacjach z innymi, a pomyśleć jak odnaleźć tę kobietę. Nie mam wyjścia, będę musiała czekać na nią w parku dzień po dniu. Ale najpierw to ja muszę się poradzić Ani, może ona będzie wiedziała jak to ogarnąć i z której strony się za to zabrać. Policja znowu u nas zawitała. Pewnie po raz kolejny ustala nowe fakty no i pomimo tego i tak nic nie zrobią. Poszłam na górę, aby odnaleźć Anię. Zastałam ją siedzącą przy biurku. Znowu pewnie czytała jakąś książkę. W chwili gdy do niej podeszłam, podniosła oczy znad książki.
- I co? Znalazłaś ją?
- Ta, jedyne co znalazłam, to kolejny kłopot.
- Coś ty znowu zrobiła?
- A spotkałam tego Filipa.
- No co ty! I co z nim?
- Spławiłam go i nie zadawaj więcej pytań z nim związanych.
- Dobra, rozumiem. I co mój Sherlock trafił na jakiś ślad?
- Kolejna– powiedziałam po cichu- spotkałam pewną kobietę- dodałam nieco głośniej- pewna osoba widziała ją z małą na plac kilka razy. Myślę, że ona będzie coś wiedziała na jej temat. Tylko niestety mi uciekła.
- Szkoda. I co zamierzasz teraz zrobić?
- A co innego mogę zrobić, niż czekać na nią w parku?
- A szkoła? Co, rzucisz wszystko dla małej dziewczynki, którą ledwo co znasz?
- Słuchaj, to jest mała dziewczynka, a ja się o nią martwię.  Coś mnie w niej zaintrygowało i to coś nie pozwala mi tej sprawy tak po prostu zostawić.
- W sumie masz rację. Przepraszam, że tak powiedziałam.
- Nie ma sprawy. Rozumiem, że się martwisz. Ale bez twojej pomocy niczego nie zdołam załatwić. Pomożesz mi?
- Jasne, możesz na mnie liczyć. Tylko jak mogę ci pomóc?
- Jutro…

Miłego łikendu;*

niedziela, 18 listopada 2012

VII rozdział.


Dojechałyśmy w niecałe pół godziny. Dom wydawał się ogromny. Wysiadłszy z samochodu ruszyłam za mamą. Wchodząc przez ogromne zielone drzwi ujrzałam nieduży hol, który prowadził do salonu. W tle słyszałam głosy komentatorów, które zapewne dobiegały z salonowego telewizora. Kobieta, gestem ręki zaprosiła mnie do wielkiego pomieszczenia. Stała tam duża sofa, na której leżał mój tata. Wyglądał o niebo lepiej. Spojrzał na mnie i szeroko się uśmiechnął. Rozłożył ramiona, w których chwilę potem się znalazłam. Mama poszła do kuchni, aby przygotować coś do jedzenia, a ja usiadłam koło taty. Nastąpiła trochę krępująca cisza. Nagle przerwał ją mój towarzysz.
- Przepraszam Cię.
- Nie bardzo rozumiem za co.
- Przepraszam Cię za to, że dzisiaj nie możemy nigdzie pójść, za to, że wtedy nie przyjechaliśmy i za to, że musiałaś się męczyć, aby przyjeżdżać do mnie do szpitala.
- Ależ nie ma sprawy. Nie przyjeżdżałam do szpitala bo musiałam, lecz dlatego, że chciałam, martwiłam się. I nie masz za co przepraszać, wypadki chodzą po ludziach, niestety jednak to przytrafiło się Tobie. A jak się czujesz?
- Bardzo dobrze. Myślę, że jeszcze kilka dni i w końcu będę w stanie wyjść na spacer, a wtedy gwarantuję Ci, że wynagrodzę Ci ten stracony czas- po czym uśmiechnął się najserdeczniej jak mógł i mocno mnie przytulił. Przerwało nam wejście mamy z talerzem pełnym jedzenia.
- I kto to wszystko zje? –zapytałam ze zdziwieniem i rozbawieniem.
- No, a kto jak nie ty?- zaśmiała się mama- jesteś taka drobna, więc kilka kilogramów Ci nie zaszkodzi. No i tata ostatnio ma wilczy apetyt.
Wbrew moim przypuszczeniom wspólnymi siłami, w mgnieniu oka wszystko zjedliśmy. Bardzo dużo rozmawialiśmy, jednak ja wiedziałam na jaki temat będę chciała porozmawiać, a to wcale nie będzie łatwe. Postanowiłam, że poczekam na bardziej odpowiedni moment. Następne godziny mijały tak, jakbym była w jakimś śnie. Wspólnie się śmialiśmy graliśmy w jakieś gry, które pomimo mojego wieku dawały mi wiele radości. Widziałam, że z każda minutą, godziną tata jest coraz słabszy. Po późnym obiedzie, siedząc przy stole powiedział, że jest bardzo zmęczony i musi się położyć. Mama pomogła mu wstać, po czym pożegnał się ze mną i wraz z nią poszedł do pokoju. Widziałam ten smutek w jego oczach, gdy mnie opuszczał. Wiedziałam, że chciałby jeszcze pobyć wśród nas, spędzić ten czas w gronie rodzinnym. Niestety jego zdrowie na to nie pozwalało. Po kilku minutach do kuchni wróciła mama. Zebrała naczynia i ruszyła do zlewu.
- Pomogę Ci- zaoferowałam się.
- Przestań, jesteś u mnie gościem, a goście nie sprzątają.
- Jestem twoją córką.
Spojrzała się na mnie, a ja wiedziałam, że nadszedł ten moment, na który czekałam. Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, ale nie wiedziałam, jak zacząć. Mama zaczęła myć talerze, więc się przyłączyłam.
- Chciałabym o coś zapytać –zaczęłam nie pewnie, lecz za nim zdążyłam coś jeszcze z siebie wydusić, mama zaczęła mówić.
- Domyślam się co chcesz wiedzieć. Wiedziałam, że kiedyś będę musiała Ci o tym opowiedzieć, lecz łudziłam się, że może o to nie zapytasz. Wiem głupio myślałam, bo ty jesteś już duża, a to jest znaczący fakt w sprawie. Otóż…
- Jeśli nie jesteś jeszcze w stanie o tym rozmawiać, to zrozumiem i poczekam.
- Nie, kiedyś i tak mnie to czeka, a Ty za długo nie otrzymywałaś odpowiedzi na to pytanie. Chodź, usiądźmy.
Zakręciła wodę i usiadła na pobliskim krześle, odsuwając drugie dla mnie.
- Twojego tatę, a mojego męża poznałam jeszcze za lat młodzieńczych. Ślub wzięliśmy po czterech latach naszej znajomości. Moja mama nie do końca akceptowała nasz związek i była przeciwko temu, abyśmy po tak krótkiej znajomości brali ślub. Jednak my wiedzieliśmy, że byliśmy i jesteśmy dla siebie przeznaczeni. Postanowiłam, że pomimo wszystko kocham Franka i chcę spędzić z nim resztę mojego życia.
- A Twój tato?
- Mój tato zawsze we wszystkim popierał moją mamę, więc nie mogłam liczyć na pomoc z jego strony, co do przekonania mamy. Tak jak już mówiłam, chciałam być szczęśliwa właśnie z nim. Innego scenariusza nie widziałam.
- Przecież tata też miał rodziców prawda?
-  Owszem miał, lecz on wyprowadzając się z domu pokłócił się z nimi i oni wyjechali za granicę. Do tej pory żadna ze stron się nie odezwała. I to mnie najbardziej boli, bo nawet nie wiem o co chodzi w tej całej waśni, a Franek za żadne skarby świata mi nie powie. Chociaż może kiedyś doczekam się tego momentu, kiedy usłyszę całą prawdę. No, ale nie o tym mowa. Więc wracając do wątku, wzięliśmy ten ślub, jednak nie była to huczna uroczystość, gdyż Franek dopiero zaczynał pracę w biurowcu a ja także niewiele zarabiałam na pisaniu artykułów do gazet. Razem zamieszkaliśmy w małym mieszkanku w wieżowcu. Było nam bardzo ciężko, lecz mając siebie mieliśmy wszystko i nie narzekaliśmy.  Dzień, w którym dowiedziałam się, że jestem z Tobą w ciąży był jednym z najpiękniejszych dni w moim życiu. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo się cieszyłam. Jednak późniejsze wydarzenia sprawiły, że wyrosły przeszkody.
Mama zawiesiła głos. Wiem, że jest jej ciężko o tym opowiadać. Jednak co sprawiło, że stało się tak jak się stało. Na odpowiedź długo nie musiałam czekać.
-  Podczas ciąży były różne komplikacje, a lekarz zalecił mi dużo odpoczynku co sprawiło, że nie mogłam chodzić do pracy. Ze względu na nasz stan finansowy, nie mogłam tak po prostu zostawić wszystkiego na jakiś czas. Dogadałam się z szefem i pozwolił mi pracować w domu. Nie było to takie proste do zrealizowania, gdyż ja byłam bardzo słaba i nie miałam siły siedzieć i pisać. Z kolei wiedziałam, że jeśli będę się za bardzo przemęczać i zmuszać do pisania to, to źle się odbije na Tobie. Mój mąż bardzo mi pomagał, jednak wszystkiego za mnie nie mógł zrobić. Te dziewięć miesięcy to był jakiś horror, a zarazem najpiękniejszy okres w życiu. Bałam się, że przez moją nieodpowiedzialność, to Ty zapłacisz, więc postanowiłam skupić się tylko na nas, a resztę przesunąć na drugi plan. Przyznam się szczerze, że nie było łatwo, a wręcz przeciwnie, droga pięła się do góry. Gdy nadszedł czas rozwiązania byłam na skraju wymęczenia. W chwili gdy wzięłam Cię na ręce, poczułam, że było warto, że dla takich chwil warto żyć, dla takich chwil warto się męczyć. Wtedy zapomniałam o wszystkich problemach i zmartwieniach. Byłaś tylko Ty i Twój tata. Gdy wróciłam do pracy, a raczej po materiał, aby móc kontynuować pracę w domu, dowiedziałam się, że już tam nie pracuję. Załamałam się. Nie wiedziałam co zrobimy. Myślałam o mamie. Postanowiłam, że to będzie ostatni ratunek. I właśnie wyszło tak, że to na niej spoczywała nadzieja na pomoc. Zadzwoniłam do niej i okazało się, że leży w szpitalu. Miała zawał serca. Spakowałam się szybko i ruszyłam do niej. Gdy dotarłam na salę zdążyła mi tylko powiedzieć: ,,przepraszam’’ i odeszła.
Nie wiem jak się zachować, czy mam coś powiedzieć, czy ją przytulić? Miała takie smutne oczy. Nigdy jej takiej nie widziałam. Po krótkiej chwili ciszy kontynuowała.
- Po kilku dniach odbył się pogrzeb. Całą trójką tam pojechaliśmy. Najbardziej czego żałowałam to tego, że nigdy nie miała okazji, aby Cię zobaczyć Julio. Nie wiem nawet, czy wiedziała o twoim istnieniu. W domu było coraz gorzej. Nie mieliśmy na kogo liczyć. W końcu naszą sytuacją zainteresowały się odpowiednie służby. Po jakimś czasie zdecydowali, że nie możesz u nas mieszkać i zabrali Cię do domu dziecka. Na początku Cię odwiedzaliśmy, jednak coraz bardziej czułam, że nie powinnaś nas znać, gdyż pozwoliliśmy, aby nam Ciebie odebrali. Czułam wstyd. Po kilku latach ustatkowaliśmy się, ale ja bałam się, że nie będziesz chciała nas znać. Gdy dostaliśmy informację, że przenoszą Cię do innego ośrodka tutaj w tym mieście, wspólnie zdecydowaliśmy, że poszukamy sobie tutaj lokum i  będziemy o Ciebie walczyć. Niestety, stchórzyłam. Bałam się, a z każdym dniem było coraz gorzej bo Ty stawałaś się coraz starsza i coraz więcej rozumiałaś. Wiem, wiem to był ogromny błąd, powinnam była nie tracić z Tobą kontaktu i odebrać cię jak najszybciej. Przepraszam Cię bardzo.
I po raz kolejny nastąpiła cisza. Z jednej strony rozumiem ją, ale no nie wiem.
- A w sumie co skłoniło Was do odezwania się?
-Hmm… otóż pewnego dnia Franek powiedział, że ma tego dosyć i musimy Cię odzyskać, bo w końcu jesteś naszą córką, a rodzina musi być razem. Postanowiłam, że koniec tego i że on ma racje no i stało się tak jak się stało. Naprawdę jest mi głupio, wiem minęło dużo czasu i zrozumiem jeśli nam nie wybaczysz i nie będziesz chciała do nas przyjeżdżać.
No i co teraz? Mam mętlik w głowie. Jak tak sobie myślę to ja sama nie widziałabym co miałabym zrobić. Jeśli już postanowili się ze mną spotkać, to nie odrzucę ich i nie będę żyła samotnie.
- Rozumiem. Jest mi przykro tylko dlatego , że nie zdecydowaliście się mnie odwiedzić wcześniej. Czekałam na Was. Gdy byłam mała, każdego dnia siedziałam w oknie oczekując chwili, w której wejdziecie przez te drzwi.  Z czasem przestałam. I gdy p. Beata powiedziała mi, że chcecie się ze mną spotkać, ucieszyłam się, lecz gdy tak od razu przyszliście na drugi dzień to mnie to trochę zaskoczyło i pogubiłam się.
Mama spojrzała na mnie wzrokiem pełnym miłości i przytuliła bardzo mocno. Czułam jak jej łzy kapią na moje ramię.
- Och, tak bardzo Cię przepraszam. Tak mi przykro. Jest mi strasznie głupio, że się nie odważyłam.
Gdy się uspokoiłyśmy i opadłyśmy z wrażeń siedziałyśmy po prostu milcząc.
- Dziękuję, że mi to opowiedziałaś- usłyszałam swój głos.
- Kiedyś i tak bym musiała, a lepiej żebyś się teraz o tym dowiedziała niż później.
Reszta razem spędzonych chwil minęła na długiej rozmowie. Mama opowiedziała mi o oświadczynach mojego taty. Bardzo bym chciała spotkać takiego mężczyznę, jakim jest mój tata. Chciałabym, aby mój przyszły partner kochał mnie równie mocno jak on swoją żonę.
Zanim się obejrzałam na zegarze wybiła osiemnasta. Po szybkiej kolacji, obie ruszyłyśmy do samochodu, którym przyjechałyśmy pod dom dziecka. Ciężko jest mi się rozstać, jednak wiem, że nie mam wyjścia i że z pewnością nie jest to ostatnie nasze spotkanie. Machając weszłam do budynku. Otuliła mnie fala ciepła. Przed pójściem do pokoju zajrzałam do p. Beaty i ,,zameldowałam się’’. Byłam strasznie zmęczona, więc wzięłam szybki prysznic i padłam na łóżko. Zasnęłam szybko, bez problemów. Obudziło mnie lekkie szturchanie Ani. Otworzyłam oczy. Nie było jeszcze zupełnie ciemno, a wszyscy chyba szykowali się do snu. Tak, był wieczór.
- Co się stało?
- Musimy poważnie pogadać- powiedziała zaniepokojonym głosem.

niedziela, 11 listopada 2012

VI rozdział


Kolejne dni mijały podobnie do pozostałych. Tata czuł się coraz lepiej, więc lekarze stwierdzili, że dzisiaj wyjdzie. Jednak nie udało mi się tam pojechać, więc postanowiłam pójść na spacer do parku. Krążyłam alejkami i sama nie wiedziałam po jakim czasie zdecyduje się na powrót. Było mi tak dobrze. Chyba jeszcze nigdy się tak nie czułam, może to też sprawa pogody, która poprawiała się z każdą minutą. Bardzo lubię siedzieć na ławce i oglądać ludzi. Co prawda jest to zajęcie które po pewnym czasie się nudzi, ale mi się podoba. Podczas gdy tak się rozglądałam, nie zauważyłam momentu, w którym przysiadł się do mnie pewien człowiek. Był to starzec.
- Naciesz się tą sytuacją tyle ile możesz, bo stanie się coś złego.
Powiedział i poszedł. Dopiero po chwili ocknęłam się i pobiegłam za tajemniczym panem, lecz on jakby się rozpłynął. O czym on mówił? I co złego może się stać? Z tatą tylko lepiej, a w moim środowisku chyba nie dzieje się nic złego. To było bardzo dziwne. Z powrotem wróciłam na poprzednio zajmowaną ławkę. Siedząc tak, pozwoliłam, aby moje myśli pływały wolno, jednak wszystko i tak skupiało się wokół ówczesnego zdarzenia. Po jakimś czasie z transu wyciągnęła mnie Ania, szturchając mnie w ramię.
- Julka, Julka!
- A cześć. Przepraszam zamyśliłam się. Co Ty tu robisz?
- Wracam ze sklepu. A ty?
- Przyszłam sobie pospacerować.
Zastanawiałam się nad tym, czy powiedzieć jej o tym całym zdarzeniu sprzed kilkunastu minut. Doszłam do wniosku, że może coś wie na temat tego pana i wpadnie na pomysł ,o co mu chodziło.
-Wiesz co, siedząc tutaj przysiadł się do mnie taki pan. Trochę mnie to zdziwiło.
- I co chciał.
- No właśnie do tego przechodzę. To było bardzo dziwne spotkanie. Otóż…- opowiedziałam jej o całym zajściu. Zapytałam, czy czasem nie zna tego pana.
-A wiesz, że chyba ktoś mi o nim opowiadał? Tak! Teraz sobie przypominam. Kiedyś w domu dziecka był taki chłopak. Wyznał mi, że będąc w jakimś parku, również przysiadł się do niego pewien człowiek. Jacek wtedy był bardzo załamany, gdyż zmarli mu rodzice i został sam. Spędził on wcześniej trochę czasu w tym domu, jednak rodzice go odwiedzali, więc nie czuł się samotny. No i wracając do tego pana, to on mu powiedział, że po deszczu zawsze wychodzi słońce i tak jak było w twoim przypadku również odszedł i zniknął. Dziwna sprawa.
- A co się stało z tym chłopakiem.
- Właśnie! Po pół roku, do domu dziecka przyjechała, jakaś kobieta. Okazało się, że to jest jego ciocia.
- To jak to? To on nie wiedział, że ma ciocię.
- No z tego wynika, że nie wiedział. Podobno jego mama nic nie mówiła, że ma siostrę, ale dlaczego tego nie zrobiła, to już mnie nie pytaj. A wracając do twojej sytuacji to co on ci powiedział tak dokładnie?
- Powiedział tak: ,,Naciesz się tą sytuacją tyle ile możesz, bo stanie się coś złego’’. Nie wiem o jaką sytuację tu chodzi, no i nie wiem co może się stać.
- Może chodziło mu o twoją obecną sytuację z rodzicami. Może oni…
- Lepiej nie kończ! Niech lepiej nie chodzi o nich. Tak mało czasu spędziliśmy razem, a już mielibyśmy się rozstawać? Nie, to na pewno nie chodzi o nich.
Bynajmniej miałam taką nadzieję. Dopiero co ich poznałam, a już miałoby nas cos rozłączyć? A może ten starzec cos bredził i nic złego nie ma się wydarzyć? Oby tak było.
- Chodź wracajmy, zimno się robi- powiedziałam.
- No dobra, ale czy…
- Proszę nie rozmawiajmy o tym. To jest jakaś pomyłka.
Niestety nie mogłam przestać o tym myśleć. Postanowiłam, że nie będę marnować czasu, który mogę spędzić z moimi bliskimi. Pani Beata bez większych problemów zgodziła się, abym następnego dnia spotkała się z rodzicami. Umówiła nas o 11. Moja mama ma po mnie przyjechać i wtedy razem pojedziemy do domu, gdzie miał być tata. Nie mogliśmy nigdzie wyjść, bo czuł się on jeszcze słabo i nie wstawał z łóżka. Lekarze i tak szybko go wypuścili ,,na wolność’’.
Wieczorem zostałam poproszona przez mała Klarę, abym się z nią pobawiła. Nie miałam innych planów, więc się zgodziłam. Odkąd tutaj jestem, zauważyłam, że ona bardzo izoluje się od reszty dzieci. Jest nieśmiała, dlatego zdziwiła mnie jej prośba. Pomyślałam, że może z czasem to minie i się otworzy. Bynajmniej mam taką nadzieję.
Gdy nadeszła pora snu, posprzątałyśmy zabawki i zaprowadziłam ją do pokoju. Nie spodziewałam się, że Klara jest taką wesołą i zabawną dziewczynką. Ten czas spędzony razem, był chyba takim małym jej krokiem w kierunku pokonywania nieśmiałości. Postanowiłam porozmawiać z małą Madzią i poprosić ją, aby dopilnowała, żeby Klara nigdy nie była sama i aby zabierała ją do zabawy z innymi dziećmi. Wiedziałam, że ona wykona swoje zadanie. Takie były dzieci. Jeśli kogoś się poprosi, to on stara się spełnić swoją obietnicę. Teraz jednak było zbyt późno na rozmowy, więc stwierdziłam, że pójdę do niej po śniadaniu jeszcze przed moim odjazdem.
Gdy zobaczyłam swoje łóżko dopiero odczułam jaka jestem zmęczona. Wzięłam więc szybki prysznic i poszłam spać.
 Obudziło mnie ciche łkanie. Spojrzałam na zegarek, była piąta nad ranem. Wstałam nasłuchując skąd dochodzą te głosy. Gdy doszłam do czytelni, spostrzegłam, że w rogu ktoś siedzi. Była to ta sama dziewczynka, z którą bawiłam się wieczorem. Podbiegłam do niej i pochwyciłam w swoje ręce. Popatrzyła na mnie swoimi niebieskimi oczami. Tuliłam ją i uspokajałam.
- Maluchu, co się stało?
Odpowiedziało mi jednak chlipanie. Stwierdziłam, że teraz się niczego nie dowiem, więc usiadłam z nią na kanapie w pobliskim pomieszczeniu. Uspokojenie dziewczynki trwało trochę czasu, a gdy już było dobrze postanowiłam powtórzyć moje wcześniejsze pytanie.
Tym razem odpowiedziała mi cisza. Klarze się pewnie coś przyśniło, a gdy się obudziła uciekła. Jednak nie byłam pewna tej teorii. Przytuliłam ją mocniej, cały czas głaszcząc ją po głowie.
Posiedziałyśmy tak jeszcze z parę chwil i zaniosłam ją do łóżka. Poczekałam aż uśnie, ale to nie zajęło jej dużo czasu. Wchodząc do pokoju spostrzegłam, że wskazówki zegara od mojego wyjścia przebyły długą drogę. Została mi tylko godzina snu, którą muszę w pełni wykorzystać. Jednak zapadnięcie w sen było trudniejsze niż myślałam. Cały czas myślałam o Klarze, o tym co tak naprawdę się stało. Nagle usłyszałam dźwięk budzika i zauważyłam, że nieświadomie troszkę jeszcze pospałam. Standardowo, odwiedziłam toaletę i poszłam na śniadanie. Zgodnie z tym co postanowiłam podczas moich porannych rozważań, jeszcze przed śniadaniem, udałam się do wychowawczyni Klary. Długo u niej nie siedziałam, ponieważ za chwilę był czas na poranny posiłek. Lecz podczas tej krótkiej rozmowy zdążyłam opowiedzieć jej o całym zajściu. Obiecała, że postara się dowiedzieć o co chodziło.
Po porannej dawce energii wychwyciłam gdzieś Madzię i wprowadziłam w czyn kolejne swoje postanowienie. Dziewczynka z chęcią przyjęła prośbę i obiecała, że je wykona. Nie mogę się doczekać dzisiejszego spotkania. Nie wiem jak ja wysiedzę jeszcze godzinę oczekując na upragnione chwile. Wzięłam jakąś książkę i zaczęłam czytać. Tak bardo mnie wciągnęła, że straciłam poczucie czasu. Gdy spojrzałam na zegarek była już za pięć jedenasta. Zerwałam się na równe nogi. Do torby spakowałam wszystko co miałam pod ręką i zeszłam na korytarz. Okazało się, że w dobrym momencie, gdyż akurat przez drzwi wchodziła moja mama. Krzyknęłam do niej i wtedy mnie zobaczyła. Była promienna. Poinformowałam ją, że tylko pójdę powiedzieć pani Beacie o tym, że już jedziemy i możemy ruszać. Nie czekając na odpowiedź Pobiegłam do mojego celu. Wychodząc usłyszałam tylko ,,miłego dnia’’ i już mnie nie było. Gdy wracałam na hol przystanęłam i przypomniałam sobie o tym starcu i o tym co mi powiedział.
- To na pewno nie chodzi o to- powiedziałam do siebie i ruszyłam dalej. 

czwartek, 8 listopada 2012

V rozdział


Nazajutrz wstałam szybko i popędziłam do pokoju p. Beaty mając nadzieję, że ją tam zastane. Nie rozczarowałam się.
- Chcę pojechać do mojego taty! Już, natychmiast! Proszę!
- Julka, spokojnie. Usiądź, porozmawiajmy.
- Proszę pani tu nie ma czasu na rozmowy, jedźmy proszę, błagam.
- No dobrze. Poczekaj tu proszę chwilkę, muszę rozmówić się z panią dyrektor.
Czas  mi się dłużył i dłużył, zanim p. Beata wróciła minęło z pół wieku. Jednak doczekałam się. Tak jak myślałam p. dyrektor nie widziała przeszkód, abym razem z moim wychowawcą pojechała odwiedzić tatę. Prędko wsiadłam do samochodu. Nie mogłam się doczekać, aż spotkam  się z moimi rodzicami i będę miała okazję z nimi porozmawiać. Pomimo tak wczesnej pory, korki były gigantyczne. Po jakiejś godzinie ujrzałam szpital. Budynek był stary, obdrapany i brudny, jednak to tam dokonywano cudów. Pospiesznie skierowałam się do wejścia. P. Beata nie mogła za mną nadążyć, lecz ja nie chciałam tracić już, ani minuty dłużej. Recepcjonistka pokierowała nas na odpowiedni oddział. W kolejnej recepcji nie chciano nam udzielić żadnych informacji. Gdy już byłam na pograniczu załamania, ujrzałam moją mamę. Mój widok bardzo ją zaskoczył.
- Co Ty tu robisz moje dziecko?- zapytała ze zdziwieniem.
- Ja chcę się zobaczyć…- zanim dokończyłam w drzwiach przez które przed chwilą weszłam stał ten tajemniczy chłopak. Nasze spojrzenia się spotkały. Ja jednak szybko się odwróciłam. On mnie śledzi, czy co? Jednak chyba tu pracuje, bo ma fartuch. Co tu się w ogóle dzieje? Mam mętlik w głowie.
Na ziemie sprowadził mnie głos mojej mamy.
- Niestety nie możesz się z nim zobaczyć. Jego stan się pogorszył i jest na sali zamkniętej.
- Nie, ale ja muszę się  z nim zobaczyć, ja chcę.
- Julio, spokojnie zobaczysz się  z nim tylko nie dzisiaj.
- Ale jak ja już nie zdążę? Tyle lat na to czekałam i teraz nic?
Widziałam to zakłopotanie w oczach stojącej przede mną kobiety, tej która zostawiła mnie przed laty. Nie wiedziała czy, ma mnie przytulic, czy co. Tak bardzo chciałabym, żeby się odważyła i pochwyciła mnie w swoje ramiona. Jednak chyba ona myśli, że może mnie wystraszy, że może ja tego nie chcę? A wręcz przeciwnie! Od zawsze marzyłam o zatopieniu się w ramionach rodziców, od zawsze chciałam mieć prawdziwą rodzinę! A teraz co? Tata jest podłączony do tysiąca kabli, a mama sama nie wie co ma zrobić. Jakie to dołujące.
Wszyscy trochę ochłonęliśmy, a teraz siedzimy na krzesłach pod ścianą. P. Beata postanowiła porozmawiać z mamą na osobności, więc odeszły kilka metrów. Ja zatopiłam się w swoich dłoniach i pogrążyłam się w marzeniach. Nagle poczułam, że koło mnie ktoś siada. Pomyślałam, że kobiety skończyły rozmawiać, jednak usłyszałam nieznajomy głos:
- Przepraszam, czy mogę Ci jakoś pomóc?
Podniosłam głowę i ujrzałam tego chłopaka ze zderzenia po wizycie w bibliotece, z parku i tego, który stał w drzwiach. Zamurowało mnie, nie wiedziałam co zrobić no i co powiedzieć. Zanim zdążyłam cokolwiek z siebie wydusić on zaczął mówić.
-Jestem Filip. Pamiętasz mnie?
- yyy… Tak pamiętam Cię, aż za dobrze. Czego ty ode mnie chcesz, co? Śledzisz mnie?
- Coś ty. Nasze spotkania to same przypadki.  
- To co tu robisz?                     
- Ja tutaj pracuje jako wolontariusz ze szkoły. Jest taka akcja, więc się zapisałem i oto jestem.
-  Aha.
-  Słuchaj, jeszcze raz bardzo Cię przepraszam za to zderzenie wtedy na ulicy, naprawdę nie…
-  Powtarzasz się. Nie ma sprawy to była też moja wina.
- Może w czymś Ci pomóc. Co tutaj robisz?
- A w sumie mógłbyś mi pomóc w jednej sprawie. Nikt mi nie chce powiedzieć co się dzieje z moim tatą. Leży na jakiejś zamkniętej sali.
- Ach… wiem o kogo Ci chodzi. To twój tata?
- Oj, długa historia. Powiedz mi co z nim się dzieje?
- Nie mogę Ci powiedzieć za dużo, lecz nie jest z nim za dobrze. Oddychać sam nie jest w stanie i z każdą godziną jest coraz gorzej, chociaż lekarze robią tyle ile mogą.
- Tylko mi nie mów, że on niedługo umrze?!
- Uwierz, to są bardzo dobrzy lekarze, pomogą mu  na 100%.
Nagle rozmowę nam przerwał krzyk jednego z lekarzy, który wzywał mojego rozmówcę.
- Może kiedyś zabiorę Cię na kawę w ramach przeprosin za tamten incydent?
-Nie trzeba. Słuchaj bardzo Ci dziękuję za informacje, ale więcej do mnie nie podchodź, zachowuj się tak, jakbyśmy się nie znali.
I odszedł. Może i go polubiłam, ale ja jestem dziewczyną z domu dziecka, a gdyby się o tym dowiedział to i tak zakończyłby naszą znajomość. Więc bez sensu się bawić w jakieś gry.
Po kilku minutach wróciły obie kobiety.
- Julia, z kim Ty rozmawiałaś?
- A jakiś wolontariusz pytał się co tu robie i takie tam, nic ważnego.
- Aha, bo słuchaj ja muszę wracać do domu dziecka, ale jak chcesz zostać tutaj to twoja mama ciebie później odwiezie. To jak?
- No ok, nie ma problemu, ale przecież mogę wrócić autobusem. Nie będę robić kłopotu.
Dopiero teraz wtrąciła się kobieta.
-  To żaden kłopot, tylko myślę, że bez sensu tutaj siedzieć. Julia jedź do domu.
Stanowczo odmówiłam, postanowiłam zostać. Ostatecznie Dużo czasu spędziłam w tym szpitalu. Bardzo dużo rozmawiałam z moją mamą, lecz nie usłyszałam całej historii o tym, dlaczego mnie zostawiła, a sama bałam się zapytać. W okresie podwieczorku dotarłam do ,,mojego’’ pokoju. Stwierdziłam, że kiedyś trzeba odrobić lekcje, choć nie byłam pewna, czy teraz uda mi się skupić nad zadaniami. Ostatecznie spięłam się w sobie i zrobiłam wszystko co miałam do zrobienia. Dopiero teraz zorientowałam się, że przez jakieś 2 godziny nikogo tutaj nie było. Zdziwiło mnie to, ponieważ w tym pokoju zawsze ktoś jest. Zeszłam na dół, lecz zanim zdążyłam się rozejrzeć do swojego gabinetu ściągnęła mnie p. Beata. Powiedziała mi, że nie mogę codziennie jeździć do szpitala, gdyż wtedy będę zaniedbywać obowiązki szkolne. Obie znalazłyśmy wyjście z sytuacji. Ustaliłyśmy, że będę tam jeździła raz od poniedziałku do piątku i raz w weekend (chyba, że p. Beata się zgodzi to będę tam jeździła i w sobotę i w niedzielę). Uradowana wróciłam do pokoju. Jednak nie zastałam go takim, jaki był nim wyszłam. W tłumie dziewcząt od razu zauważyłam Anię. Podbiegłą do mnie z pytającym wzrokiem.
- Coś się stało?- zapytałam niepewnie.
- Lepiej Ty opowiadaj co u twojego taty?
- U taty nie za dobrze. A czekaj! Skąd ty wiesz, że byłam w szpitalu?
- P. Beata mi powiedziała jak wróciła z powrotem . Strasznie się bałam o ciebie, bo do tamtej pory nie wiedziałam gdzie jesteś.
- Przepraszam, ale nie zdążyłam Cię o tym poinformować.
- A kiedy znów tam jedziesz?
-  Nie wiem jeszcze, ale postaram się pojechać pojutrze.
Koniec dnia jak i noc minęły bardzo szybko. Z samego rana ustaliłam z p. Beatą, że jutro jedziemy do taty. Byłam taka szczęśliwa, bo miałam nadzieję, że go w końcu zobaczę i że mu się polepszyło. Ten dobry humor utrzymywał się do końca dnia. Dopiero wstając rano dnia następnego, zdałam sobie sprawę, że z tatą może być jeszcze gorzej i wolałam już nie myśleć co się później stanie. Jednak starałam się nastawić pozytywnie. Lekcje dłużyły się w nieskończoność, aż w końcu nadszedł upragniony koniec. Tak jak się umawiałam z moją wychowawczynią, czekała już na mnie pod szkoła. Wsiadłam i nas nie było. Jakiś czas później dotarłyśmy na miejsce. Nie zatrzymując się przy recepcji, pognałam na odpowiedni oddział. Gdy trafiłam do celu, od razu spostrzegłam moją mamę rozmawiającą z tym Filipem. Odwróciłam wzrok. Po chwili zakończyła rozmowę i podeszła do nas. Promieniała radością. Wyglądała tak samo jak wtedy, w domu dziecka, kiedy ujrzałam ją po raz pierwszy. Miała dla nas wspaniałe wieści. Powiedziała, że organizm ojca zaczął reagować na leki i powoli się regeneruje. W końcu pozwolono mi wejść na salę, aby go ujrzeć. Jednak przygnębiające było to, że jest w śpiączce, ponieważ tak jest lepiej dla niego. Żałuję tego, że nie mogę z nim porozmawiać. Mama usiadła koło mnie i objęła mnie ramieniem. Jak ja długo na to czekałam. Od niej biło takie ciepło, to było ciepło matki, kochającej matki. Nie obchodzi mnie to, dlaczego mnie zostawiła, nie obchodzi mnie to, że nie miałam jej przez tyle czasu, ja po prostu chcę już z nimi być do końca, jak długo się da. Chcę nadrobić czas, w którym byliśmy osobno. Teraz tylko czekać, aż tata wyzdrowieje i będzie pięknie. Już sobie wyobrażam te wspaniałe czasy wraz z MOJĄ rodziną.
Niestety czas wizyty się skończył, więc musiałam opuścić salę szpitalną. Do domu dziecka wróciłam na kolacje. Jaka ja byłam głodna. Pochłonęłam chyba wszystko, co można było pochłonąć. Wiem jak mogło to wyglądać z perspektywy kogoś z boku, jakbym nie jadła z rok. Kiedyś trzeba się porządnie najeść, a ja po takim dniu wrażeń jestem głodna i zmęczona. Po kolacji pragnienie jedzenia zostało zaspokojone, więc teraz przyszedł czas, żeby zaspokoić potrzebę snu. Jutro kolejny dzień, a w moim życiu może być już chyba tylko lepiej.